AmeliaPustak AmeliaPustak
334
BLOG

Exuzemla – padam do nóżek na lateksowym balu

AmeliaPustak AmeliaPustak Rozmaitości Obserwuj notkę 26

 

 

Ja zwykle to ulotek w skrzynce pocztowej mam multum. I często nawet ich nie przeglądam, bo skupiona jestem na mojej codziennej walce o byt. I już wyciągałam kolejną garść do wywalenia, kiedy spomiędzy nich wyleciała czarna śliska koperta, jakby polakierowana była. Pomyślałam że to jakieś zaproszenie na prezentacją opon samochodowych, a ponieważ auta nie posiadam i nie zamierzam posiadać to już miałam wyrzucić, kiedy patrzę na nadawcę a tam białe litery: Polski Związek Producentów Lateksu. PZPL brzmi ciekawie, ale czego oni ode mnie chcą? Otworzyłam, a tam zaproszenie też w konwencji black and white. Przytaczam je poniżej w całości, nic nie zmieniałam:

 

Droga Amelio Pustak, nasz Pustaczku kochany!

Lokalny oddział PZPL, doceniając Pani nieocenione zasługi w propagowaniu lateksów maści wszelakiej w Internecie, czym przyczyniła się Pani, między innymi umieszczonym na Pani opiniotwórczym blogu wpisem pt. “Latexowy pożar” ma zaszczyt zaprosić Panią na Lateksowy Bal – 2013. Bal ma charakter lokalny, jednakże nie zabraknie wielu atrakcji, wśród nich próby wytrzymałościowe strojów w wykonaniu lokalnych strong menów, a także recytowanie lateksowej poezji. Konkursy wszelakie z nagrodami, które wręczać będą specjalni goście z Warszawy, na czele z Prezesem PZPL Bronisławem Wykładziną – Panelowskim. W programie również konkurs na najbardziej autentyczne wykonanie lateksowej poezji tego ostatniego.

Liczymy na Pani niezawodne przybycie

P.S. Obowiązkowe stroje wiadomo jakie. Panie, w związku z powagą gości koniecznie w nakryciach głowy

No tak zrozumiałam, wreszcie mnie docenili. Co prawda po mojej wyprawie do szmateksu i całej tej aferze z lateksowym strojem pozostały mi jedynie permanentne lateksowe buciki, niemniej jak widzicie opiniotwórczość mojego bloga rośnie skoro takie zaproszenie. No i Broni będzie, mój ukochany poeta co ja go kocham i kaganek jego oświaty propaguję kopiując wszelkie mniejsze i większe wypociny jego, nawet te zupełnie o zupie Maryni, których nie rozumiem ni w ząb zresztą on też, che chłe. Wiele razy dawałam mu do zrozumienia jak go kocham, mało tego nawet mam pseudonim artystyczny jak on, ale on mnie nie chce. Nawet kilkakrotnie wysłałam do niego puste weka żeby jak oddycha odetchnął do nich zawekował i mi przesłał na mój koszt rzecz jasna. Ale on mnie tylko ignoruje i poniża, niedobry. I antyramę w domu specjalną kupiłam i trzymam prosząc go co jakiś czas żeby swoje zużyte skarpetki mi przesłał, albo chociaż jedną, a ja je zaraz w te antyramy i na ścianę nawet bez prasowania coby żadnej cząstki zapachu Bronia mego nie uronić. A on nic…

Rozmarzyłam się a tu bal! Po tamtym lateksowym stroju poza papuciami nic mi nie zostało. I skąd zatem wygospodarować środki? A to już za dwa dni w sobotę. Zadzwoniłam jak zwykle w sprawach innowacji technologicznych, do Kulawego Genka. Naświetliłam problem, a Genek poprosił o chwilę czasu do namysłu. Obiecał zajrzeć w sobotę do południa i zaradzić. On zawsze coś wymyśli.

