Ja nie filozofuję zazwyczaj, bo ja na filozofię czasu nie mam. Bimberek i codzienna walka o byt pochłaniają cały mój czas. No i rzecz jasna prowadzenie tego opiniotwórczego bloga. Ale czytam sobie tak w Internecie komentarze innych użytkowników i pada tam często twierdzenie że taki a śmaki jest internetowym trolem. Ponieważ nie bardzo zdaję sobie sprawę co to jest trol, i co taki trol robi a czego nie postanowiłam się tym więcej nie zajmować i nawet o tym problemie zapomniałam.
I wczoraj jak zawsze po śniadaniu i porannej szybkiej lufie tak zwanym dzieńdoberku, udałam się na zakupy do pobliskiego Polo Marketu po drożdże świeże i cukier. Jak zapewne wiedzą czytelnicy mojego opiniotwórczego bloga przyjaźnię się z kierowniczką panią Irenką i często zaprasza mnie ona na zaplecze, zwłaszcza jak ma jakiegoś stresa lub chandrę maści wszelakiej. Czasem zostaje im trochę przeterminowanych jabolków na stanie, żal wylewać to idzie na przelew, z tym że pani Irenka kulturalna jest i jako kierowniczka pije czystą za którą zresztą płaci. To się nazywa kultura! No i kiedy tak wczoraj siedziałyśmy na tym zapleczu i pitoliłyśmy o modzie a dokładnie nowej kolekcji reformów zaprojektowanej przez Cezara o którym już tutaj pisałam, to popijałyśmy sobie jak zawsze. Ta kolekcja reformów nazywa się Reformy T-R , podobno od nazwisk jakiś polityków, a charakteryzują się wielkimi dziurami w kształcie kół mającymi rzekomo zwiększyć atrakcyjność tych reformów. Ja tam dość pesymistycznie się odniosłam do tej propozycji, co to za reformy skoro cały tyłek na wierzch wychodzi. Na pewno propozycji T-R nie kupię. Ale pani Irenka i owszem, uważa że kobieta powinna nieraz być lekko szalona.
I kiedy pani Irenki wyszła do toalety zobaczyłam, że zadzwoniła jej komóreczka która leżała na stoliku koło butelki z czystą. Ja tam wścibska nie jestem ale tak zerknęłam i chyba dobrze, bo wyświetlał się napis SZEF. O cholera, pomyślałam, jeśli to dzwoni sam SZEF to na pewno z czymś bardzo ważnym i jeśli pani Irenka nie odbierze to on się może wkurzyć że jej nie ma na posterunku i po premii polecieć. Z drugiej strony takich pań Irenek to on na pewno ma na pęczki więc, ponieważ długo dzwonek dzwonił czyli ważne, podjęłam szybką decyzję że udam panią Irenkę. Kilka razy słyszałam jak pani Irenka odbiera służbowe komórki, więc bez ceregieli nacisnęłam zielony przycisk słuchawki i powiedziałam: przy telefonie Irena, sklep numer 132, w czym mogę pomóc? Odezwał się głos sekretarki: Dzień dobry będzie mówił SZEF proszę czekać. Po chwili usłyszałam, dzień dobry, tu SZEF, we wszystkich sklepach województwa dzisiaj będzie wielki kszzzzzz… ( coś przerwało na chwilę) …trol. Proszę dokładnie sprawdzić wszystko półka po półce, bo w razie czego wyciągnę konsekwencje. Kłaniam się. I się rozłączył.
O cholera. Aż mi serce zaczęło walić, musiałam setę pani Irence podebrać żeby dojść do ładu. Wiem wiem ten trol o którym tyle czytałam opanowuje sklepy w całym województwie. Gdzie ja kupię cukier, drożdże, moje profesja bimbrownika jest poważnie zagrożona. Nie mówiąc o tym, że prezes firmy sam powiedział iż panią Irenkę zwolni jak nie sprawdzi tego trola. Natychmiast po drugiej setce wyklarował mi się awaryjny plan działania w razie zagrożenia. Przyszła pani Irenka, a ja kazałam jej usiąść, walnęłyśmy jeszcze po jednym bo jak w nerwach nie umiem przedstawiać planu działania i wszystko jej powiedziałam. Podziękowała mi, że odebrałam – cierpi ostatnio na zespół permanentnych zaparć przez co okupuje sklepową toaletę a tam z telefonem to wręcz nie wypada bo jak to przed personelem wygląda. Postanowiłyśmy działać. Pani Irenka, wielbicielka kryminałów wszelakich postanowiła podzielić obszar całego sklepu na kwadraty 50 na 50 cm stosując tak zwany system Pinkertona. Słyszałam o nim bo stosował go mój ukochany bohater z dzieciństwa detektyw Pikuś Konopka, o którym może kiedyś napiszę. Następnie ja chwyciłam małe grabki cmentarne które akuratnio są w promocji w związku ze zbliżającym się za dwa miesiące świętem, a pani Irenka haczyk piecowy, również z promocji w związku z rozpoczynającym się niedługo sezonem grzewczym. Wzięłyśmy plan sklepu na siatce Pinkertona narysowanej na kartonie i poszłyśmy. Oczywiście nie muszę mówić, że pani Irenka kazała natychmiast w trybie nagłym ogłosić ewakuację klientów i uruchomiła alarm. Nigdy nie wiadomo co taki trol może człowiekowi zrobić. Klienci zaczęli w panice uciekać jeden dziadek potknął się o porzucony na podłodze koszyk i chyba wybił zęby, ale to nieważne, grunt że żyje!
