AmeliaPustak AmeliaPustak
691
BLOG

Niczego nie loziumiem – klątwa przedszkolanki

AmeliaPustak AmeliaPustak Rozmaitości Obserwuj notkę 46

 Siedziałam sobie kilka miesięcy temu jak spokojny człowiek na moim balkonie, kiedy nagle pod oknami jakaś pani przeprowadzała grupę uczniów, z wyglądu klasy jeden trzy. Bachory owe bardzo mnie wkurzyły. Hałaśliwe, rozwydrzone i głupie jak but i w dodatku lewy i Krzysia Karzełka, bo on małą nóżkę ma. I stali pod moimi oknami i darli mordy, to wzięłam w końcu kilka paczek foliowych nalałam tam wody i zrzuciłam na nich całą serię jedną za drugą. Rozbiegli się wrzeszcząc jeszcze bardziej ale przynajmniej poszli, i jak tak odchodzili ta nauczycielka tak spojrzała na górę na mój balkon i powiedziała: Pani to dzieci nie lubi a kto dzieci nie lubi ten i dorosłych ludzi nie lubi. Zobaczy pani, że to do pani jeszcze wróci po stokroć, czego pani życzę.

Powiedziałam jej żeby się cieszyła że zamiast wody czego innego nie nalałam, chłe chłe.

Pinda głupia, pogroziłam jej pięścią, a ponieważ zacier bulgotał wyszłam z balkonu. I wtedy potknęłam się o próg i przewróciłam. Walnęłam głową o podłogę ale jak wstałam wszystko było dobrze tylko zaczęłam się dziwnie czuć. Natychmiast udałam się do piwnicy i przyniosłam worek ze swoimi dziecięcymi zabawkami.

Pograłam na cymbałkach gamę do przodu i do tyłu a następnie wyciągnęłam flet i zagrałam kilkakrotnie Pojedziemy na łów na łow przyjacielu mój. Do-re-mi-fa-sol-mi-sol-mi-mi-mi-re-re-do. Mi-mi-re-re-mi-mi-fa-mi-mi-re-re-mi-mi-fa-mi-mi-re-re-do.

Od razu poczułam się lepiej, przebrałam się w rajstopy, na szczęście nie dziecięce, bo te to nawet by mi na rękę nie weszły, chłe chłe i zbiegłam na dół. W pobliskim kiosku kupiłam sobie gumy do żucia a w zabawkowym hula hop. Niestety w te nie mieściłam się wiec kręciłam na ręce i szyi. Chciałam przyłączyć się do dziewczynek pod trzepakiem ale te nazwały mnie starą kretynką Pustakiem i uciekły. No to bawiłam się sama. Nawet sobie kredą narysowałam pola do gry w klasy ale jak zaczęłam skakać to płytki chodnikowe się powgniatały. Co za szajs teraz robią! Wróciłam do domu i zachciało mi się. A ponieważ nie miałam już żadnego nocnika, ani w domu ani w piwnicy, to poświęciłam stary parownik do ziemniaków. A co mi tam, ważne to że solidna żeliwna konstrukcja, jeszcze przedwojenna. I tak rzadko używałam bo ciężki był.

Wieczorem nastawiłam się na dobranockę, a tu ani Misia Uszatka, ani Żwirka i Muchomorka, to postanowiłam obejrzeć jołtjubisie z Guciem i Cezarem. A tu nic. Poznikane z Internetu.

Wkurzyłam się. Na szczęście pić mogłam, nikt mi tego nie zabroni, w końcu to mój dom. Nawalona jak szpadel położyłam się spać.

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Otworzyłam a tam jakieś trzy panie z opieki społecznej i policjant w związku z niedopełnieniem przeze mnie obowiązku szkolnego. Na nic moje tłumaczenia że ja podstawowe i nawet zawodowe w specjalności ślusarz mechanik posiadam, po prostu kazali mi się spakować i marsz do szkoły. Chciałam im swoje świadectwa pokazać ale wszystkie przepiłam kiedyś jak założyłam się o nie z Walusiem. No i zrezygnowana wyłączyłam aparaturę i poszłam.

