Ponieważ ja przyjmuję wielu gości płci i nacji wszelakiej, a jak już wielokrotnie wspominałam na moim opiniotwórczym blogu, dla gości mam wykwintną sałatkę z cebuli i grubego szczypioru, stwierdziłam, że bardziej oszczędnie będzie założyć własną hodowlę. Tym bardziej, że w pobliskim warzywniaku zdzierają, poza tym szczypior zwykle cieniutki jak włosek więc wykwintność sałatki za mało wykwintna była. No i w niedzielę mają zamknięte to tym bardziej, bo ja gości też w niedzielę podejmuję, choć w dni poprzednie również nie odmawiam zwłaszcza spotkań przy kielichu.
Sadzonki cebuli kupiłam w sklepie internetowym zasiejwsieci. Gorzej było ze szczypiorem bo nie mieli grubego. Na szczęście internetowy sklep ukraiński ze zdrową ekologiczną żywnością z okolic Czernobyla przyszedł mi z pomocą polecając bardzo tani szczypior o regulowanej grubości. Tak tak, dobrze czytacie. Otóż szczypior teleskopowy, bo taka jest jego fachowa nazwa, ma ciekawą cechę. Po zasianiu go rośnie nie tylko na wysokość ale i na szerokość, którą reguluje się za pomocą specjalnych tulejek wciśniętych w ziemię. To proste, tulejka w ziemię sadzonka w tulejkę i po kłopocie. Wysokość natomiast reguluje się przycinając nożyczkami. No więc zamówiłam jedną skrzynkę tulejek z sadzonkami do kompletu. Postanowiłam hodować to wszystko w piwnicy, z której rzeczy przeniosłam do domu.
Taczkami znad jeziora nawiozłam torfu, wysypałam całą piwnicę tak żeby warstwa pół metra była. W pobliskim hipermarkecie na wyprzedaży kupiłam sześć lamp halogenowych, które poprzywiązywałam sznurkiem do trzonków od miotły i wkopałam w torf. I hodowla gotowa. Wyglądało to jak jakiś orlik przed położeniem murawy, którą u mnie już za chwilę będzie pyszna cebulka i szczypior mniam mniam.
Tulejki które otrzymałam ze sklepu zdrowyczernobyl wykazywały dziwną właściwość. Po umieszczeniu ich w ziemi świeciły samoistnie na zielono, ale może tak właśnie ma być zielony fosforyzujący płaszczyk dla mojego szczypiorka teleskopka, chłe chłe.
I tak tydzień oświetlałam, podlewałam, oświetlałam, podlewałam… Cebula z lewej, szczypior z prawej. Cebulka pięknie rosła i była pyszna natomiast szczypior teleskopowy zaczął od początku sprawiać problemy. Z początku rósł dobrze, podcinałam go zwykłymi nożyczkami, nawet smaczny był, ale później…
Zaczęło się od tego, że pewnej nocy śniła mi się Królowa Śniegu. Zajechała swoimi ogromnymi saniami z zaprzęgiem białych reniferów pod mój zakopany po pas w śniegu blok. I te renifery tak trzęsły łbami trzęsły i dzwoneczki na ich szyjach dzwoniły doniośle. Królowa Śniegu wyjęła z sań ogromną, pokrytą białym futrem tubę i zawyła: Dzień dobry Amelio Pustak, nasz pustaczku kochany, wychodź do mnie kochanienka mam dla ciebie niespodziankę. I ja jak stałam nie zważając na ten śnieg, w nocnej koszuli, szlafmycy i slipping reformach wybiegłam na dwór. Królowa Śniegu pokazała mi pakunek na tyle sań, leżał tam jakiś mężczyzna związany powrozem i zakneblowany. To jest prezent dla Ciebie Amelio Pustaku, przywiozłam ci znanego w świecie sprzedawcę owoców i warzyw Zygmunta Grubego – Szczypiora. Nikt go nie chciał już w Królestwie Wiecznego Śniegu bowiem śmierdział niemożebnie. Mało tego strasznie farbował na zielono wszystkich wkoło. Weź go sobie na własność na męża. Tak! tak! zakrzyknęłam i rzuciłam się przez ten śnieg. Ale z drugiej strony wybiegła Ofelia 007 zgłoś się! z wielkim sierpem w jednej i młotem kowalskim w drugiej ręce i zaczęła walić tym młotem renifery po łbach a one tak osuwały się jeden po drugim na śnieg. Krzyczała mój ci łon mój, i machała sierpem przed nosem Królowej Śniegu. I kiedy renifery osuwały się na ten śnieg tylko było słychać dzyń dzyń dzyń. I obudziłam się zaszokowana, przecież mamy koniec lata, jakie to przyroda potrafi płatać figle człowiekowi chłe chłe. Ale dzwonienie nie ustawało. Podbiegłam do okna i wyjrzałam na zewnątrz, w nadziei że może królowa jeszcze jest, tak się wychyliłam że aż szwy w slipreformach zatrzeszczały, ale za oknem nic nie było. Dzwonienie dzyń dzyń dzyń nie ustawało. Dobiegało z piwnicy.
