0 obserwujących
40 notek
42k odsłony
  384   0

Geneza kwietnia 2010 - dokończenie.

Prawda zawsze zwycięża, Bóg, Honor, Ojczyzna – my Polacy jesteśmy tym przesiąknięci niczym gąbka w niekończącej się kąpieli historycznych zwycięstw i porażek, gdy tymczasem choć piękne i wzniosłe są to słowa, to w żaden z możliwych sposobów nie są w stanie wpisać się w obraz świata, a już tym bardziej tej jego części, w której polityka zajmuje dominującą pozycję.

 
Zbyt mocno przywykliśmy uznawać, że uśmiech na twarzy rozmówcy jest oznaką szczerości jego wypowiedzi, lecz niestety. Prawda jest zupełnie inna. Mistrz tego gatunku Siergiej Ławrow, z równą łatwością reklamuje pastę do zębów zarówno w kontaktach z prezydentem Iraku, jak i kilka godzin później w rozmowach z prezydentem Obamą, choć charakter jego wypowiedzi prezentuje stanowisko zupełnie odmienne od uprzednio prezentowanego.
 
Przywykliśmy również uznawać, iż świat polityki i obraz jaki jawi się za pomocą mediów w postaci wypucowanych do perfekcji gabinetów i białych kołnierzyków jego mieszkańców jest takim naprawdę, gdy w rzeczywistości wygląda to o wiele bardziej prozaicznie. Świat polityki służy tylko jednemu celowi. Przykrywaniu interesów prawdziwego kapitału. Nie – małych czy średnich firm, ale olbrzymich korporacji finansowych, gdzie wiodącą rolę odgrywają banki i zasilające je giganty przemysłu wydobywczego paliw i ich zakładów przetwórczych. Politycy zaś – są jedynie czymś na wzór pacynek. Małych i niewiele znaczących kukiełek zwłaszcza wtedy, kiedy nie mają ochoty być posłuszne. Ich dzień odejścia ze sceny politycznego teatru jest wtedy zwykle policzony i niezbyt długi.
 
Jeżeli zechce ktoś spojrzeć na mapę konfliktów zbrojnych świata, z pewnością zauważy za każdym razem pojawiającą się zbieżność w postaci występowania na jego terytorium bądź to złóż energetycznych surowców kopalnych, lub też rurociągów przesyłowych albowiem ten tylko w ręku ma klucz do władzy – kto posiada w nim również kurek.
 
Wszystko co na świecie istnieje jest towarem i da się sprzedać. Tak. Słyszę już głosy oburzenia. Że są rzeczy niezbywalne – i tu, przykłady wzięte z początku dzisiejszej notki. Tak. Dzieci też są przekonane że pieniądze biorą się ze ściany. Proszę w tym momencie nie rozumieć moich słów jako podejmowania próby usprawiedliwienia dowolnego draństwa. Staram się bowiem jedynie uzmysłowić istnienie na tym świecie ludzi, dla których ideały jak słusznymi by nie były – są jedynie pustymi słowami określonymi wartością podstawowego pytania. A ile można na tym zarobić?
 
I tutaj odpowiedź tchnie aż banalnością jeżeli chodzi o Polaków. Polak – choćby największy łachmaniarz ściągnie z tyłka ostatnie spodnie aby ratować Ojczyznę. Tyle tylko – że stajemy się w tym momencie łatwym łupem w rękach tych, którzy zechcą na tym zrobić interes.
 
Państwa słabe gospodarczo, aby ich głos mógł odgrywać jakąkolwiek rolę zmuszone są do podpinania się pod protektorat dowolnego mocarstwa. Dowolnego oczywiście, to tylko zbyt daleko idące uogólnienie, jednakże w miarę wiernie oddające istotę problemu. Protektorat taki, nie jest jednak darmowy, a  ściśle obwarowany wzajemnymi ustaleniami. Nasza obecność w Afganistanie, czy wcześniej w Iraku jest tego najlepszym przykładem.
 
O jaki głos chodzi?
Konkurencyjność towarów dowolnego państwa uzależniona jest od jego ceny zaś ta – w prosty sposób jest pochodną kosztów jego wytworzenia. Sam podział procentowy owych kosztów na poszczególne składniki jest różny, choć dominującą w nim rolę zajmują koszty surowców i energii a tą, w postaci gazu ziemnego jak i ropy naftowej, musimy kupować. Kto i gdzie ustala ich cenę?
 
