Ja tak najbardziej to lubię z chłopakami pogadać. Kobietami generalnie gardzę, i w sumie nawet przyjaciółek to ja nie mam poza Endżi, chociaż ona wiecznie pod perfumowym gazem jest to nie bardzo da się pogadać bo bełkocze i w dodatku to bełkot jak alfabetem Morsa bo beka jej się w międzyczasie fiołkami.
Więc pomyślałam, że może ja facetem powinnam być? No bo w sumie tak: piję bimberek, piwkiem i jabolkiem nie pogardzam, chamska jestem jak się patrzy, obgryzam paznokcie, skarpetek i bielizny za często nie zmieniam, nie lubię się myć a jak u sąsiadów postawili nową kabinę prysznicową i mnie zaprosili na oglądy to od razu sprawdziłam czy akustyka odpowiednia puszczając wewnątrz kabiny doniosłego bąka, miast pasjonować się kolorystyką, chłe chłe. I zaczęłam tak myśleć i sięgałam w przeszłość i patrzyłam z kim ja zawsze kolegowałam się bardziej. I na to wychodzi, że z chłopakami. Wiec zaczęłam zastanawiać się tak zupełnie na poważnie nad zmianą płci.
Od czego by tu zacząć żeby zobaczyć jak to będzie? No to poprosiłam telefonicznie Walusia, mojego najlepsiejszego przyjaciela z krainy dobrości i miłości wszelakiej, żeby mi telefonicznie, bo on z innego miasta pochodzi, powiedział co taki prawdziwy mężczyzna tak na prawdę robi od rana do wieczora, z wyłączeniem spraw jego intymnych kontaktów wszelakich bo to mnie nie interesuje. No to Waluś mi powiedział że tak, jak się obudzi to luka na budzik zazwyczaj jednym okiem i patrzy czy się nie da jeszcze pokimać. No tutaj to mamy identycznie więc nic nie musiałam zmieniać. Później wstaje, przeciąga się jak kot – to ja tak samo mam, idzie do łazienki siusiu popierdując wesoło podczas sikania, bo kto rano wstaje ten leje jak z cebra chłe chłe, jako i ja czynię i wtedy też zakłada swoją sztuczną szczękę, którą w łazience przechowuje w przeciwieństwie do helowej. Bo Hela kiedyś, jak razem trzymali w sypialni obie, to się pomyliła i założyła walusiową i tak jej się zablokowała, że Waluś musiał obcęgami wyciągać. A ponieważ jak wyciągał bez swojej był bo ona zablokowana w Heli buzi była, to nie mogli się porozumieć. I Waluś w końcu zaczął do Heli językiem migowym mówić i Bogu dzięki, ze Hela rozumiała bo kiedyś była wolontariuszką w miejscowym domu pomocy głuchoniemym, a Waluś był tam palaczem. Ale on zapomniał, że obcęgi w ręku trzyma i jak do Heli na migi mówił to jej machnął z tego obcęga w nos tak, że jej później krew cztery godziny szła. Nie mówiąc o tym, że na pogotowiu stwierdzili rozległe odpryskowe złamanie przegrody nosowej z przemieszczeniami i dwanaście godzin jej te wszystkie odpryski pod narkozą wyciągali. Od tego czasu Hela już kości w nosie nie ma ale Walusiowi to w niczym nie przeszkadza i nawet sobie z tego teraz żartują kiedy Waluś nazywa ją syfonikiem lub gołotką.
Co do tego wymogu nie spełniam go bo mimo ze ząbków kilku już nie mam to o te co mi zostały dbam i sztucznej szczęki nie planuję w czasie najbliższym. Później Waluś udaje się do kuchni i wali poranną lufę z pozostałości po wczorajszym albo z domowego zapasu. Tu mamy całkowitą zgodność bo mój “dzieńdoberek” to jest to samo.
Waluś jest na wiecznym bezrobociu co i u mnie występuje, pędzi całymi dniami bimberek i siedzi przed telewizorem, co i u mnie miejsce ma bo ja tez pędzę tyle ze ja przed komputerem siedzę a mniej przed TV. No wiec ogólnie jak widać spełniam wymogi wszelakie i tylko czego mi brakuje to bardziej bujnego zarostu, tudzież zaniku narządów i w tym obszarze potrzebowałabym czegoś co można nazwać transformacją płciową z kółeczka w krzyżyk chłe chłe. I tutaj oczywiście sprawa jest nie za łatwa ale nikt nie powiedział że beznadziejna.
