AmeliaPustak AmeliaPustak
468
BLOG

Historia o pijanej Magda-lence na okrągłym pustaku

AmeliaPustak AmeliaPustak Rozmaitości Obserwuj notkę 31

  Wczoraj poszłam jak zawsze rano do sklepu po świeże drożdże i cukier na dobry zacierek. I jak już zapewne wiedzą ci wszyscy, którzy czytają mój opiniotwórczy blog, po drodze jak się idzie do sklepu są garaże. Tam kiedyś napotkałam metanolowców, mało tego pani Wiesia mi wspominała, że na te miejsca między garażami, kotłownią a śmietnikiem, zaczęto mówić “Trójkąt Bermudzki”. Od dłuższego czasu bowiem dzieją się tam jakieś dziwne rzeczy.

Że opiszę tylko ostatnie trzy przypadki. Pierwszy – znajomy palacz z kotłowni szedł na drugą zmianę, jakieś dziwne promienie znad garaży rozebrały go do naga, przy czym ubranie zostało zniknięte, mało tego promienie owe prześwietliły go wnikliwie robiąc gruntowne badania, włącznie z krwią i odczynnikiem WR! Ledwie z życiem uszedł bo nawet próbki z jelit mu pobrało. Innym razem ekipa śmieciarki, która po śmiecie jak zawsze przyjechała w poniedziałek, została wprawiona w oszołomienie, kiedy okazało się że śmieci zostały poznikane. Nawet byli u wszystkich sąsiadów, i u mnie też i pytali czy to czasem nie ja zabrałam na jakieś prywatne wysypisko typu wieśpress ale musiałam zaprzeczyć. No i ten ostatni przypadek pana Józia który twierdzi, że w trójkącie pojawia się jakaś zjawa pod postacią gołej płaczącej dziewczyny. Ludzie śmieją się że on to erotoman, ale w każdej legendzie jest trochę prawdy i ja nawet trochę mu wierzę.

No i tak rozmyślałam i szłam i nagle usłyszałam śpiew, taki cichy, piękny, ale i lękliwy zarazem. Miałam już trochę w ryju w zasadzie od wczoraj mnie trzymało bo jak zawsze kiedy odpisuje na komentarze to popijam sobie co tam akuratnio mam pod ręką, no ale aż tak nie byłam nawalona. Ponieważ metoda na delirkę pod postacią nakłuwania i jednoczesnego walenia gumowym młotkiem po głowie ostatnio mi nie pomaga, organizm się broni i tak mi stwardniała czaszka że kamienie otoczaki takie mniejsze nieco mogę z bani rozbijać, postanowiłam zatrzymać się, zaczerpnąć powietrza, zamknąć oczy i nie oddychać. Mój prywatny lekarz domowy Franek – weterynarz nazywa to “powracająca fala” bo jak człowiek tak nie pooddycha z pięć minut to sam już nie wie czy dycha czy dwie dychy chłe chłe. Żartowałam oczywiście, jak nie pooddycha a później znowu nagle oddycha to ta fala powietrza go orzeźwia. I delirka przejść powinna. Postałam ponieoddychałam, pooddychałam, ponieoddychałam, i znowu pooddychałam. Nie przeszło – nadal słyszałam śpiew. Podeszłam bliżej, w zasadzie weszłam do trójkąta. Kiedy już byłam w nim całą sobą zobaczyłam pustak. Ale to nie był taki zwykły pustak sześcienny, tudzież prostopadłościenny. Był to jakiś cud natury – pustak okrągły. Ale to jeszcze bym zrozumiała, zdarza się, natomiast kompletnie zszokowało mnie, że na pustaku siedziała naga dziewczyna, ale taka mała mniejsza nawet niż Krzyś Karzełek, i śpiewała. Wyglądała jak lalka, miała czarne długie włosy i śpiewała w jakimś nieznanym języku.

Podeszłam i zaczęłam z nią rozmawiać. Opowiedziała mi chwytającą za serce historię. Okazało się, że jest to samotna Rumunka, którą mąż wiele lat torturował kąpiąc w formalinie. Przez te kąpiele zmniejszyła się do takich rozmiarów, i kiedy wreszcie uwolniła się spod ucisku tyrana rozpoczęła swoją tułaczkę po świecie. Na małej tratwie, którą zrobiła sobie z pudełka do butów polakierowanego od spodu lakierem do paznokci przypłynęła z Rumunii tutaj do naszej małej miejscowości. Na moje pytanie w jaki sposób, bo przecież u nas żadnej rzeki nie ma, powiedziała, ze płynęła kanalizacjami i kanałami. Czasem było bardzo ciężko zwłaszcza jak padało i w kanałach wzbierała fala, albo jak źli ludzie wrzucali jej kratkami ściekowymi pety na głowę. I powiedziała że ma na imię Magda, a ja ponieważ ona taka lękliwa jest i się lęka, nazwałam ją Magda-lenka. Magda-lenka na okrągłym pustaku. Wyciągnęłam piersiówkę i dobrze że naparstek miałam to jej nalałam. I kiedy tak popiłyśmy na ostro poprosiła mnie o pożyczkę na jedzenie. Ja w zasadzie prawie wcale oszczędności nie mam, ale trochę miałam i wszystko co miałam to jej dałam. I kiedy tak pijana siedziała i schowała te pieniądze pod kamień, znowu mi zaśpiewała swoją smutną, nostalgiczną pieśń porzuconej rumuńskiej ziemi i swego ukochanego domu który tam zostawiła. Ziemi splamionej krwią jej przodków, pełnej nostalgii tęsknoty i ciepłego słońca… Ziemi kąpanej w letniej bryzie i porannej rosie, ziemi którą tak kochała…

Wróciłam do domu i napisałam nawet o niej krótki wiersz:

Magda-lenka z dalekiej Rumunii
Przypłynęła na tratwie nie z Rumi
Wiosło miała z patyka od loda
Jak mi dzisiaj tęsknoty jej szkoda

Siedzi głodna pustakiem podparta
Pokurczona przez męża, obdarta
Z wszelkiej dumy, zrzucona na denko
Jak wzruszyłaś mnie ma Magda-lenko

I pełna byłam dumy, że jej pomogłam. Dopiero po południu gdy znowu szłam po jabolka do sklepu, zobaczyłam Magda-lenkę jak siedzi na tym samym kamieniu i chleje denaturat z panem Józiem, któremu niby się naga objawiała. Jak mawiają u nas: walili dentke z gwinta. Chlali za moje, mało tego później dowiedziałam się, że to żadna Rumunka tylko Polka i nie Magda-lenka, tylko Hanka w dodatku ko-Hanka pana Józia, którą przygarnął sobie kilka miesięcy temu spod mostu. A tak mnie wzruszyła…

A morał z tej historii jest następujący: czasem nawet i Magda-lenka może okazać się oszustką, w dodatku matrymonialną, czego Wam nie życzę, chłe chłe

o mnie: prowadzę osobiście bloga: http://sramelia666.wordpress.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (31)

Inne tematy w dziale Rozmaitości