Politykę zagraniczną śp. L. Kaczyńskiego z pewnością nie charakteryzowała nadmierna elastyczność – zwłaszcza w kontaktach pomiędzy Pałacem Namiestnikowskim a Kremlem i nie wynikała ona li tylko z pobudek o czysto pragmatycznym zabarwieniu o czym dobrze dzisiaj wiemy. Jak bardzo ten stan rzeczy utrudniał życie D. Tuskowi nie musimy się także domyślać. Ówczesne konflikty, a w zasadzie jeden - niekończący się atak pomiędzy oboma kancelariami, nie należał do grona niemych odtwórców politycznego życia w naszym kraju.
 
Polityka nie rządzi się jednak bezpośrednio nastrojami, dlatego wspomniany wyżej konflikt niemiał zbyt wielkiego znaczenia po za może jednym – a mianowicie tym, że w sposób wręcz bezpardonowy demaskował uległość (żeby nie powiedzieć wasalczy wręcz charakter) ekipy D. Tuska wobec Moskwy.   
 
Gdyby do wyjaśnienia wszystkiego co wiąże się z wydarzeniami 10 kwietnia zaprosić przedstawiciela nauki zwanej wiktymologią, to z pewnością graniczącą w okolicach 99/100 orzekł by on, iż bezpośrednią ich przyczyną nie był przypadek, a planowe działanie mające w swym zamiarze pozbawienie śp. L. Kaczyńskiego życia. Tak się jednak nie stało, zaś na mocy porozumienia pomiędzy Władymirem Władymirowiczem a Donaldem T. – całe „śledztwo” przekazane zostało pod bezpośrednią jurysdykcję sowieckiej generał Andoniny – choć jednocześnie, jakoś dziwnie nie mogę pozbyć się wrażenia, że nad całością unoszą się jeszcze duchy Ribbentropa i Mołotowa.   
 
Nie mniej ważnym elementem handlu, a więc podstawowym sposobem pozyskiwania kapitału są bezpośrednie umowy międzynarodowe, polityka celna – wreszcie dla Polski, integracja i uczestnictwo w EOG (EFTA), i jedynie na to może dzisiaj liczyć premier polskiego rządu. Na to, że pragmatycznie oceniane przez sporą część społeczeństwa eftowskie fundusze spójności będą skuteczną przeciwwagą kłamstwa i pozwolą na utrzymanie PO przy władzy  – a tym samym, zablokuje się w ten sposób możliwość dojścia do prawdy.
Szczytne ideały kontra pragmatyzm?
 
Eftowskie fundusze spójności nie są w stanie przykryć nieudolności rządu co do ich sposobu wykorzystania, i istnieje bardzo wiele przykładów odzwierciedlających taki właśnie a nie inny stan rzeczy. Budowa autostrad przed Euro2012 aż nadto dobitnie pokazała, że ministerstwa wraz z ich przedstawicielami nie radzą sobie z tym zupełnie. Jakby tego było mało, inwestycje te nie tylko nie przyniosły szumnie zapowiadanych i korzystnych efektów ale wręcz przyniosły i długo jeszcze przynosić będą wymierne straty. Spartolone autostrady trzeba będzie łatać z budżetu państwa, ponieważ główni ich wykonawcy ogłosili upadłość, zaś firmy podwykonawcze splajtowały z powodu nie wywiązania się inwestorów ze zobowiązań. O kolei – można by napisać odrębny traktat.
 
Jest jednak i jeszcze jeden dosyć istotny aspekt sposobu gospodarowania tymi funduszami na który jak sądzę powinienem zwrócić uwagę, albowiem dzięki swej idiotycznej wręcz polityce rządu – zupełnie rozmija się to ze swoim celem nadrzędnym i wprost niezwykle z punktu widzenia społecznego ważnym. Chodzi mi tutaj o fundusze nazwane Kapitał Ludzki, a przeznaczone w swej głównej wielkości na aktywną walkę z bezrobociem.
 
Chcę poruszyć ten temat w tym poście dlatego, aby wiarę młodych ludzi w pragmatyczną filozofię ekipy PO skutecznie i wyborczo (w przyszłości) ostudzić.
Nie posiadam co prawda aktualnych danych procentowych co do wielkości podziału owych środków, jednak ogólnikowo opowiem jak zostały one rozdysponowane.
 
Część z nich – przeznaczono dla Ministerstwa Polityki Socjalnej, a stamtąd do samorządów finansujących miejskie i gminne ośrodki pomocy społecznej. W jakim celu?
Druga część – przekazana została do tzw. beneficjentów zgrupowanych przy pośredniakach czyli miejskich, gminnych czy grodzkich urzędach pracy.
 
