Nieno to moja dalsza rodzina, dokładnie syn kuzyna mojej babci. Nieno to jest po prostu geeniusz. Piszę przez dwa “e” żeby zaakcentować odpowiednie napięcie, zwłaszcza żeby nie popuścić z wrażenia i ekscytacji. Nieno jest mistrzem kuchni orient i wegeterian, a pojawił się u mnie w domu żeby mnie odchudzić, bo już w żadne reformy się nie mieszczę. Nieno ma bardzo dynamiczne podejście do kuchni – 3 składniki, 3 ruchy – i człowiek do obiadu nie może powstrzymać się z głodu! Niektórzy siedzą i pichcą, a pichcą, a pichcą i wydaje im się, że im więcej napichcą to lepiej:). Ja tam wcale nie umiem poza bimberkiem i kopiowaniem robić nic, więc nie pichcę, za to Nieno mówię wam poezja. Jedynie co mnie w nim denerwuje, to że nie pije. Tylko woda i to źródlana bez przegotowania, najlepiej jeszcze jak jakieś robaczki typu plankton w niej pływają. Przyjechał dwa dni temu i od tej chwili całkowicie zrewolucjonizował moje życie, bo tutaj nie tylko o jedzenie chodzi. Nasajmprzód mnie ostro zaskoczył, bo nie uwierzycie, z Raciąża Dolnego zajechał do mnie na hulajnodze. A to ze 250 km jest i to po prostej. Na tej hulajnodze pobudował sobie taki daszek na wysięgniku, coś na kształt plandeki, że jak pada to nie na jego piękne złociste dredy. Nieno prowadzi całkowicie ekologiczny tryb życia, myje się wyłącznie w deszczówce, nie używa pasty do zębów, dezodorantów i kosmetyków, za to natłuszcza się naturalnymi ekstraktami z roślin i kwiatów, które sam sobie przygotowuje na okolicznych łąkach, wyciskając za pomocą wyciskarki do czosnku, do butelek lub słoików, które znajdzie na składowiskach odpadków. Zęby myje palcem, specjalną mieszanką piasku morskiego i torfu. Poza tym Nieno ubiera się również pro-eko, nosi koszule uplecione ze słomy, spodnie które sam sobie uszył z worków po ziemniakach a na nogach ma piękne rzemykowe sandały utkane z pomocą nici które dostał w darze od rybaków z Władysławowa kiedy był na Ekotargach.
No i Nieno jak przyjechał od razu wziął się za gotowanie.Trzy składniki i trzy ruchy, takie ciasto: mąka, woda i cukier, zagniótł, do formy i upiekł. I gotowe, a jaka pycha mówię wam. Na obiad eko kotlety z płatków owsiannych. Ugniótł płatki z jajkiem, otoczył w bułce tartej i usmażył. Mniam mniam, genialny ten Nieno. Ale to były takie normalne potrawy. Zaskoczył mnie swoimi eko-innowacjami, których nauczył się na praktykach u pustelnika. Otóż Nieno praktykował jogę u mistrza Yoga Kudu żywiącego się szarańczą i drobnymi roślinami, a słynącego z tego że potrafił spakować się do skrzyni wielkości pudełka po butach. Yoga, zwany pieszczotliwie przez Nieno “Jogiś”, sprzedał mu kilka patentów o jakich wam się nie śniło. Ano na ten przykład, że mrówki są bardzo bogate w białko, a szarańczę najlepiej podsmażyć na oliwie, korzenie baobabów natomiast doskonale smakują posypane suszonymi wodorostami.
Jak widzicie Joguś nie był wegeterianinem, ale Nieno też nie został nim do końca z własnego wyboru. Otóż Nieno kiedyś uwielbiał bycze jądra. Oczywiście odpowiednio przygotowane – przepisy czerpał bezpośrednio z hiszpańskich książek kucharskich. Ale jego zdaniem najlepsze bycze jądra jakie jadł to były na Białorusi. Dlatego jak tylko miał wolne, jeździł do restauracji Złoty Cielaczek, która jest jedną z bardziej renomowanych w całej Białorusi. Potrawy z byczych jąder przygotowuje się tam prosto, trzeba je najpierw obrać z twardej skórki, krótko przesmażyć z cebulą a następnie dusić przez ok 10 minut z dodaniem pod koniec śmietany. Przyprawia się je papryką lub pieprzem ziołowym, doprawia solą pieprzem i posypuje koperkiem. No i Nieno zajadał i zajadał. Ale później miał objawienie. Opowiedział mi jak to się stało. Miał objawienie we śnie, i w tym objawieniu pokazała mu się wielka głowa matadora który przegrał walkę z bykiem. I matador przemówił do Nieno: I co ? Pewnie zdziwiłeś się dlaczego dzisiaj jadłeś takie malutkie? Nieno obudził się zlany potem i dał już spokój z mięsem wszelakim, przeszedł na wegetarianizm.
I w zasadzie nauczył mnie bardzo dużo, bimberku nie rzuciłam ale zmieniłam styl ubierania, jedzenia i życia. Nieno nauczył mnie jak zrobić wegetariański paprykarz. Jak wiecie oryginalnie paprykarz składa się z ryżu, tłustej wędzonej ryby, warzyw i słodkiej papryki, a fuj!. Paprykarz Nieno zawierał same dobrze rzeczy, głownie błonnik w postaci trocin, zamiast tłustej ohydnej ryby dwie marchewki i dwie czubate łyżki koncentratu pomidorowego. Nieno jest bardzo tolerancyjny więc dla tych którzy koniecznie nie chcą zrezygnować z ryby w paprykarzu dopuszcza jednego zmielonego akwaryjnego gupika zwanego Pawie Oczko (najlepiej samczyk – urozmaica kolorami potrawę). Nieno uwielbiał też pasztety na ten przykład z jajka, selera i soczewicy czyli trzy składniki i w kombinacjach różnych można zrobić trzy pasztety.
I mogłabym tak długo ale niestety moja przygoda z Nieno dobiegła końca. Bo zaczęłam się po jakimś czasie zastanawiać, gdzie Nieno załatwia swoje potrzeby naturalne. Widziałam, jak kilka razy nerwowo wybiegał na balkon, a raz dziennie gdzieś z domu. I postanowiłam go przyłapać. No tak, centralnie sikał przez balkon na dół. Rąk nie mył bo od kilku dni nie pada i nie ma deszczówki, a do najbliższej rzeki parę kilometrów. Na moje pytanie o to drugie, wyjaśnił mi, że biega codziennie do pobliskiego lasu, a że mu szkoda drzew, to używa liści. Albo szoruje po prostu starym kozackim zwyczajem, po trawie chłe chłe. I wyobrażacie sobie że on te ciasto takimi rękami…
No musiałam mu podziękować i wywalić na zbitą mordę. A taki był geniusz ten Nieno, no no…

A morał z tej historii jest następujący: Długotrwała jazda pod plandeką na hulajnodze w upalne dni, może prowadzić do sikania z balkonu, czego wam nie życzę chłe chłe


Komentarze
Pokaż komentarze (31)