Ponieważ ja znam wszystkich i na swoim blogu pisałam o tym, że przekażę pytania internautów jednemu znanemu redaktorowi a on mi nie odpisał chłe chłe bo ja wysłałam mail na jego nazwisko i pewnie nie doszedł (myślałam że tam w światłowodach go na tyle znają, że samo nazwisko wystarczy), postanowiłam zrekompensować ten brak odpowiedzi i zrobiłam wywiad ze znanym reżyserem Andrzejem Fajtą. Spotkałam go przed nocnym sklepem jak szłam po ćwiarteczkę a cały wywiad nagrałam na komóreczkę i przepisałam (nic nie zmieniałam).
Panie Andrzeju – proszę opowiedzieć o swoim najnowszym filmie?
-No więc był już Człowiek z Żelaza i Człowiek z Marmuru, ale czasy się zmieniają i pora iść z ich duchem że tak powiem.
- Ale mam nadzieję panie Andrzeju że z tym duchem nie pójdzie pan swoim duchem chłe chłe – to taki żart mi się wyrwał…
-Pani co pani, ja poważnym reżyserem jestem, wypraszam sobie. Ja znicze na grobach patriotów radzieckich zapalałem a pani mi tu takie… No więc film będzie o człowieku Internetu takim współczesnym, co to w codziennym życiu walczy o przetrwanie i nie jest jakąś ubrudzoną po kokardę celebą i wydmuszką tylko poważnym internautą, który w całym życiu przejrzał jedną książkę o Panu Sułku.
- A co to znaczy ubrudzona po kokardę celeba?
- Nie wie pani?
- No nie i myślę że internauci też nie.
-To jest psze pani taki PGR-owski slang, niemniej bardzo mądry. Celeba to skrót od celebryta, tego chyba nie muszę tłumaczyć. Drugi fragment to z dawnych PGR-ów mam nadzieję że pani wie, pamiętać pani też powinna. Otóż w czasach kiedy istniały Państwowe Gospodarstwa Rolne, w skrócie PGR – wymawia się Pe Gie Er, kobiety pracowały na traktorach. A ponieważ jednocześnie pracowały w domu przy gospodarstwie, zajmowały się dziećmi i gotowały, prały i tak dalej, to często na te traktory wsiadały w fartuchach kuchennych. A co jest z tyłu fartucha? No ?
- No kokarda jest
- A widzi pani. No to już pani wie.
- Ale nadal nie rozumiem związku, dlaczego ubrudzonych po kokardę?
- Ale pani niedomyślna. One jak tak zapracowane były to po prostu często nawet czasu do wychodków nie miały iść, i szły w ustronne miejsca gdzieś koło snopków na ten przykład. No i wtedy te kokardy nieraz…
- Mistrzu!! Mistrzu może jednak zmieńmy temat i wróćmy do filmu. Czyli ten film o Panu Sułku będzie?
- No nie pani, pani nic nie rozumie. To będzie film o roboczym tytule Człowiek z betonu. Taki co tylko jedną książkę przejrzał, to znaczy przekartkował. I tą książką właśnie była książka o Panu Sułku.
- A co ma beton do internetu i do Sułka, bo ja nie widzę związku?
- A widzi pani, pani nie widzi a ja widzę. Otóż Internet jest można powiedzieć w zasadzie zabetonowany Sułkami.
-Nie rozumiem?
- No zalany jest , tzn. zalany to ja jestem , przepraszam panią i słuchaczy bardzo. Mam nadzieję że tego nie słychać, zresztą to wydruk w internecie będzie, a mój chuch czuje tylko pani. Zresztą od pani też co nieco czuć… Zabetonowany czyli pełno w nim betonu, takich prymitywów jak pan Sułek.
- Nie szkodzi mistrzu dobrze czuje pan – ja też podcięta jestem ale u mnie to norma. Ale jak betonu w Internecie?
- No pani kochana w przenośni. Pełno w nim pustaków co nic nie umieją szlajają się tylko i zasmradzają powietrze swoimi wyziewami.
- I o nich ten film? A propos ja się Pustak nazywam chłe chłe, Amelia.