Zamknęłyśmy sklep od środka, personelowi zabraniałyśmy zbliżania się do drzwi. Cały kordon kasjerek i sprzedawczyń trzymał wartę przed sklepem. A my szukałyśmy trola. Małymi grabkami zwalałam produkty z półek a Irenka, bo w międzyczasie w tej poważnej chwili i w powadze zagrożenia życia postanowiłyśmy przejść per ty pijąc brudzia, więc Irenka tym haczykiem dziobała. Kiedy pojawi się troll ona go przez łeb, albo tym ostrym w oko. W zasadzie po godzinie przed sklepem był już niezły tłum a my przeczesałyśmy wszystko, zostało zaplecze. I jakie szczęście bo akurat usłyszałyśmy jak ktoś manipuluje przy zamku. No to ja z tymi grabkami stanęłam po jednej stronie a Irenka gasząc światło po drugiej. I wszedł powiem wam że starszy, niski ale nawet dość dobrze ubrany był. W teczce na pewno miał te trolowskie akcesoria do niszczenia towaru w sklepie. No to jak mu przez łeb tymi grabkami metalowymi zaciągnęłam aż świsnęło to od razu się wywalił i nie wstał. Ja chyba już wspominałam, że kiedyś miałam być kulomiotką i nawet zaczęłam treningi bo chciałam schudnąć ale niestety picie traktowane jest w kulomiotnictwie jako doping. To mnie wyrzucili. Niemniej pałera w ręce to ja mam.
Zapaliłyśmy światło, zakneblowałyśmy go i związałyśmy mu ręce taśmą od zalepiania kartonów. Postanowiłyśmy go też rozebrać bo wiadomo że goły daleko nie ucieknie. Jak się ocknął poszłyśmy pokazać go ludziom przed sklepem no i chciałyśmy zadzwonić do SZEFA i pochwalić się naszym sukcesem.
Irenka wyłączyła wyjący alarm. Jakiś facet uporczywie dobijał się do sklepu ale został pokąsany przez kasjerki. Jak rozkaz to rozkaz.
I kiedy już takie ledwie żywe, zmęczone ale szczęśliwe w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku wyszłyśmy z trolem przed sklep by oznajmić personelowi i klientom o zażegnaniu zagrożenia wszystko się nagle zmieniło.
Irenka chwyciła za komórkę i zadzwoniła do SZEFA. W tym samym czasie zaczęła dzwonić komórka trola…
Trol przebrał się za SZEFA tego o czym w tamtej chwili tak chciałyśmy nie udało nam się wymarzyć. SZEF osobiście przyjechał sprawdzić co dzieje się w zamkniętym nagle bez zapowiedzi sklepie, w którym miała być, wedle przecieku jaki dostał z centrali, kontrol. Sam w tej sprawie dzwonił dziś do pani Irenki, kierowniczki 132… Zaalarmowany przez dyrektora regionalnego przyjechał. Tym dyrektorem okazał się mężczyzna dotkliwie pokąsany przez kasjerki. Irenka tłumaczyła, że SZEF to się polskiego powinien nauczyć, bo przecież ta kontrola a nie ten kontrol.. Nie pomogło. Za zdewastowanie sklepu pod wpływem Irenkę zwolnili, dyrektor regionalny przeszedł serię bolesnych zastrzyków w brzuch a uruchomienie ponownej sprzedaży będzie trwało trzy dni.

A morał z tej historii jest następujący: odwiedzanie znajomych w sklepie połączone z degustacją alkoholu może doprowadzić do niepowetowanych strat z dewastacją włącznie. Ale ma to też swoje plusy, można dowiedzieć się jak wygląda i czym zajmuje się trol, co znacznie poszerza horyzonty, czego Wam i życzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (35)