AmeliaPustak AmeliaPustak
1349
BLOG

Krioterapia odchudzająca

AmeliaPustak AmeliaPustak Rozmaitości Obserwuj notkę 27

   To wszystko zaczęło się przez radio. Akurat przygotowywałam moją ukochaną zupkę czyli zacierki chłe chłe, kiedy w radio wypowiadał się jakiś ekspert który mówił że w zimnej wodzie ludzkie ciało potrafi się bardzo silnie skurczyć. Opowiadał o wielu znanych przypadkach jak wczasowicze kąpiący się w morzu czy zimnym jeziorze gubili na ten przykład cenne obrączki, sygnety spadały panom ze skurczonych w wodzie palców, a nawet kiedyś słyszał że jedna pani z klubu morsów, to chyba morświnka będzie, taka przy kości, jak weszła do przerębla z lodowatą wodą to tak się skurczyła, że strój jej się zsunął, przez co wstydziła się wyjść bo akurat telewizja ich filmowała jako przykład zdrowego ducha. I w zasadzie jak wiedzą te osoby które czytają mój opiniotwórczy blog, ja jestem dość skłonna do eksperymentów maści wszelakiej to pomyślałam sobie tak.

Jakbym tak zaczęła się odchudzać metodą krioterapii, czyli napuszczając do wanny zimnej wody, tudzież uzupełnionej lodem, bo tego ci u mnie zawsze pod dostatkiem do bimberku, i tak leżała w tej wodzie, to moje ciało by się wzorem morsa kurczyło. Oczywiście byłyby przerwy bo muszę chodzić do sklepu, tudzież toalety, niemniej pomyślałam, że część codziennych czynności mogłabym wykonywać w zimnej wodzie. Po jakimś czasie ciało moje przyzwyczai się do skurczostanu i takim pozostanie a ja w zasadzie bez większego wysiłku odchudzę się a i hart ciała i ducha podniosę.

Przeniosłam więc aparaturę do łazienki a ponieważ kuchenka się już nie mieściła za pomocą młota wybiłam ściankę działową do kuchni i WC i tym sposobem miałam powiększoną łazienkę, do której dodatkowo z kuchni wstawiłam zamrażarkę do lodu. Wszystko pod ręką ale co z wanną? I tutaj kochani los mi znowu sprzyjał. Akurat kończy się sezon więc w jednym z marketów budowlanych w pełni trwa posezonowa wyprzedaż przecenionych minibasenów. Nawet nie był ciężki, i kiedy go rozłożyłam idealnie wypełnił pustą przestrzeń między meblami, zamrażalnikiem, WC, zlewem i kuchenką. Na próbę wrzuciłam pół zamrażarki lodu i szlauchem z kranu napełniłam lodowatą woda. Czułam się jak foczka w lodowym drinku kiedy beztrosko pływałam w kawałkach lodu między sprzętami. I rzeczywiście już pierwsza kąpiel przyniosła efekty, kurczyłam się bo złapały mnie skurcze w lewej łydce i pod łopatkami. Jest dobrze pomyślałam i wróciłam do kąpieli. Ale jak poradzić sobie z zakupami?

Zadzwoniłam po Genka a ten jak zawsze miał doskonały pomysł. Ze starego namiotu jeszcze z czasów kiedy pod niego jeździłam na wycieczki rowerowe, dokładnie z brezentu, Genek uszył mi wedle własnego projektu pelerynospodnie. To nie były takie zwykłe pelerynospodnie tylko specjalne. Otóż posiadały one podwójne rękawy, korpus, nogawki, poszyte na sposób termoforu, to znaczy z otworami u góry i szczelne na dole. Dokładnie miałam dwa otwory na ramionach. I kiedy założyłam to jeszcze nie rozumiałam, dopiero jak Genek zaczął przez te otwory nalewać mi zimnej wody z lodem pojęłam jego geniusz. Pokryta byłam chłodną mieszanką ale mogłam chodzić, iść do sklepu czy kina jak każdy normalny człowiek. Ale był jeden problem, otóż moja krioterapia obejmować miała całe ciało, w tym i twarz. Poliki mam jak bym w buzi miała dwa jabłka i to w całości, a i broda i szyja wyglądają jak bym miała wszczepione implanty z co najmniej dwóch opon od malucha pod skórą, więc twarz też odchudzić muszę koniecznie. No to Genek zaproponował żeby hełm najlepiej nurka głębinowego z taką kratką na oczy lodem wypełnić i tak chodzić, ale na razie mnie nie stać było więc musiały starczyć worki z lodem wkoło głowy przytrzymywane gumami od weków. Fakt po czasie lód topi się ale do sklepu zawsze zdążę bo niedaleko mam. Poza tym Genek przeszył worki na brzegach tak że w zasadzie prawie nie kapało, i mogłam je z powrotem do lodówki wsadzać żeby zamarzało.

Pięknie spędzałam czas pogrążona między kąpielami, pędzeniem bimberku i wycieczkami w moim kriostroju. Nawet swojego palmtopka po uprzednim uszczelnieniu włożyłam do plastikowego worka i kładłam na małej podstawce z kry. I na pewno chudłam, bo czułam, że kriostrój staje się coraz bardziej obwisły, zwłaszcza jak dłużej w nim pochodziłam.

I kiedy tak pewnego dnia poszłam do sklepu rybnego poczułam dziwną chęć wskoczenia do akwarium z rybami. Ekspedientka pani Zosia powstrzymała mnie ale głowę miałam już w zasadzie zanurzoną mało tego oddychałam pod wodą! Z jakim przerażeniem odkryłam w domu, że między palcami mam płetwy. A pod pachami otwory oskrzelowe! Od tego siedzenia w wodzie zmieniałam się w rybę.

Trzeba działać! Za pomocą sekatora płetwy natychmiast wycięłam. Basen opróżniłam i przebiłam i razem z kriostrojem wywaliłam na śmietnik. Wszystko posprzątałam i znowu wróciłam do poprzedniego stanu. Zostały tylko skrzela pod pachami, ale te jakby malały z dnia dzień.

I jakże czułam się źle kiedy po kilku dniach dostałam maila od kampanii rybnej Wściekły Rekinek, która dowiedziawszy się od sprzedawczyni ich sieciówki pani Zosi, o istnieniu kobiety ryby zaproponowała mi krocie za reklamowanie ich produktów…

A morał z tej historii jest następujący. Człowiek nie ryba pić musi, czego i Wam życzę, chłe chłe.

o mnie: prowadzę osobiście bloga: http://sramelia666.wordpress.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Rozmaitości