W sobotę rano zadzwonił, że za chwilę będzie, że mam kocioł do bimberku wyjąć i spytał czy mam szczotkę malarską tudzież wałek. Miałam coś w piwnicy po moim ostatnim remoncie przed dziesięcioma laty, to przyniosłam i umyłam. Zaschnięta farba nie zeszła ale Genek stwierdził, że to niczemu nie przeszkadza. Przyszedł z oponami samochodowymi pod pachami i nawet miał dwie na szyi. Później jeszcze raz obrócił na dół w sumie dziesięć opon od tirów przydźwigał. Rozpalił wszystkie palniki w kuchence gazowej, nastawił ogromny kocioł do bimbru, wziął piłę i tnąc opony wrzucał kawałki do kotła. Kazał mi położyć się w samych reformach i staniku na blacie w kuchni i tak zalec. Jak te opony zaczęły się tak porządnie topić wziął szczotkę zamoczył i zaczął od nóg nanosić tę gumę na moje ciało. Czy ten Genek nie jest genialny? Niektóre bardziej płaskie miejsca bez wałeczków czyli de facto plecy, pokrywał wałkiem chłe chłe, i wtedy mu szybciej szło. Nie minęła godzina jak moje ponad dwustukilowe ciałko pokryło się pięknym lateksowym wdziankiem. A Genek jak mistrz zaplanował również czapkę. W zasadzie było to coś na kształt czerpu, bowiem zaprojektowana przez Genka lateksowa szlafmyca a la Żwirek i Muchomorek pękła przy zakładaniu. Cagan ci przytył, stwierdził żartobliwie Genek, a ja puściłam to mimo uszu, w końcu pracował nad tym strojem więc mu odpuściłam. A ponieważ nakrycia głowy obowiązkowe były to Genek wykonał mi czerep z ocynkowanego wiadra. Osmolił je najpierw na zewnątrz, po czym trzy otwory na oczy i nos wywiercił korkociągiem i brzeszczotem do metalu i założył. A ponieważ lekko na bok się przekręcało całość permanentnie przykleił mi do korpusu uszczelniając odpowiednio czarnym silikonem medycznym, żeby było proekologicznie. Jeszce tylko pelerynka z zagrzybionej zasłonki pod prysznic i wyglądałam na prawdę imponująco.

Na balu nawet fajnie się bawiłam, ale do czasu. Broni w lateksowym smokingu z piękną muchą, do tego krótkie spodenki i podciągnięte białe skarpety. Na nogach śliczne lateksowe klapki. Cały obraz jego. Wyrecytowałam mój ukochany wiersz Bronisława pt. Lateksowa Szmata, ale nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Ponoć bełkotałam. Faktem jest że byłam już na dość dużej bani, bo my z Genkiem opijali piękny strój już w zasadzie podczas jego tworzenia. Natomiast to chyba nie przez to Broni mnie nie zrozumiał. Ja myślę, że to przez echo co się niosło z wiadrowego czerepu, bo nie założyli mi odsłuchów i w sumie sama siebie dobrze nie słyszałam to co dopiero mieli oni. Później jednak się wpieniłam, bo miejscowy strong man pan Waldemar podczas prób wytrzymałościowych mojego stroju za wszelką cenę chciał mi go rozerwać w kroku. Zadanie miał ułatwione bo mógł łatwo mnie postawić na wiadrowym czerepie, ale jak mi zaczął szpagat robić to mało mi ścięgien nie pozrywał. To świnia! Mój gumolateks puścił jednak w kroku ale dopiero po piątej serii. No i nie wygrałam. Za to zwycięzcą wszechkategorii została ta świnia i kapuś Ofelia 007 zgłoś się! która jak się okazało jest w zmowie z prezesem Panelowskim vel ten Naczas. Ma w domu jego kolekcje poezji wszelakich oraz wszelkie gadżety. A cała ta niby poniewieranka z nim w mediach to jedna wielka ustawka żeby sztuczny tłok i pitu pitu na blogu robić. Ale ja prawdziwa fanka i wielbicielka Bronia nie dałam za wgraną. Wzięłam rozbieg, padłam na brzuch i na brzuchu wykonałam ślizg doślizgując się do nóżek Bronia. Excuzemla, krzyknęłam. Padam do nóżek! Ale nie wiedzieć czemu naderwany przez strongmena Waldka strój podczas tego brzusznego ślizgu całkowicie zsunął się ze mnie, wtopione w niego stanik i reformy również, tylko wzmocniony silikonem medycznym czerep niezawodnie tkwił na swoim miejscu. I bardzo dobrze, przynajmniej nikt mnie nie poznał, no może poza Bronim który jakoś podejrzliwie wodził za mną wzrokiem kiedy naga, z pelerynką od prysznica na plecach i w wiadrowym czerepie zwiewałam ile sił. Może jestem podobna do jego żony? A swoją drogą jeśli nawet tak i nawet się nie zdziwił, to w co te nasze elyty się zabawiają? Ja nie mogę!

A tutaj ja w trakcie wstępnej przymiarki czerepu wykonanego i zaprojektowanego przez Genka.

 

A morał z tej historii jest następujący: wnikliwe czytanie poczty może doprowadzić do poznania tajemnych fantazji naszych elyt, czego i wam życzę chłe chłe.

o mnie: prowadzę osobiście bloga: http://sramelia666.wordpress.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Rozmaitości