Walkensztajn ostatnio staje się coraz bardziej obecny w moim życiu. Ten wybitny domorosły doktor specjalizuje się również w dziedzinie endokrynologii naturalnej ale jest też specem od chirurgicznych zabiegów w tym kosmetyki płciowej. Zadzwoniłam do niego jak zawsze – powiem, że ceny nie były powalające, zaprosił mnie na pierwsze spotkanie wstępne na którym przedstawi cały plan kuracji hormonalno-chirurgicznej zmiany płci mojej. Nie będę opisywać doskonałej poczekalni i jak zawsze bimberku z wiaderka pitego chochelką, bowiem każdy kto śledzi mój opiniotwórczy blog to już na pamięć zna. Walkensztajn najpierw dokładnie mnie pomierzył na leżąco i stojąco za pomocą centymetra krawieckiego i poziomicy, aby stworzyć mój obraz w 3D, a następnie usiedliśmy przy bimberku i omówiliśmy detale. Kurację należy rozpocząć od przyjmowania hormonów. A tutaj doktor Walkensztajn ma osiągnięcia na skalę międzynarodową. To on bowiem swoimi badaniami wykonanymi w zaciszu domowym udowodnił skuteczność terapii hormonalnej opartej na przyjmowaniu doustnym koktajlu z wyciągu gruczołów okołoodbytniczych piżmowca czyli piżma, zmieszanego ze świeżymi żołędziami z dodatkiem żółtek kurzych i soku z czarnej rzepy. Mniam mniam to może nie jest niemniej skuteczne bo już po tygodniu pierwsze oznaki owłosienia się pojawiają, męskie organa zaczynają rosnąć a żeńskie zanikać lub odwrotnie, w zależności od kodu genetycznego i płci pacjenta. No i w razie gdyby coś nie zagrało to Walkensztajn zaoferował mi zabieg chirurgiczny, choć twierdził że raczej to będzie zbyteczne.
Ważna sprawa – podczas kuracji całej, a to aż miesiąc, pić alkoholu nie wolno! Nawet kropelki. Walkensztajn wspomniał o przypadku mężczyzny który chciał zmienić za pomocą jego cudownej kuracji płeć i pił ten koktajl. Będąc już na samym finiszu kuracji zapomniał o wskazaniach medycznych absolutnej abstynencji i na imieninach kolegi wypił setkę wódki. Jego ciało pozostało od połowy w górę żeńskie a w dół męskie. Alkohol bowiem wpływa na DNA zawarte w piżmie i zmienia jego kod. Do dziś krążą opowieści o skomplikowanym, karkołomnym i wymagającym wielu wysiłków, ba nawet ekwilibrystyczno – cyrkowych umiejętności życiu seksualnym owego mężczyzny, którego górna połowa zakochała się w dolnej i to z pełną wzajemnością. Mężczyzna ów z tego powodu został co prawda poddany serii bolesnych zastrzyków w brzuch z piżmowej szczepionki, jednak to nie pomogło i musiał być chirurgicznie zmieniony w kobietę a to już nie to. Nie ma jak naturalne metody, poza tym on pod wpływem owych doświadczeń później zmienił decyzję, ale było już za późno… i finalnie zmysły postradał lądując w wariatkowie.
I rzeczywiście wszystko szło u mnie jak po maśle. Codziennie rano szykowałam mieszankę w blenderze a już po tygodniu zaczęły mi na klatce piersiowej rosnąć pierwsze włosy. Ale suszyło… suszyło jak nie wiem co. Z początku dawałam radę ale po dziesięciu dniach zaczęłam pękać. W końcu Walkensztajn mówił o wódce, a jakby jabolka spróbować albo chociaż piweczko… Jedno malutkie takie 0.25 l… Dobra nie mówił o jabolkach, raz kozie śmierć. Miałam tam w lodówce zapasik, to jednego wypiłam rano na drugi dzień bo mnie już tak suszyło że Sahara przy mnie to malutka piaskownica. Wypiłam i… I nic chłe chłe. Z radością beknęłam i kiedy do wieczora nic się nie działo poleciałam po kolejne dwa jabolki. Na drugi dzień zaczęłam powolutku wprowadzać i bimberek. Małymi dawkami, chłe chłe. Seteczkę, wieczorem kolejną rano i szło. Kuracja dobiegała końca miałam już brodę, wąsa, płaską klatkę piersiową i wszystko co trzeba między nogami. Nie, no Geniusz Walkensztajn!
I kiedy minęło 30 dni zaczęło się dziać coś dziwnego. Obudziłam się rano, to trzydziesty pierwszy dzień był i byłam znowu Amelią Pustakiem jak zawsze. Wszystko zniknęło. Na razie nie szłam do Walkensztajna bo się bałam, zwłaszcza że kolejnego dnia znowu byłam Amelem Pustakiem z wszystkimi jego naturalnymi atrybutami jak się patrzy chłe chłe. Tak kilka dni, i znowu Amelia, kilka i znowu Amel. W końcu dzień Amelia, dzień Amel.
Ale to nie koniec mojej męki. Bowiem częstotliwość zmian nasiliła się i transformacja następowała co godzinę, co minutę, później co sekundę. W końcu była tak szybka że nie nie nadążałam zauważyć.
Moje życie bardzo się pogmatwało i piszę teraz do Was co chwilę zmieniając się z Amela w Amelię i odwrotnie. Na szczęście proces odbywa się z prędkością światła wobec czego gołe ludzkie oko nie jest w stanie go zauważyć. Choć jestem cieleśnie Amelią mój mózg już nie nadąża. Życie to dla mnie męczarnia…
A to ja w fazie przejściowej kiedy zmieniałam się raz na minutę. Zdjęcie oryginalne nic nie zmieniałam.

A morał z tej historii jest następujący: Modyfikacja DNA piżma bimberkiem i jabolkiem może doprowadzić do wielu nieoczekiwanych zmian w waszym organizmie, czego Wam nie życzę!


Komentarze
Pokaż komentarze (53)