Niech żyje zgoda między sportowcami!
Wczoraj stało się coś niesamowitego. Nie uwierzycie. Ofelia 007 zgłoś się! dostała na dekiel. Ja wiedziałam że tak kiedyś będzie, ale nie wiedziałam, że tak szybko. Wszystko zaczęło się zupełnie niewinnie, kiedy rano usłyszałam jakieś wrzaski. Mroczno lekko jeszcze było i w sumie nie wiem czy to od tych Mroczków w TV, chłe chłe, czy od nowego bimberku co go sobie wczoraj upędziłam z młodych kiełków owsa. Tak doradził mi mój stary przyjaciel Kulawy Genek, że jak mam problemy z nogami to mam sobie z owsa bimberku upędzić. Genek czasem ma takie hipologiczno – botaniczne przenośnie, że to niby koń ma mocne nogi to jak się napiję bimberku z owsa, bo konie owies przecież jedzą, to nogi mi się wzmocnią. I nie tylko mi bo Felek mój kotek też problemy z nogami ma, z tym że on z tylnymi a ja z przednimi, to znaczy z dolnymi chłe chłe, choć Felek w sumie jakby na dwóch stanął to też z dolnymi. A w zasadzie nawet wam nie opowiedziałam co z tymi nogami nam się stało.
Otóż dwa dni temu odwiedziła mnie drużyna znajomych piłkarzy Tajfun z Szelejewa Drugiego w województwie Wielkopolskim. Ja znam bardzo dobrze ich trenera Anzelma, bo w zasadzie to mój dalszy kuzyn ze strony matki. I tak od słowa do słowa, od kielicha do kielicha no i upili my się do nieprzytomności. I jak my się tak już kompletnie nabombali, to oni postanowili mecz zagrać przed moim blokiem. Próbowałam ich powstrzymać ale nic to nie dało. Ja miałam sędziować ale tak w ryju miałam, że ledwo stałam. Więc w sumie sędziowałam na siedząco, bo im i tak było bez różnicy, zresztą nie bardzo nawet na drugi dzień pamiętali, że w cokolwiek grali. No i kiedy tak siedziałam na tym taborecie to lekko mżyło, więc mojego kota Felka ja pod ten taboret schowałam, bo ja dbam o jego futerko a na deszczach, zwłaszcza kwaśnych, ono mu się tak miejscowo matowi i później włoski wychodzą garściami. W sumie to nie takie złe, bo z tych włosków już kilka dywaników uplotłam i sprzedałam jako ekologiczne maty z Bombaju. Szły jak woda, no ale Felek cierpi. Więc dodatkowo go chroniłam pod tym taboretem bo mi tak bokami zwisało i zwisało, a że ma co zwisać to tak po czasie ten taboret coraz się bardziej wbijał nóżkami w podłoże i wbijał. A zapomniałam dodać że tam podmokło lekko było, bo to było na trawniku co go zaorali na jesień, żeby latem trawa lepsza była. I że tak się wolno ten taboret wbijał to nawet nie zauważyłam jak byłam coraz bliżej ziemi. I w końcu te ostatnie trzydzieści centymetrów to już zdecydowanie moja wina, bo akurat drużyna której sprzyjałam zdobyła gola i jak podskoczyłam i opadłam to już taboret wbity w ziemię był po same siedzisko. Felek był dzielny mimo że słodko spał… Niczym tygrys wyskoczył, ale przymiażdżyło mu tylne łapki. Ja w ostatniej chwili jak już opadałam i usłyszałam pisk Felka zdążyłam tak lekko się poderwać, próbowałam się przygiąć żeby Felka ratować ale nie na wiele to się zdało, jedynie co to poskręcałam nogi w kostkach.
Dzielni piłkarze posadzili mnie na ten taboret, wzięłam wyjącego Felka i chwiejnym krokiem zanieśli nas do windy. Byłam jak jakaś królowa sportu na tym taborecie, a chłopcy też prawie się nie zataczali. Oj ci sportowcy. No i tak po tym wszystkim nogi bolą. Felkowi zrobiłam małe temblaki z klamerek do bielizny i kordonka numer 3 a jego łapki poskładał kuzyn – trener Anzelm z Szelejewa Drugiego, bo on był na medycynie aż cztery semestry ale się rozpił i go wyrzucili, to w sporcie zaczął robić co zresztą ogólnie przyjętą prawidłowością jest. Jednak wiele z medycyny pamięta!