Najpierw mi w szkole zrobili testy. Ja w zasadzie niewiele już pamiętam, proporcje do przygotowywania składników bimberku mam we krwi, ale pisać nie za bardzo umiem, pogubiłam zasady ortografii, zresztą są mi już niepotrzebne. Testy wskazały dość wysoki poziom uwstecznienia, dali mi decyzję o przyjęciu do drugiej klasy podstawówki. Jakże zaskoczona byłam, kiedy spotkałam w niej tę samą wychowawczynię która groziła mi pod moim oknem. O dzień dobry Amelio Pustaku, nasz pustaczku kochany. Mam nadzieję, że mimo znacznej dojrzałości cielesnej, ale opóźnień w rozwoju psychoruchowym, nie będziesz dokuczała dzieciom i szybko afiliujesz się w naszej klasie. I kazała mi usiąść a ponieważ nie mieściłam się między stolikami musieli jedną ławkę wystawić z rzędu, przez co oczywiście siedziałam sama, bo z początku siedział ze mną taki Wacek ale ciężko mu było co chwila zeskakiwać z krzesła i podbiegać do stolika żeby notować w zeszycie. Akurat trafiłam na Polski no i wyszło, że pisania poprawnie dawno zapomniałam. Nie dość że nie potrafię złożyć poprawnego zdania prostego, to walę ortografy. Na nic zdało się wprawienie pani w szampański humor moją głupotą, pała na pierwszej lekcji i uwaga w dzienniku. Strach się bać.

Po powrocie do domu znowu się nawaliłam i postanowiłam, że szkoła to nie dla mnie. Na drugi dzień jak gdyby nigdy nic ubrałam się i poszłam do sklepu, a tutaj ta nowa kierowniczka co ją zatrudnili zamiast Irenki po trolowej aferze, powiedziała że ona jabolka nieletnim nie sprzeda i że jak się nie odczepię zadzwoni po Policję.

Po trzech dniach złapali mnie pod blokiem i ponieważ nie chodziłam do szkoły przydzielili mi kuratora. Na szczęście lubił bimberek więc był miły, piliśmy ile wlezie, ale żeby go nie skrzywdzić do szkoły chodzić musiałam. W zasadzie odstawałam ze wszystkiego i zastanawiali się czy ta druga klasa to nie za wielkie obciążenie dla mnie więc zdegradowali mnie do zerówki. Tam same kujony były mówię wam, co za rylce. Szkoda gadać poziom jak na Oksfordzie, od razu poprosiłam, ustnie, o przeniesienie mnie do przedszkola.

Ale i tutaj nie było mi łatwo, kłopoty z pamięcią uniemożliwiały mi uczenie się dłuższych piosenek, więc w zasadzie pamiętałam głównie refreny. Poza tym nie znosiłam leżakowania i tartej marchewki. Ponieważ coraz bardziej uwsteczniałam się wolałam spędzać coraz więcej czasu na leżąco. W zasadzie po powrocie ze żłobka, do którego mnie zdegradowali, głównie leżałam.

I nie wiem jak by zakończyła się ta historia, gdyby nie dżin. Miałam taki jeden z dawnych czasów w zapasie w szafce, a że to śmierdzi jak perfumy to Endżi mojej przyjaciółce co to perfumy pije chciałam dać. Ale zapomniałam i teraz kiedy w sklepie alkoholu mi nie chcieli sprzedawać, to z produkcją bimberku ledwo nadążałam. Więc w kryzysie i na wielkim ssaniu przyszła pora na ten dżin. Otworzyłam butelkę a tam wyleciała chmura białego dymu i pojawił się prawdziwy dżin w turbanie i na latającym dywanie. Uwolniony po tysiącach lat z niewoli mógł spełnić jedno moje życzenie. Powiedziałam mu że chcę żebym nie musiała chodzić do szkoły i żeby cofnął całkowicie klątwę przedszkolanki, i żeby, …. a on mi przerwał i powiedział: droga Amelio Pustaku, mój ty pustaczku kochany, powiedziałem wyraźnie że tylko jedno! Niech się spełni.

I odczepili się ode mnie z tej opieki społecznej, mogłam znowu kupować alkohole wszelakie w sklepach tylko poziom żłobka pozostał. No trudno nie można mieć wszystkiego. Choć z drugiej strony tak sobie myślę, co by się stało gdybym cofnęła się w rozwoju do poziomu komórki jajowej? Może wtedy miałabym szansę na nowe życie rozpoczynające się w rozkosznym uniesieniu?

A tutaj zdjęcie tego dżina jak mu mój kot Felek wskoczył na plecy, zrzucając turban przy tym. Zdjęcie zrobiłam sama nic nie usuwałam.

A morał z tej historii jest następujący: czasem dobrze być przeklętym bo uzyskuje się racjonalny argument do uzasadniania swojego wstecznictwa na polach językowo – ortograficznych i innych wszelakich, czego Wam wszystkim życzę, chłe chłe.

 

o mnie: prowadzę osobiście bloga: http://sramelia666.wordpress.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (46)

Inne tematy w dziale Rozmaitości