AmeliaPustak AmeliaPustak
429
BLOG

Herbata Zielony Góral jednym okiem

AmeliaPustak AmeliaPustak Rozmaitości Obserwuj notkę 17

  Wróciłam z ostro zakrapianej imprezy u Kulawego Genka i tak usiadłam, podłączyłam pod prąd palmtopa chłe chłe, patrzę że nowa notka Panelowskiego jest to sobie popitam. A że jedno oko zalepione miałam bo wcześniej jak wracałam dostałam mdłości i musiałam do kontenera ze śmieciami wypuścić pięknego ptaka, i jak wypuściłam to troszku zwinklowałam i odprysk mi w oko poszedł i zalepił, to na jedno oko tylko patrzyłam. I chciałam się napić, bo już mnie suszyło to zrobiłam sobie herbatę po góralsku, a w zasadzie przez to zalepione oko to po piracku chłe chłe.

I czytałam jak pitolą i nagle w okienku reklamowym mojego ukochanego Salonu, w którym walczę o wolność i demokrację kopiami wszelakimi i pompowaniem sobie wejść na swój opiniotwórczy blog, pokazała się reklama zielonej herbaty do żucia. Szok. Ja wiedziałam, że zieloną herbatę pije się na odchudzanie, sama po góralsku sobie właśnie zrobiłam, ale żeby do żucia?
Podobno niektóre rodzaje herbaty tak się otrzymuje, że kobiety które zrywają pączki żują je od razu. Ale żeby żuć gotową herbatę?

I całą noc nie spałam i myślałam myślałam i wymyśliłam! Wyprodukuję herbatę do żucia po góralsku. Będzie to przysmak zaspokajający wiele potrzeb na raz. Po pierwsze samo żucie jako łagodzące objaw nerwicy i potrzebę samego żucia, po drugie odchudzający wpływ samej zielonej herbaty, tudzież jej wpływy pozytywne wszelakie, no i po trzecie po góralsku czyli od razu łapanie fazy podczas żucia, mniam mniam.

Zwojuję świat swoją rewolucyjną produkcją! Już widziałam te tłumy pań w rozmiarach XXL które w autobusach, tramwajach, na spacerach i w pracy żują mój rewolucyjny produkt tracąc wagę i jednocześnie łapiąc fazę. Piękna sprawa, relaks, zdrowie i dobre samopoczucie.

Od razu przystąpiłam do testów, kierując się starą zasadą produkcyjną: Pomyśl, zaplanuj, wykonaj – przeszłam do fazy wykonania, bo przecież dwie pierwsze już miałam za sobą.

Poszłam do piwnicy po worek z zieloną herbatą, który kiedyś zakupiłam od pewnego mandaryna na pchlim targu za jedyne 15 PLN. Całe 40 kilogramów. Mandaryn ów powiedział mi, że ta zielona herbata pochodzi wprost z plantacji jego brata Sun Jat-Sena z południowych Chin. Ma ona specjalnie odchudzające właściwości, o czym na samym początku się przekonałam. To było bardzo przykre doświadczenie, bowiem nie słuchając mandaryna zaparzyłam sobie od razu cały kociołek i wypiłam. A mandaryn mówił: mała filiżanka dziennie z najwyżej dziesięciu listków. Poszłam na całość i wsypałam do kotła tak z kilogram było, co przyniosłam w paczce od cukru z wora w piwnicy. Wywar wyszedł przedni i ja go całego od razu praktycznie, cześć na gorąco część na zimno. O co ja wtedy miałam, poza biegunką omamy wszelakie, widziałam jakieś chińskie cienie na ścianach jak w teatrze, a wieczorem sam mandaryn wyszedł do mnie z telewizora i zaoferował mi dodatkową dawkę herbaty i że mnie łodzią przewiezie po Jangcy Ciang. I już miałam wsiadać, kiedy się ocknęłam w toalecie jak wchodzę do wanny, że to niby do tej łodzi. Straszne to było, w każdym razie ani grama nie schudłam. Wiec teraz postanowiłam być ostrożna.

Przystąpiłam do produkcji. Liście herbaty wrzuciłam do kotła. Zalałam bimberkiem i pozostawiłam do leżakowania na kilka godzin. Żeby nasiąkły porządnie. Tak trochę popuściły ale zlałam ten bimberek resztę zostawiłam do wyschnięcia. Bimberku mi było szkoda, to połowę wypiłam a resztę wlałam do butelek i wstawiłam do lodówki na herbatę mrożoną.

