Wczoraj kiedy szłam rano do sklepu po drożdże i cukier zauważyłam jakąś reklamę w mojej skrzynce pocztowej. I już miałam ją wywalić ale moją uwagę przykuło zdjęcie mężczyzny lat około 40, skośnookiego i lekko uśmiechniętego. Twarz była tak ujęta z lekkiego profilu, prawa strona widoczna lewa mniej. Mężczyzna ten nawet niczego sobie chłe chłe okazał się filipińskim uzdrowicielem. Na ulotce przeczytałam:
Metoda filipińskiego uzdrawiania to mistyczna metoda leczenia pochodząca z dalekiego wschodu. Jej skuteczność jest ogromna, co potwierdzają liczni pacjenci pana Huanga Huang, który jest jednym z najlepszych filipińskich uzdrowicieli na świecie, z wieloletnim doświadczeniem i praktyką uzdrawiania, oraz z dużymi osiągnięciami. Pochodzi ze sławnej rodziny filipińskich healerów. Członek International Health Society. Uzdrowiciel poprzez intensywną koncentrację wytwarza dużą energię wokół swych rąk, która pomaga przy leczeniu wszystkich chorób.
Tutaj wymieniano choroby, a na samym dole wielu pacjentów podających w jaki sposób uzdrowił ich Huang Huang, na ten przykład Pani Janina z Krakowa której po dwóch seansach odrósł woreczek żółciowy, czy Pan Andrzej z Gdańska któremu już po dwóch zabiegach wyrosły nowe górne jedynki, które stracił kiedy wchodząc do supermarketu nie zauważył szklanych drzwi. Na dole ulotki na czerwono było zdanie:
Dopóki pacjent wierzy w istnienie sił ponad ludzkich jest otwarty na działanie uzdrowicieli można zawsze osiągnąć pomoc.
I pomyślałam że taki uzdrowiciel to na pewno kasy ma jak lodu, i dary pewnie różne też od tych pacjentów dostaje, nie mówiąc o dowodach miłości wszelakich. I jakby tak samemu zostać – byłoby coś. Jeszcze raz wnikliwie przestudiowałam ulotkę popijając drina. Najważniejsze wydało mi się to zdanie:
Uzdrowiciel poprzez intensywną koncentrację wytwarza dużą energię wokół swych rąk, która pomaga przy leczeniu wszystkich chorób.
Ręce? tak- mam. Nawet dwie, to dlaczego nie poprawić swojego statusu w walce o byt i nie zacząć zarabiać na leczeniu? Tylko jak opracować metodę wytworzenia dużej energii wkoło swoich rąk? Nasajmprzód to ja muszę sprawdzić czy czasem już nie obdarzyła mnie natura takimi mocami. Tylko jak to sprawdzić? Wiem mam – walnę się w łeb patelnią i przyłożę dłonie i zobaczę po ilu godzinach zejdzie opuchlizna. No ale to w zasadzie z dwóch stron powinnam i z jednej dłonie przyłożyć a z drugiej nie. I zobaczyć czy dłonie dały rezultat. Trochę ryzykowne bo nie wiem czy z taką samą siłą walnę. Poza tym dość bolesne… Za duże ryzyko. Ale czy to ja muszę na sobie ryzykować? Spojrzałam na mojego kota Felusia chłe chłe ale ten dał od razu dyla jakby co przeczuwał. Dobra już, sama zaryzykuję.
Żeby w miarę uczciwie było i symetrycznie wzięłam taki gar co mam do kapusty i założyłam na głowę, bo ten pasował idealnie. Wiedziałam że pasuje bo kiedyś jak miałam jechać na motocyklu z Walusiem i ten zapomniał drugiego kasku to w tym garnku jechałam i nawet w miarę komfortowo się czułam.
Wzięłam i założyłam ten garnek, stanęłam przy ścianie i tak do tyłu się odchyliłam po czym z impetem przywaliłam w ścianę. Oj, aż mi mroczki oba przed oczami stanęły chłe chłe i musiałam na chwilę usiąść. Ale czułam jak puchnie i szybko dość, bo solidnie przywaliłam. Idea była taka żeby po obu stronach czoła takie same guzy nabić i wtedy ręce kłaść na jednym. Ale głowa spuchła i garnka zdjąć nie mogłam! Jasna cholera tylko mi jakiejś rózgi brakuje i za bałwanka mogę robić. Co robić? Jak to zdjąć? Pamiętałam takie doświadczenie z podstawówki jak pan na fizyce miał taki sznurek a na nim kulkę metalową. I jak ogrzał kulkę to ona przez pierścień nie przechodziła, a jak schłodził to tak. To pokazywało, że metal musi się rozszerzyć jak jest ogrzewany chłe chłe. Włączyłam wszystkie palniki od kuchenki gazowej i obracając głowę na boki ogrzewałam garnek. Jakoś dziwnie pachniało i grzał się dość szybko. O cholera! Podpaliłam sobie włosy! Szubko pod wodę – odkręciłam kran i ochłodziłam znowu garnek kiedy już prawie schodził.