- Jaki zbieg okoliczności. Tak bo to jest wie pani pewne fenomenalne zjawisko. Bo tacy ludzie są swoistego rodzaju fenomenem. No bo niech pani popatrzy. Weźmy na ten przykład psa. Pies nic nie robi twórczego, chodzi, łasi się, je pije wodę. Ale z psa jest jakiś pożytek, można pogłaskać, na spacer iść, domu popilnuje i te de i te pe. A taki internetowy beton nic nie daje tylko tworzy tak zwany szum informacyjny. Kopiuje wkleja i wkleja i kopiuje. A jak już nie daj Boże coś napisze sam od siebie to pożal się Boże…
- Ale co to ma wspólnego z psem?
- Oj pani kochana wolna pani jesteś, ale rozumiem, pod gazem. Mnie się rozchodzi że z psa pożytek jakiś jest a z betonu Internetowego w rzeczy samej, nie ma żadnego.
- No to po cholerę robić o nim film?
- A wie pani że to jest dobre pytanie? I ja pani odpowiem na to pytanie pytaniem. A po jaką cholerę robią filmy o dajmy na to o odpadach, wysypiskach śmieci, pasikonikach, muflonach, czy żuczkach gnojarzach no?
- Ale mistrzu w tym wywiadzie ja zadaję …
-Milczeć! Bo jak zaraz pani przypier.. walnę pani to pani zobaczy, milczeć i odpowiadać!
- Ale litości, mistrzu – może wróćmy do sedna
- To proszę się zamknąć i słuchać jak jak mówię a nie mi tu takie pieprzyć brednie! Ten internetowy fenomen tylko powiela treści innych. Jest amorficzny mówiąc językiem filozofów. Czyli taki jak beton. Pustak taki normalnie. Ale taki co go wykopali, obetonowany. W sumie nie wiadomo co z nim robić. Ludzie oblali go zaprawą on gdzieś przyrósł później go wyrwali i jest. I co? I w zasadzie nic, ale to jest fenomen, niemniej też objaw pewnego szaleństwa świata. Takie studium psychosis z opuchniętymi paluchami.
-Z czym?
- Z paluchami opuchniętymi. Bo klika non stop na różnych listach i blogach żeby mieć więcej klików. To jest tak proszę pani jakby Ajax Kozia Wólka ogłosił że jest lepszy niż dajmy na to Liverpool czy Real Madryt, bo jest wyżej w tabeli pana Stasia spod budki w piwem. Albo jakby denaturat porównać z Burbonem – i ten pierwszy by powiedział że jest smaczniejszy.
- Ale to akurat prawda.
- Że co?
-Że prawda mistrzu. Bo tak jest, kwestia dobrego przefiltrowania. Taki Waluś to przykładowo tak przepuści, ma takie patenty że nie przez chleb tylko przez filtry z kartonów puszcza, ale takie specjalne od pomarańczy.
-Co pani nie powie? A to ciekawa jest technika, i co później?
-A to zależy ale Burbon wysiada mistrzu mówię panu.
-Kartony od pomarańczy mówi pani, muszę zanotować sobie. Ciekawa postać ten Waluś widzę.
-O to mój idol, najlepsiejszy w krainie miłości i dobrości ze wszystkich, ekspert, mądry i w dodatku ma szklane oko.
-No proszę proszę to wygląda jak taki Kolombo bimbrownictwa. Może jakiś film o nim nakręcę – Człowiek z jabolka?
-A to mogę panu mistrzu kontakt załatwić do Walusia bezpośrednio. O cholera!
-Co się dzieje?
-Pierś mi się przypala.
-Co? Nic nie widzę…
-No nie tutaj w domu w piekarniku wstawiłam i tylko po ćwiarteczkę miałam skoczyć żeby było czym ją popijać, już na pewno spaliła się w piekarniku… Muszę pędzić.
I tak zakończyło się moje pasjonujące spotkanie z wybitnym reżyserem. A morał z tego jest następujący: nawet dyskusja o sztuce zawsze kończy się na piciu, ważne tylko żeby piersi sobie nie przypalić, czego i wam życzę.



Komentarze
Pokaż komentarze (43)