Na drugi dzień jak wyschło musiałam poddać produkt testom. Ale wiadomo że jeden test na samej sobie nie jest obiektywny. I wpadłam na genialny pomysł. Wzięłam tę zieloną herbatę po góralsku do reklamówki i postanowiłam, że przejdę się po okolicy i przetestuję na ochotnikach, tudzież woluntariuszach maści i płci wszelakiej. Ale najpierw musiałam nazwę wymyślić. Myślałam, myślałam i wymyśliłam. Zielony Góral. Czyż nie jest to piękną i opiniotwórczą nazwą? No a żeby ludzi jakoś przyciągnąć tudzież swoją kampanię bardziej profesjonalną uczynić wymyśliłam hasła reklamowe na ten przykład:

Kto żuje Zielonego Górala temu nieźle odwala

Górala żujesz kopa poczujesz

Góral w buzi brzuch nieduzi

Góral i żuchwa jak druh i druhna

Pożujesz juhasa poczujesz jak hasa

Żucie cię pośmieje a ciało zmaleje

i takie tam. No i zabrałam reklamówkę i poszłam. Pierwszą napotkaną osobą była pani Wiesia – konkubina trzeszczącej beretki. Żeby ją zachęcić postawiłam na aspekt odmładzający i zaatakowałam ją hasłem: Zielony Góral do szpiku kości, od razu będziesz w latach młodości, wszystko po żuciu w oczach ci stanie, bo góral wie co to jest szczytowanie! Pani Wiesia wprost wsadziła głowę do reklamówki tak szybko, że nawet nie zauważyłam i zaczęła jeść jak zgłodniały koń owies. Kiedy już jej wyrwałam reklamówkę oblizała się po poobklejanej liśćmi buzi i usiadła na ziemi z uśmiechem na twarzy. I nagle jak nie wstała, ręce do góry podniosła i podskakiwała w miejscu. Jednocześnie jakby pozieleniała cała, zwłaszcza na twarzy. Co to za widok był, mówię wam. Niestety ktoś zadzwonił po pogotowie i ją zabrali w kaftanie.

Przyczaiłam się w krzakach i pomyślałam, że Zielony Góral daje kopa ale nie takiego jak myślałam. Niemniej potrzebowałam więcej testów. Jak karetka odjechała a gapie się rozeszli ruszyłam do akcji. Napotkałam pieska małego rasy chow-chow. Przywiązany był do płotu i czekał na właściciela. Podeszłam pogłaskałam i powiedziałam: Zieleń górska tego warta pożuj, moc poczujesz charta. I chow-chow jak zaczął łapczywie pożerać i wstał na tylne łapy i jak w cyrku kręcił się w kółko i łapkami przednimi do góry machał. To mnie zdziwiło, więc poszłam do Franka mojego lekarza rodzinnego weterynarza co ma gabinet w piwnicy. Franek najpierw zapytał czemu oko zalepione mam, ale jak mu wyjaśniłam powiedział że później zaradzi, bo Zielony Góral bardziej go zaciekawił i najpierw postanowił zrobić taki test.

Przywiązał mnie pasami do starego krzesła dentystycznego, również nogi i ręce i zapodał hasło: possij górala schudniesz jak barbi lala. Wsadziłam głowę do reklamówki i po chwili zobaczyłam statek kosmiczny z moimi przyjaciółmi na pokładzie. Byli zieloni jak ja, zerwałam się na nogi i zaczęłam machać im rękami żeby mnie zauważyli i zabrali na pokład.

I wtedy Franek mnie wybudził. Zdewastowałam mu podczas tańca gabinet. Wyrwałam się z tych pasów i potłukłam wszystko wokół.

Herbata Zielony Góral okazała się wywoływać halucynacje, bo mandaryn był w rzeczywistości przebranym góralem z Marsa, przysłanym na Ziemię aby sprzedawać środek wywołujący marsjańską euforię. Kiedy do nas przylecą nie będzie potrzebne żadne marsoreferendum żeby odbyła się aneksja.

Tym sposobem dzięki mojemu wynalazkowi ocaliłam świat. A oko Franek odetkał mi zdrapując pióra ptaka mechanicznie, szczotką do metalu.

A to ja w gabinecie Franka podczas transformacji:

 

A morał z tej historii jest następujący: Żując zieloną herbatę nasączoną bimbrem można ocalić świat przed kosmitami, czego Wam i życzę chłe chłe

o mnie: prowadzę osobiście bloga: http://sramelia666.wordpress.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Rozmaitości