Podgarnęłam włosy i znowu podgrzałam w końcu zszedł. Poszłam do lustra – siniaki były jak się patrzy, symetryczne nawet lekko nadparzone. Włosy za to przyjarane, a pod oczami kolejne siniaki. Od tego garnkowego uderzenia. W każdym razie położyłam ręce obie na lewym takim fioletowym i trzymałam, celem sprawdzenia zdolności uzdrowicielskich. Po trzech godzinach trzymania ponieważ już mnie suszyło nieśmiało ściągnęłam ręce. Niestety ewidentnie zdolności nie miałam. Nawet chyba na minus było bo siniak od braku powietrza czy co? bardziej napuch. Jaka szkoda.
W takim razie pora zdać się na metody mniej konwencjonalne. A jak takie wejść w grę mają to tylko Kulawy Genek i jego złote rączki chłe chłe. Łatwo dał się zaprosić – skusiłam go zaproszeniem na świeżutko upędzony bimberek według mojego nowego przepisu. Weszłam w kooperację z panem Mietkiem z wodociągów i nawet sobie nie wyobrażacie jakie oni tam możliwości mają. Ale żeby nie zanudzać powiem tylko w skrócie: bioodpady! Napiszę o tym w osobnej notce na moim opiniotwórczym blogu za jakiś czas. Bimberek z nich przepyszny. Naświetliłam Genkowi problem – ręce które leczą, energia i te sprawy. Przyszedł przygotowany dźwigając pod pachą wielkie pudło w którym coś gruchało. Po degustacji mojego bioodpadowego cuda chłe chłe Genek kazał mi przyłożyć ręce do jakiegoś materiału. Flamastrem obrysował kontury i kazał nożycami wyciąć. Szybko jak jakiś zawodowy szewc uszył mi takie rękawice – ten materiał to był azbest chyba w każdym razie Genek mówił, że to żaroodporne jest. W tej skrzyni co tak gruchała było kilkaset ołowianych żołnierzyków i pomyślałam, że Genkowi już coś na dekiel wali albo zdziecinniał na starość. Ale on wziął ten gar co na głowie go jeszcze chwilę temu miałam, wrzucił żołnierzyki i na gaz. I stopiły się szybko dosyć i wtedy Genek kazał mi ręce do skrzyni włożyć, przycisnąć do dna i tym ołowiem zalał. Nawet nie parzyło, jak zastygło kazał mi wyjąć ręce a w ołowianym bloku zostały dziury na ręce idealnie dopasowane do kształtu. Jeszce elektrody podłączymy i możemy działać – powiedział Genek. Wytłumaczył mi, że to jest energetyzator – prototyp urządzenia jego pomysłu a mojej inspiracji. Po włożeniu do środka rąk i włączeniu prądu moje ręce naenergetyzują się tak że po wyjęciu będą miały właściwości lecznicze. I kogo dotknę to zaraz od ręki uleczę tą energią. Genek zawsze w dziesiątkę trafia w każdej dziedzinie że tak powiem chłe chłe.
I nie wiem co poszło nie tak, Genek później mówił że na masie przebicie musiało być… Jak podłączył do sieci tak walnęło że w całej dzielnicy nie było prądu przez pół dnia. Ale to mniej istotne. Gorsze jest to, że mnie tak pokopało że znowu mroczki przed oczami miałam i już nie dwa a całą armię. Stałam tak i trzymałam ręce w tym ołowianym bloku i miotało mną jakbym na jakiś diabelskich organach na czarnej mszy grała.
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. To nie mnie elektrownia obciążyła opłaceniem rachunku. Podobno w czasie naszego eksperymentu znany filipiński uzdrowiciel Huang Huang miał w pobliskiej świetlicy swój uzdrowicielski seans. Był na nim obecny dyrektor największego krajowego koncernu energetycznego Zygfryd Światło, któremu jeszcze w dzieciństwie niewybuch z drugiej wojny światowej oberwał lewą stopę. Huang Huang podczas seansu objął jego kikuta swoimi wysokoenergetycznymi dłońmi. I wtedy stał się cud. Stopa zaczęła odrastać a Huang Huang – przekazał w kikuta całą energię naszej dzielnicy, przez co nie mieliśmy prądu. Za to Zygfryd ma nową stopę. I żyć będzie w podskokach długo i szczęśliwie.
A to ręce Huanga Huang kiedy zbliżają się do kikuta Zygfryda:

A morał z tej historii jest następujący: Energia jest skupiona w masie, jedni nie mają prądu ale za to innym odrastają narządy, czego i Wam życzę chłe chłe.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)