Kim(czym) są owi beneficjenci?
Ano czymś w rodzaju huby na drzewie. To taka swoistego rodzaju symbioza pozwalająca żyć zarówno samemu drzewu jak i pasożytniczemu grzybowi. Aby przykryć tą sporą w sumie część nakładów na utrzymywanie beneficjentów – wymyślono pojęcie „beneficjenta ostatecznego” (czytaj – bezrobotnego Kowalskiego), przy czym wymyślono również karkołomne wprost przepisy odnośnie kto i za co może takie środki otrzymać. Nie tylko karkołomne, ale i idiotyczne. W składanych aplikacjach najważniejszym nie tyle jest sam pomysł na ich zagospodarowanie – ale fakt, czy Kowalski ma lat 50+ oraz czy jest kobietą czy mężczyzną, albowiem te właśnie czynniki uznano w parytetach przyznawanych punktów jako nadrzędne nad samą istotą powodzenia projektu.
 
Nic to jednak w porównaniu do kolejnego kwiatka z tego ogródka jakim jest forma zabezpieczenia zwrotu pozyskanego z funduszu spójności kapitału określając w preferencjach, że w pierwszej kolejności szansę (a w ogóle) możliwość uzyskania takich środków będą miały osoby poddające się zablokowaniu kwoty dotacji na rachunku bankowym.  Co to w praktyce oznacza?
Że aby taką pomoc otrzymać, należy posiadać rachunek w banku i mieć na nim równorzędną z sumą dotacji kwotę czyli w przedziale pomiędzy 18 a 25tyś złotych. Pytanie – czy ktoś, kto dysponuje takimi środkami będzie w tym samym czasie osobą bezrobotną jest raczej retoryczne. Komu więc się te środki przydziela?
 
Jeżeli rząd D. Tuska mówi że chce opodatkować spadające do kanalizacji deszcze to je opodatkuje. 
Jeżeli rząd D. Tuska mówi że daje unijne pieniądze na walkę z bezrobociem – to mówi.
 
Wróćmy jednak do wydarzeń smoleńskich, a konkretnie do fragmentu dotyczącego „polskiego” (i nie tylko) ”śledztwa”.
W części drugiej tego cyklu obiecałem poświęcić nieco czasu aby dać odpowiedź na pytanie: dla czego ten spektakl ma tak długo trwać.
Otóż – pierwszy z powodów rodzi się próżności sowietów. Chęć – wręcz przemożna chęć jak najdłuższego w wymiarze czasowym upokarzania Polaków. Pamiętamy doskonale jak z przekazów prorządowych mediów zasypywano nas informacjami o pijanym generale wywierającym naciski na pilotów mające zmusić ich do rzekomego lądowania choć nie było ku temu wystarczających  warunków. Ba! – posunięto się w tym celu nawet do spreparowania odpowiednich zapisów rozmów w „rejestratorach”, nie wspominając nawet o fakcie, że samego badania na obecność alkoholu we krwi dokonano bodajże po 2 tygodniach. Ile nas to i jak długo kosztowało upokorzeń?. Nieco później (jeżeli dobrze pamiętam chronologię wydarzeń), w bezczelny (bo medialny) sposób badano dane rodzinne załogi samolotu do któregoś (chyba piątego) pokolenia wstecz. Przez szacunek dla postaci śp. Prezydenta nie będę tu wspominał o wydumanych teoriach na temat osobistego jego udziału w powstaniu „katastrofy”.
Drugim, i chyba najbardziej moim zdaniem ważnym powodem rozciągania „śledztwa” w czasie, była chęć takiego rozmycia czasowego w chronologii „wydarzeń” z zaplanowanej inscenizacji, aby w przypadku stopniowego odkrywania elementów maskirowki, móc na bieżąco dopasowywać narrację z układanki jaką „sami” przygotowali. Użyty tutaj nawias przy słowie „sami” – nie jest przypadkowy, choć to właśnie sowietów oskarżam o bezpośrednie przygotowanie zamachu.
Chciałbym! Naprawdę chciałbym bardzo wierzyć, że polskiej prokuraturze podrzucono z Rosji dane na których ta – oparła swoje dalsze prace zapędzając się tym samym w ślepą uliczkę a następnie nie potrafiła już z tego wycofać.
Jak powiedziałem – chciałbym. Jednak nie wieżę. Zbyt wiele faktów przeczy takiemu obrazowi.
 
Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale