0 obserwujących
40 notek
42k odsłony
  313   0

Czy Polska to obraz szwedzkiego stołu?

tytułowa postać serialu Tadeusza Dołęgi Mostowicza - Nikodem Dyzma
tytułowa postać serialu Tadeusza Dołęgi Mostowicza - Nikodem Dyzma

Poczyniłem onegdaj niemały wysiłek aby zadać to pytanie 100 osobom. Co prawda, biorąc pod uwagę że do badań statystycznych odsetek badanych powinien być o wiele większy wyniki moich spostrzeżeń obarczone będą bardzo dużym błędem – to jednak pozwolę je sobie w tym miejscu zaprezentować a z tego tylko powodu – że nieomal za każdym razem kiedy mój responder usłyszał owo pytanie po raz pierwszy, jego reakcja była prawie taka sama. Zwracał na mnie wzrok z wyraźnym pytaniem w oczach czy ja przypadkiem nie oszalałem, zaś epitety w stylu „czy pan jest dzieckiem, na jakim ty człowieku świecie żyjesz” itp. – wskazywały w sposób niebudzący złudzeń że to – co w „w oficjalnym podejściu do tematu” (np. przed obiektywem telewizyjnej kamery) nazwane by zostało jako nadzwyczaj naganne – w rozmowie prywatnej może budzić jedynie zdziwienie co do absurdalności konkretnego (czytaj – życiowego) stanowiska.

 

Wniosek nasuwa się moim zdaniem jeden. No – może spłycam w tym momencie, ale chyba zbytnio się nie pomylę kiedy ów wniosek przedstawię w następującym ujęciu:

Wszyscy mamy dwie twarze. Jedną – tę oficjalną i drugą – będącą jej zupełnym przeciwieństwem.

Dualizm osobowości nie jest niczym nieznanym w psychiatrii, ale czy wyciągnięta z tej dziedziny nauki diagnoza miała by sugerować że wszyscy jesteśmy schizofrenikami?

Skądże znowu. Taki wniosek absolutnie nie byłby uprawniony lecz proszę się po przeczytaniu tych słów zbytnio nie cieszyć, albowiem o ile schizofrenikowi niektóre z jego zachowań wynikających ze stanu chorobowego można jakoś wybaczyć – o tyle ludziom zdrowym na umyśle już niekoniecznie.

Zdolność do rozpoznawania i poprawnej oceny własnego postępowania jest jedną z podstawowych przesłanek dzięki którym w przypadku wejścia w konflikt z obowiązującym prawem – dowolny sąd bierze pod uwagę jako czynnik łagodzący bądź zaostrzający orzeczoną karę.

Posiadanie dwóch postaw moralnych nie jest dualizmem osobowości – a wynika to (jak podejrzewam) ze swoistego rodzaju pragmatyki życiowej jaka obowiązywała w naszym kraju przez dziesięciolecia Polski powojennej. Przepraszam w tym momencie czytelników za oryginalne słownictwo jakie za chwilę użyję cytując typową w tamtym okresie wymianę zdań, ale chciałbym w miarę wiernie oddać również tamten klimat:

Kolega który wpadł do mnie po pracy, z zaciekawieniem przyglądał się wiszącej u sufitu lampie. W końcu zapytał:

- stary?, zadupcyłeś od nas z roboty te rurki?, wskazując jednocześnie paluchem na jej elementy konstrukcyjne.

- nie, odpowiedziałem. Udało mi się ją kupić na bazarze.

- no toś frajer, bo u nas na hali całe multum tego się szlaja po podłodze.

Ten krótki z racji instancji przykładu opis pewnego epizodu, wskazuje właśnie w sposób doskonały na wiele aspektów jakie towarzyszą naszym postawom moralnym po dziś dzień.

Pierwszą. i chyba najbardziej zakorzenioną jest ta – która wyraża się w sformułowaniu „kto nie kradnie ten frajer”, a jak wiadomo wszem i wobec frajerem nikt być nie lubi a jeżeli już nim jest (bo rzeczywiście wtedy kupiłem tą lampę na bazarze) to absolutnie nie powinien się do tego przyznawać bo raz przyklejona łatka (zwłaszcza jeżeli niepopularna) przylgnie do człowieka na zawsze.

Drugą i jak sądzę nie mniej ważną przypadłością jest ta, która wyraża się w konsolidacji grup społecznych. Osobno robociarze, osobno prywaciarze, osobno partyjniacy i obowiązujące w tych grupach odmienne wzorce zachowań – z jednym wspólnym, i wymienionym powyżej.

Komu zdarzyło się żyć w tamtych czasach lub młodym – oglądnąć filmy bądź plakaty opisujące tą koszmarną rzeczywistość z pewnością dostrzeże pewne charakterystyczne cechy odróżniające od siebie wymienione grupy zaś, jedną spośród wielu nietolerowanych cech pojedynczego obywatela pozostawało bycie mieszańcem. Robociarz nie mógł mieć powiązań z kimkolwiek z innej grupy, bo natychmiast zostawał uznawany kapusiem. Partyjniak trzymający z prywaciarzami co prawda nie był uznawany za frajera, ale jednocześnie stawał się niepewny ideologicznie. Inteligencja zaś, starała się od wszystkiego trzymać z daleka, choć kiedy trzeba było zadbać o dochrapanie się do intratnego stanowiska – koniecznym było otrzymanie tzw. rekomendacji partyjnej a następnie w niej członkostwo, co oczywiście również nie przyklejało do takiego człowieka etykietki frajera, choć wprowadzało pewien dysonans w harmonii tego co ogólnie mówiąc oddziela inteligencję od chamstwa.

I tak oto, po tym przydługim może wstępie przystąpię do meritum myśli zawartym w tytule notki – czyli do próby odpowiedzi na pytanie: Czy Polska to obraz szwedzkiego stołu?

Kiedy nadeszła kulminacja polskiej rewolucji (dojście Solidarności do władzy), nadeszło również coś potwornego w swoim wymiarze, a co niestety jest również zawsze nieodłącznym elementem rewolucji jako takiej – kiedy wszyscy naraz pragną przesunąć się w społecznej hierarchii o stopień wyżej. Robociarzom (bez pejoratywności tego określenia) chce się poprawienia standardu życia, inteligencja chce przejąć władzę zaś rządzących do tej pory uznać jako elementy dekoracyjne świątecznej choinki – czyli nadać im tym samym status roli podrzędnej.

W ten właśnie opisany sposób pojawiają się Nikosie. Postacie wzorcem  Nikodema Dyzmy tym tylko wyróżniające się od chamstwa, że do swego ubioru potrafili dołączyć biały kołnierzyk zaś to – co nad tym kołnierzykiem stanowić miało atrybut rozumu – ze zrozumiałych względów było tylko gąsiorem do wlewania alkoholu.

W tym opisie niema pomyłki. Wszak Dyzmę (totalnego chama) na premiera nie desygnował nikt inny jak przecież ówczesna arystokracja. Jak zaś się ów Dyzma przy szwedzkim stole zachowywał – przypominać już raczej nie muszę.

Srebra rodowe już wyprzedane lub zastawione u żyda. Harwardczycy uznani za wariatów. Pułkownicy (postać sympatycznego płk. Waredy) wymordowani – zaś u steru władzy ktoś na wzór głównego bohatera powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza  pod tym samym tytułem.

Wypisz wymaluj obraz, jakiego nigdy nie chciałem doczekać – a który stał się dniem dzisiejszym polskiego realizmu (życiowego). Stoję obok tego stołu i patrzę zadając samemu już tylko sobie pytanie:

Długo jeszcze?

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale