AmeliaPustak AmeliaPustak
496
BLOG

Wykwintna sałatka dla Zulusów

AmeliaPustak AmeliaPustak Rozmaitości Obserwuj notkę 75

   Internet to jednak potęga jest i basta. Zapisałam się na forum międzynarodowych anonimowych alkoholików IAA czyli International Anonimowi Alkoholicy czy coś, i tam używając tłumacza wujka gugla zapoznałam pewną rodzinę Zulusów z Afryki. Oni pisali do mnie ze swojego szałasu, z laptopa którego kupili za sprzedany bimberek, że chętnie podzielą się swoimi bogatymi doświadczeniami w walce z alkoholizmem. I właśnie IAA organizuje taką międzynarodową wymianę rodzin “Migracje klubów IAA” która ma na celu wymianę doświadczeń. Wyszło na to, że teraz oni do mnie a za rok ja do nich. No i ja nic nie muszę płacić, wszystko jest pokrywane przez IAA.

No i wyobraźcie sobie, że za trzy dni przyjadą i szykuję dla nich właśnie miejsce do spania i takie tam. Jest ich dwoje: on ma na imię Kuasi a ona Ahu i są zuluskim małżeństwem bimbrowników, którzy ze szponów nałogu uwolnili się niedawno i natychmiast zapisali się do klubu IAA. Zwłaszcza Ahu mi się spodobała bo gabarytami zbliżona do mnie. On też fajniusi chłe chłe. Mają jedenaścioro dzieci, ale nie będą mogli ich zabrać, bo IAA funduje tylko dorosłym z powodów antydemoralizacyjnych. Dzieci zostaną z dziadkami. Naszykowałam już im spanie na karimatach, które umieściłam w specjalnie przygotowanym namiocie. Namiot zrobiłam z koca, krzeseł i klamerek. Niech mają u mnie namiastkę prawdziwego domu.

Będą tutaj trzy dni i właśnie szykuję na ten pobyt ekskluzywne jedzenie. U mnie w sumie dla moich szczególnych gości i przyjaciół ekskluzywna sałatka to jest zawsze z cebuli i szczypioru, lub ćwikły i brokułów w zależności od dostępności surowców. Ale oni? Cały czas zastanawiałam się co tacy Zulusi mogą jeść. To naszykowałam im jedno wykwintne danie, a ponieważ mój opiniotwórczy blog ma mieć charakter edukacyjny to przepis podam na końcu. Ale nie sam przepis jest ważny! Bo jak wiadomo nie ważny Cyryl, ważne metody! To ja teraz podam wam jak doszłam do tego przepisu, co jeszcze bardziej podniesie walor edukacyjny mojego bloga.

Postanowiłam iść za głosem swojego intelektu i zastosować metodę przypadkową. Całą noc myślałam, myślałam i wymyśliłam. Najpierw wymyślę na zasadzie skojarzeń z czym kojarzy mi się słowo Zulus, wypiszę składniki, a później ze spisanych składników przygotuję wykwintną sałatkę. Składniki spisywałam od 8 rano do 20 wieczorem, dokładnie tyle ile trwało pędzenie nowego bimberku.

Przez cały dzień popijałam i na przygotowanej wcześniej kartce zapisywałam skojarzenia ze słowem Zulus.

8:00 – bambus
9:00 – dzida
10:00 – zielsko
11:00 – przekłute uszy
12:00 – czary
13:00 – szałas
14:00 – ozdoby
15:00 – taniec
16:00 – bimber
17:00 – las
18:00 – liany
19:00 – kokosy
20:00 – obrzezanie

Widać, że koło 11:00, 14:00 – 15:00 i 20:00 kiedy podwójne dawki bimberku brałam moje skojarzenia lekko odbiegały od jedzenia, niemniej po modyfikacji wyszło mi tak: bambus mam – wala się u mnie w piwnicy taki bambusowy chodniczek na podłogę, zasikany kiedyś przez Felka mojego kota to przyniosłam. Dzida to drewno – bo grot metalowy raczej niejadalny, trochę trzciny znad jeziora przyniosę, łodygę zmielę będzie jak się patrzy – w końcu błonnik to podstawa diety. Zielsko wszelakie mam, pełno tego – szczaw ostatnio w modzie jest po pójdę u nas na podjeździe kolejowym cała masa tego, będzie od razu wzbogacony w metale, ołów zwłaszcza, a te w diecie cud polecane są. Uszy, uszy, wiem mam! Kupię uszy świńskie, w sklepach z karmą dla zwierząt nawet wędzone mają będzie bardziej ekskluzywnie. Czary – mam pierwszy tom Pottera z którego Waluś wyrwał cały rozdział o Hogwarcie bo chciał się zapisać jak był na bani i szukał namiarów gdzie to jest, to zmiele się i będzie celuloza jako błonnik. Szałas ozdoby i taniec pominęłam bo na fazie byłam i bez sensu to skojarzenia, bimberek to ja mam od wyboru do koloru, las – trochę szyszek – jak zmielę nie pogardzą, lian nie mam ale mam kokosy – dokładnie taką lampkę z łupiny kokosa kiedyś dostałam od Kulawego Genka, środek wymontowałam i kokos jak się patrzy. O 20:00 to już mnie naszła ochota więc skojarzyłam zupełnie odlotowo chłe chłe.

Przepis na ekskluzywną sałatkę dla Zulusa (dla trzech dorosłych osób na jeden obiad, z szyszek zrezygnowałam bo za twarde były): Bambusowy chodniczek podłogowy porżnąć piłką na mniejsze kawałki i zmielić w ręcznym młynku do kawy (jak nie ma to może być do pieprzu, choć dłużej idzie). Dodać trzy trzciny dość długie, obrać kotki i powrzucać po uprzednim rozwarstwieniu, łodygi pociąć na kawałki długości ok. 1 cm. Dodać cztery kiście szczawiu siekanego, Do tego trzy większe wędzone uszy świńskie (połamać na drobniejsze kawałki – łatwo idzie jak dobrze uwędzone) i cztery strony Harrego Pottera pocięte na paseczki jak makaron. Całość zalać pół litrem spirytusu. Gotować 20 minut na małym ogniu. Mieszać. Powinna powstać sałatka brejowato – mamałygowatej konsystencji. Jak zastygnie posypać mielonym kokosem.

Jak myślicie zasmakuje im? Teraz czekam na ich przyjazd.

A to oni Kuazi i Ahu: zrobiła skrin jak rozmawialiśmy na Skajpie bo ja bardzo często rozmawiam.

 

A morał z tej historii jest następujący: Potrzeba u mnie zawsze jest matką wynalazku, czego i Wam życzę chłe chłe

 

o mnie: prowadzę osobiście bloga: http://sramelia666.wordpress.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (75)

Inne tematy w dziale Rozmaitości