Niedawno doznałam szoku. W sumie Ofelii 007 zgłoś się! dość dawno nie widziałam, ale akuratnio kilka dni temu w pobliskim warzywniaku ją zobaczyłam. Miała warkoczyki, na głowie przepaskę i kurtkę jeans z wielką pacyfą na plecach. Pod nosem nuciła jakiś hit o miłości, a pod pachą miała gazetę z Sipowiczem na okładce. Kupowała czterdzieści kilogramów szczypioru, czym wszystkich wprawiła w osłupienie, a sklepowa z warzywniaka musiała specjalnie dla niej po nową dostawę pojechać. Przetarłam ze zdziwienia oczy kiedy na drugi dzień do moich drzwi zapukał kurier i wręczył mi bukiet ze szczypioru chudego od anonimowego nadawcy. Był tylko bilecik z napisem:
Zmienić ser na lepsze pora – od dziś śmiej się do szczypiora.
Głupie w sumie i co najmniej nietaktowne, bo wiadomo kto się do sera śmieje chłe chłe, ale może pod siebie to pisała. Dziwne. Niemniej przyjęłam, bo szczypior nawet taki sobie był z wyglądu. I kiedy szłam później na zakupy, bo drożdże mi się skończyły, zobaczyłam do drzewa przybitą kartkę pisakami popisaną. Na bokach kwiatki i wielka pacyfa. Poniżej tekst:
Tranformacja – mój manifest
Kochani wybaczcie, że zapomniałam, że ja z krainy miłości i dobrości wszelakiej jestem i radości. Postanowiłam wrócić do korzeni. Obiecuję już, że nie będę podstawiać nóg emerytom chodzącym po parku, zwłaszcza tym o kulach, ani nazywać ich chodzenia kalekałoking. Obiecuje też nie sikać ani nie dosypywać swoim gościom proszków na laksację do herbaty. Nie będę już nigdy więcej rozpoczynała wojny podjazdowej z sąsiadami, zwłaszcza tymi silniejszymi i mądrzejszymi ode mnie, bo po tym łomocie co to dostałam jest mi tylko wstyd. No i takie tam – pokój miłość i love, jak mówi mój psychiatra.
Ofelia 007 zgłoś się!
Od wczoraj Angel
Zbaraniałam. Mówię wam, po prostu oczy przetarłam ze zdziwienia. Nie chciało mi się wierzyć, że ten niereformowalny pustak jest do czegoś takiego zdolny. Niemniej ja, jako mająca dobre serce potrafię wybaczać, zwłaszcza że ten nietaktowny szczypior to pewnie ona przysłała… no i poza tym sama jestem Pustak, więc my prawie jak rodzina chłe chłe.
Czekałam spokojnie na dalszy rozwój wydarzeń. A dalszy rozwój był. Tego samego dnia wieczorem otrzymałam zaproszenie na obiad!
Kochani!
Pora zakończyć wojny i swary. Idąc za trendem polityki miłości naszego premiera dla którego ciasto niedawno piekłam, zapraszam wszystkich na niedzielny obiad a na nim ruskie :) . Postaram się żeby nie były za twarde! Godzina 14:00 u mnie.
Angel
No tym bardziej mnie zamurowało. A ponieważ ruskie lubię – mam je w swoim stałym menu, postanowiłam iść. Specjalnie się nie szykowałam. Niedziela to niedziela dzień wolny, wzięłam 2 litry najlepszego bimberku coby docenić starania, bo ja dobre serce mam.
Impreza nawet taka sobie, klimatyczna. W domu co prawda miała jakieś preparaty w formalinie, tu oko wroga, tu wątroba ekskochanka, tu cały pierwszy jej kotek stoi w formalince na szafce i brzuch ma jakiś rozerwany, no ale skoro postanowiła wstąpić na drogę pokoju to udawałam że tego nie widzę i o nic nie pytałam. Zebrała nas wszystkich swoich największych wrogów, było kilku moich znajomych: Kulawy Genek i lekarz Franek z obgryzionym nosem chłe chłe ale były też osoby których wcale nie znałam – jej wrogowie z podstawówki, ba nawet z przedszkola.
I wtedy ona w tych swoich hipisowskich fatałaszkach wstała i przemówiła. Kochani – dziękuje wam za przyjście. Postanowiłam wiele zmienić dlatego zebrałam tutaj wszystkich swoich największych wrogów. Zaprosiłam was na ruskie i oto one.
I nagle z pokoju obok wyskoczyło dwóch ruskich z kałachami. Mierzyli do nas. Wredne gęby, złote zęby a za pasem granaty. Ofelia 007 zgłoś się! zrzuciła z siebie strój hipisa, przestała być Angel. To podstęp – powiedziała, teraz wam porachuję kości!
Natychmiast trzasnęły okiennice w drzwiach pojawiły się kraty a my zostaliśmy uwięzieni w ciemnym pokoju…
Zobaczycie jakie te ruskie twarde chłe chłe. I zaczęła po kolei każdemu wymieniać jego winy. Chronologicznie – pierwszy Edmund – największy wróg z przedszkola: Pamiętasz jak obrywałeś muchom skrzydełka i je jadłeś? A jak mi też muchy bez skrzydełek później w reformki wpuszczałeś? Niedobry Edi – za karę teraz ja twoje rąsie i nóżki oberwę i puszczę wolno po dywaniku chłe chłe. A później ciebie do formaliny wsadzę żebyś wzbogacił moją kolekcję.