Pobiegłam zobaczyć moją ukochaną plantację a tam cebula jak zwykle spokojna, ale szczypior wyrósł już pod sufit. Był szerokości jakieś pół metra u nasady, zwężał się ku górze a na czubkach miał tulejki którymi nie dość że świecił to jeszcze dzwonił o sufit dzyń dzyń. Pobiegłam do pobliskiego fryzjera i pożyczyłam brzytwę. Zaczęłam go ciąć u nasady i wrzucałam do wielkiego kosza od bielizny. Jak go nieźle już skosiłam zrobiłam kolejną ekskluzywną sałatkę z tego co ścięłam i z cebuli, oczywiście tulejki wyjęłam. Było takie sobie trochę szczypior był bez smaku ale ujdzie. Sałatkę zajadałam sama i z przyjaciółmi przez tydzień. Przy okazji odnotowałam ciekawy efekt. Otóż reformy moje zabarwione były od wewnątrz na zielony kolor. Myślałam z początku że to intensywny barwnik szczypioru mi przez skórę wychodzi, jednak okazało się że jest inaczej. To moje wiatry zabarwiły się na zielono, ale radocha mówię wam.
Ale to nie koniec szczypiorowych niespodzianek, bo szczypior po pierwsze im dłużej tym rósł tym szybciej, mało tego na nic się zdało wyłączenie halogenów bo rósł nawet po ciemku. Najpierw obcinałam go nożyczkami, później brzytwą ale to nie starczało. Zakupiłam kosę i prawie nie wychodziłam z ciemnej piwnicy. Dzięki Bogu miałam taki mały przenośny taśmociąg więc to co ucinałam szło od razy za okno. Ale pod moim blokiem już całkiem niezły stóg zgromadziłam. Ponieważ to gniło i śmierdziało zgłosili się do mnie z inspektoratu ochrony środowiska i sanepidu grożąc karami za śmiecenie. Ostatnie oszczędności wydałam na piłę motorową, gogle i ropę bo już tylko piłą szło.
Byłam w rozpaczy, i wtedy pojawił się pewien biznesmen. Zaoferował mi darmową utylizację pokładów szczypioru, mało tego pracownicy jego firmy za pomocą specjalnej koparki i minidźwigu usunęli z mojej piwnicy fatalną hodowlę. Jaka byłam szczęśliwa że wszystko wróciło do normy.
Choć cała ta sytuacja mnie później nieco zafrasowała. Zobaczyłam bowiem w TV wywiad z tym samym biznesmenem, który opatentował właśnie nowy rodzaj murawy do Orlików. Podobno minister sportu i finansów są oczarowani zakresem oszczędności jaki oferuje zastosowanie siekanego, sprasowanego i impregnowanego grubego szczypioru do budowy nowoczesnych muraw. Biznesmen obecnie myśli nad patentem nawierzchni autostrad. By żyło się lepiej!

A morał z tej historii jest następujący: Niektórzy tak umieją od szczypioru do kawioru, ale z tym trzeba się urodzić, czego i wam życzę, chłe chłe


Komentarze
Pokaż komentarze (75)