Wujka Gucia słabo pamiętam. Zawsze sam, nigdy nie znalazł żony a w zasadzie nie szukał. Miałam z nim dość mało styczności, pamiętam tylko że był dość gruby co u nas rodzinne, chłe chłe, często stosował krem do ust i samoopalacz. Ale o tym dowiedziałam się później, bo jak byłam mała to myślałam, że on ma taką naturalną opaleniznę nawet kiedyś w drugiej klasie podstawówki to byłam pewna, że wujek Gucio był pierwowzorem murzynka Bambo. I tutaj nagle po długim milczeniu i wielu latach dzwoni moja komórka i mówi wujek Gucio że już będzie za chwilę bo wsiadają do taksówki. Wsiadają? Wiec jednak wuj Gucio kogoś poznał – ciekawe kim jest ta na pewno urocza osóbka. Wreszcie jakaś babeczka do pogadania i pośmiacia, a skoro z wujkiem Guciem to na pewno za kołnierz nie wylewa chłe chłe. Będę miała z kim popitolić o zupie Maryni, a może jakieś nowe przepisy na bimberki dzięki niej poznam. Jak strasznie, nawet bardziej niż strasznie się cieszyłam! Nerwowo czekałam przy oknie no i po pół godzinie podjechała taksówka. Wuj Gucio chyba przytył, a ta pani – tak wysiadła tylko tył widziałam, no no jaka laseczka – szczupła wysoka, chyba nawet wyższa od wujka, jaka smukła sylwetka i kocie ruchy… Oj joj joj, ciekawe na co poleciała, no chyba że to prawdziwa miłość. Zadzwonił dzwonek. Weszli, wuja wycałowałam i wtedy… Nie uwierzycie. To jest mój przyjaciel Cezar, powiedział wuj Gucio. O cholera. Oczom moim ukazał się wiele młodszy, równie opalony jak wuj młodzieniec. Włosy zaczesane do góry, na środku różowy pas farby. Kolczyki w uszach no i te kocie ruchy, w sumie kręcił ósemki biodrami. Wody, proszę Gucio podaj mi wodę, jestem zmęczony podróżą, powiedział i opadł na fotel. Wodę i popielniczkę! Wyciągnął z torby lufkę i długiego papierosa, slima. Zapalił i zaciągał się wykonując przy tym takie koliste ruchy. Paznokcie miał dość długie i cały czas wypuszczał kółeczka z buzi. My z Guciem tak często się bawimy – ja wypuszczam te kółeczka a Gucio ja łapie. Nawet nie odważyłam się zapytać na co łapie, mogłam tylko się domyśleć. Gucio podaj mi moje pantofle! krzyknął Cezar a biedny spocony wuj już był przy nim z różowymi klapkami zdobionymi pięknym kotkiem. Cała ta sytuacja dość mnie zafrasowała, szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałam jak się zachować, więc zaproponowałam po szklaneczce świeżo upędzonego bimberku. Wuj Gucio od razu walnął, ale za to Cezar powąchał i się wzdrygnął – a fe! Ja pijam tylko szkocką i to najlepszych gatunków. Swoją drogą Guciu mógłbyś podskoczyć do jakiegoś sklepu to się wszyscy napijemy.
Kiedy wuj poleciał zaczęła się rozmowa. I nawet jakoś szło, Cezar doskonale znał się na gotowaniu i modzie. Był projektantem damskiej bielizny. Opowiadał mi o swoich ulubionych szpilkach jakie lubi zakładać i sklepach w jakich się ubiera. Miał ze sobą taki tablet i otwierał różne strony internetowe z kolekcjami z pokazów. Kiedy wrócił wuj impreza się rozkręciła, i jak już byliśmy nieźle na bani oni postanowili skoczyć do pobliskiego miasta taksówką na zakupy, bo w tej, jak to określił Cezar dziurze, nic nie ma. Wrócili pod wieczór, pozakładali slipy i podkoszulki jakie sobie kupili i paradowali przede mną do późna. A Cezar wymyślił taką zabawę że ja byłam jury i ich oceniałam, a oni zakładali po kolei co kupili i paradowali jak modelki na wybiegu. W przypadku wuja to dosyć masakrycznie wyglądało ale Cezar nie powiem całkiem zgrabny chłopiec. Bardzo wrażliwy był, bo kazał żebym zrobiła takie kartonowe prostokąty na których flamastrem napisałam punkty i bardzo się denerwował jak zamiast maksymalnej 10 dostawał mniej. No i jak wujowi po znajomości zawyżałam to też się wściekał. Bardzo nas to wszystko zmęczyło, poza tym piliśmy tę szkocką z miasta a to kopie prawie jak mój bimberek i w końcu poszli spać. Ja już nieźle na bani byłam to też a przed snem chwalili się że udało im się kupić najlepszej marki wazelinę w aptece, kiedy byli na zakupach. Pewnie skóra im się wysuszyła od miejscowego klimatu, zwłaszcza Cezarowi bo to takie delikatne dziecko.
Rano obudziły mnie wrzaski z kuchni. Poszłam i zobaczyłam ich obu w szlafrokach, wuj Gucio smażył jajecznicę a Cezar siedział w tych swoich różowych kapciach i krzyczał na wujka że tak wolno. W dodatku palił kolejnego papierosa, co mnie wnerwiło bo palaczy nie cierpię. Kiedy próbowałam go uspokoić zaczął się unosić i spoliczkował wuja Gucia, który bardzo nas prosił o spokój. O nie tego już za wiele. Pakuj się i won z mojego domu! Ten syf nazywasz domem? Pod mostem jest wygodniej – odgryzł się Cezar i spakował w pośpiechu swoje rzeczy, ale szlafroka nie zdjął – wziął walizkę i wybiegł, a wuj Gucio, rzucając na odchodne szybkie: cześć Amelio Pustak, mój Pustaczku kochany! wybiegł za nim. W sumie dziwna sytuacja. Najdziwniejsze było, że nawet się nie ubrali tylko wybiegli jak stali. I dopiero wieczorem sąsiadka pani Wiesia, konkubina Trzeszczącej Beretki, powiedziała mi, że to wszystko upozorowali, i że pobiegli do swojej starej znajomej Ofelii 007 zgłoś się!
Ofelia 007 zgłoś się! ma takie upodobania do przebieranek. Na swoim opiniotwórczym blogu ciągle zamieszcza chłopców przebranych za dziewczynki i odwrotnie, ponadto filmy z imprezy takiego pana co ma w partii różnych takich podobnych do Gucia i Cezara. Ona dodatkowo jest zadeklarowanym elektoratem tego pana od czasu gdy on gumowym wymachiwał kiedyś w TV. A ponieważ Gucio i Cezar czytają jej opiniotwórczy różowy blog, postanowili się z nią skontaktować już dość dawno i razem wesprzeć tego pana od gumowego. Było im głupio że wolą się przeprowadzić do niej, więc upozorowali tę ustawkę. I tak padłam ofiarą pięknej przyjaźni, która jak widzicie trwa do dziś.
A to Cezar, zdjęcie kiedy paradował przede mną prezentując nową kurtkę i szorty. Oceniłam tę kolekcję na 10 punktów.

A morał z tej historii jest następujący: Nawet twój wuj może okazać się świnią kiedy zostanie omamiony ideologicznie przez różowych, czego Wam nie życzę, chłe chłe!


Komentarze
Pokaż komentarze (51)