A ty się nie śmiej Miecia. Myślisz, że nie pamiętam jak mi na egzaminie dyplomowym w budowlance wlałaś litr superglu do mojej pięknej wolnostygnącej zaprawy zaliczeniowej? I jak do niej weszłam butami żeby zademonstrować wolnostygnącość owej, to mi tak zgęstniała, że później musieli mnie piłami do betonu wycinać? I przez miesiąc chodziłam w takich dwudziestokilowych butach do szkoły bo superglu z betonem tak stwardniał że żaden ortopeda nie chciał podjąć się operacji? Wywracałam się na sztywnych nogach jak pijany robot. I że dopiero po miesiącu, jak już zrosty zaczęły się robić kowal Wincenty na tyle się odważył, że mnie z tej betonowej pułapki odkuł za pomocą młota pneumatycznego o podrasowanych obrotach, przez co wady słuchu i drgawek na zawsze przy okazji się nabawił? Dostaniesz ode mnie betonowy kask chłe chłe.
No i ty Kulawy Genku – pamiętasz wakacyjny obóz pracy w fabryce akumulatorów, kiedy niby dla zwały podłączyłeś elektrody wysokiego napięcia do moich reformów ze srebrnymi nitkami, które mamusia kupiła mi żebym mogła czymś błysnąć na obozie? Może i to nawet śmieszne było ale od tamtego czasu jak załatwiam swoje potrzeby to mam zwarcia maści wszelakiej i aż iskrzy i strzela. Już ja ci podłącze twoje skarby pod napięcie.
No i ty Franku – weterynarzu od siedmiu boleści. Jak miałeś mojego Filemonka – tu wskazała na pojemnik z formaliną – wyprowadzić z zaparcia a ty nabawiłeś go swoimi czopkami depresji maniakalnej bo owo zaparcie zwiększyłeś miast zmniejszyć? Nie pomogły masaże brzuszka ani okłady z marchewki. Brzuszek w końcu eksplodował i nowiutka tapeta do wymiany. Wiesz ile za nią zapłaciłam konowale? Mam dla ciebie batona z nitrogliceryną jak połkniesz Sasza – tu pokazała na jednego z ruskich, tego co miał poza złotymi zębami także złoty łańcuch – tobą potrząśnie. Ale nie tutaj, szkoda farby chłe chłe. Zrobicie to w łazience na kafelkach.
I w końcu ty Amelio Pustaku obdarzona talentami wszelakimi których mi braknie, najlepsiejsza bimbrowniczko wśród poetek i poetko wśród bimbrowników. Pora na wyrównanie rachunków. Iwan – tu pokazała na drugiego ruskiego, jest domorosłym chirurgiem – praktykował u samego Walkensztajna. Jak cię uśpimy przeszczepi mi twój mózg cobym taka mądra jak ty była. A ponieważ tam gdzie Iwan mieszka nie ma dla chirurgów pracy i aktualnie pracuje jako kasjer, to całego twojego przedtem skasuje a co ładniejsze kawałki skopiuje do mnie chłe chłe.
Zanim was wykończymy dam wam jeszcze pół godziny dla rodziny chłe chłe, powiedziała Ofelia 007 zgłoś się! i wręczyła nam po kartce papieru, pozwalając spisać swoją ostatnią wolę…
A wiec śmierć… Wszyscy baliśmy się o naszą przyszłość.
I już miał się ten wieczór dla nas źle skończyć kiedy nagle Ofelia 007 zgłoś się! usiadła na krześle i zapaliła takiego jakby papierosa. Patrząc na okładkę gazety z Sipowiczem jej oczy stawały się coraz bardziej spokojne, w końcu oparła się na ręce i najzwyczajniej w świecie zaczęła przysypiać… Jak już na dobre opadła podeszłam do Saszy i bez ogródek podsunęłam mu pod nos otwartą butelkę bimberku. Przed śmiercią warto walnąć na odchodne chłe chłe. A Szasza w to mi graj. Nie minęło pół godziny jak wszyscy byliśmy pijani. Ruskie tak się rozochociły, że zaproponowałam przeniesienie imprezy do mnie. A Ofelia 007 zgłoś się! spała i śpi pewnie do dziś…
P.S. Z ostatniej chwili – Ofelia 007 zgłoś się! znowu popuszcza. Jak donosi pani Wiesia przed blokiem na linie stalowej, na której Ofelia 007 zgłoś się! wiesza pranie, pojawiło się pięć par świeżo upranych reformów w tym jedne ze srebrnymi nićmi. Tak oto kończy się polityka miłości.
A to Sasza już u mnie na imprezie kiedy ma ostro w ryju:
![]()
A morał z tej historii jest następujący: Bądźcie czujni inaczej twarde ruskie narażą was na koszta, a w efekcie znowu będziecie popuszczać w reformy, czego Wam nie życzę chłe chłe.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)