No więc tak leżałam w tym łóżku i pomyślałam że z nogami lepiej, za to głowa boli. I wtedy usłyszałam te wrzaski. Patrzę a tam Ofelia 007 zgłoś się! Goni z młotkiem … nie zgadniecie – mojego kuzyna Anzelma! On zwiewa a ona za nim, w dodatku on nie sam ucieka tylko z nim jakiś drugi człowiek co to wygląda na naszego sąsiada murarza pana Wacka spod szesnastki. Wyglądali na pijanych bo cała trójka się lekko zataczała a Ofelia nieudolnie machała tym młotem i machała, ale coś nie mogła ucelować. I w ogóle cała jakaś taka dziwna była, na czole miała ogromnego siniaka a plecy i tył wysmarowany na szaro jakby betonem? Ganiali tak wkoło śmietnika, ale to było dziwne, bo ona tak coraz wolniej biegła. Wolniej i wolniej, jakby ktoś wstrzymywał klatki filmu. Anzelm i pan Wacek chyba zauważyli że z nią jest coś nie tak, bo też zwolnili, a ona w końcu stanęła jakby zastygła. Tylko się darła i strasznie wulgarnych słów używała. Bo ona chamska jest jak mało kto. W końcu zastygła na dobre a ktoś z sąsiadów zdziwiony tym co się dzieje zadzwonił po pogotowie bo przyjechali i Ofelię jak stali zastygłą zabrali – nawet noszy nie potrzebowali. Ponieważ wyzywała brzydko lekarza, zalepili jej tylko taśmą klejącą gębę chłe chłę. Pojechali na bank do wytrzeźwiarki i pewnie jak jej nie przejdzie to nawet może do czubków.
Widziałam wszystko przez okno, i zawołałam Anzelma żeby zaszedł i opowiedział co zaszło chłe chłe. Anzelm był rzeczywiście na ostrej bani. Poprawili mi po szybkim z owsa, co Anzelmowi też na zakwasy po meczu dobrze zrobi. Okazało się, że Tajfun Szelejewo Drugie nie pojechał na swój mecz ligi okręgowej. Kiedy już po mojej imprezie wsiadali do autobusu Ofelia 007 zgłoś się! poprosiła ich o przysługę. Otóż ma w domu wylewane nowe podłogi i potrzeba jej silnych chłopów żeby meble poprzenosić. Więc Anzelm, ponieważ to moja rodzina i ma maniery, nie odmówił. Poszli wszyscy do niej no a tam już oni z majstrem panem Wackiem spod szesnastki co to jak na murarza przystało za kołnierz nie wylewa, zaczęli kontynuację mojej imprezy. Że niby po małym, no ale sklep pod nosem to na małym się nie skończyło a na gigancie chłe chłe. A ponieważ w nich płonie olimpijski znicz sportu postanowili skoki urządzić w dal, bo wzwyż nie było warunków. Akurat murarz Wacek podłogę samopoziomującą przy drzwiach wylał, to zaproponowali z Anzelmem skoki przez tę podłogę z korytarza do dużego pokoju. Anzelm wziął centymetr i mierzył. A ponieważ Ofelia 007 zgłoś się! była tam jedyną kobietą to wywalczyła sobie skoki ze wsparciem w postaci skoczni. Ale sprzętu sportowego nie miała więc położyli takie oparcia ze sprężynami od kanapy. Chłopaki bez wybicia przeskakiwali i w końcu przyszła kolej Ofelii. Ona jak zawsze mimo że możliwości nie ma, talentu za grosz, to chce. Chciała bardzo wygrać. Wzięła rozbieg, odbiła się od skoczni z podparcia i pięknym lotem przeleciała nad wylaną właśnie podłogą. I wszystko szło jak najlepiej, i na pewno byłby to najdłuższy skok, coś w zakresie rekordu ligi okręgowej, gdyby nie wybicie. Mianowicie Ofelia, chcąc pokazać mistrzostwo, źle wymierzyła odbicie i jak nie walnęła czołem o futrynę drzwi, jak nie trzepnęło ją do tyłu… W sekundę już leżała plecami w betonie… Podniosła się i wtedy jej kompletnie odbiło. Chwyciła młot i zaczęła gonić Anzelma i Wacka… Ciąg dalszy już znacie…
A morał z tej historii jest następujący: nawet jak ma się wsparcie, to jak karma jest na pieprznięcie i kaftan, to jest. I takiej karmy Wam drodzy czytelnicy nie życzę, chłe chłe.



Komentarze
Pokaż komentarze (117)