0 obserwujących
40 notek
42k odsłony
  672   0

Samobójca - dokończenie

W ostatniej notce napisałem, że przypinanie A.M łatki pożytecznego bardziej lub mniej idioty jest dalece nieuprawnione, i podtrzymuję to twierdzenie nadal – zaś powód, wyjaśnię już za chwilę.

Być może teza jaką za chwilę wygłoszę niektórych z Państwa zaszokuje, ale twierdzę – iż nasze członkostwo w NATO zostało okupione tajnym kompromisem którego znaczenie – miało by się sprowadzać do roli buforowego pośrednika pomiędzy Rosją a NATO, przy czym Polska – niekoniecznie (przynajmniej w początkowej fazie) była tego świadoma.

Życie w świeci iluzji nie jest moją domeną, zaś gdybym miał się wypowiedzieć co do możliwości całkowitej dekonspiracji wszystkich szpiegów w polskiej armii – musiał bym odpowiedzieć jednym prostym zdaniem. To niemożliwe. Gdyby zaś ktokolwiek zadał mi pytanie – czy zarówno Rosji jak i NATO niezbędna jest wzajemna obserwacja poczynań z jednej i drugiej strony – odpowiedź brzmi TAK.

Światem rządzą jedynie gry interesów, zaś gra w karty z zamkniętymi oczami jest taką samą iluzją jak to, że Polska w tej grze jest graczem.

Konstrukcja mojego toku myślenia naznaczona jest pewnym życiowym doświadczeniem – a pozwolę go tu sobie opisać, bo doskonale jako przykład oddaje jego sens.

Otóż był kiedyś taki wieczór, kiedy popadłem w nieliche tarapaty z których jedynym wybawieniem – wydawała się pomoc człowieka którego jak mi się wydawało na ów czas – mogłem określać mianem przyjaciela. Jak się jednak okazało – jego znacznie bliższym przyjacielem był mój przeciwnik.

Ten krótki z konieczności opis – jak ulał pasuje do smoleńskiej zbrodni. Kiedy po raz pierwszy spotkałem się treścią zagranicznego komentarza mówiącego w skrócie o tym, że prawda jest straszniejsza niż możemy myśleć, to właśnie ten a nie inny epizod z mojego życia wydał mi się najbardziej zbieżny z tym co usłyszałem.

Parafrazując go na obraz wydarzeń z 10 kwietnia śmiem twierdzić, iż moment poprzedzający ciąg wydarzeń zakończonych masakrą ofiar był tożsamym z chwilą, kiedy zwrócili się Oni o pomoc.

Wróćmy jednak od tych osobistych dygresji do postaci A.M.

Nie odkryję tu ameryki jeżeli powiem, iż A.M. nie dokończył swojej pracy mającej na celu oczyszczenie polskiej armii z obcego wywiadu i nie o tym w tym momencie chcę mówić dlaczego tak się stało, ale o tym – czy zdając sobie sprawę z tego jakie to będzie miało dalsze reperkusje w czasie prowadzenia smoleńskiego śledztwa, będzie mógł na czyjąkolwiek pomoc ze środowisk NATO liczyć.

Jak pokazała rzeczywistość - ???

Znaki zapytania zamiast wyrazu NIE – są tutaj celowe. Chcę przez to powiedzieć – że została we mnie odrobina naiwności.

Oczywiście – prawda może być i o wiele bardziej prozaiczna. A.M. na stanowiska likwidatora znalazł się nie przypadkiem, zaś cała jego późniejsza działalność to tylko logiczny ciąg wydarzeń.

A.M. jest ideowcem. To typ człowieka, który pozostanie wiernym narzędziem w ręku człowieka (czytaj – polityka) tak długo, póki ten ktoś go nie zlekceważy – ponieważ jego ego lekceważenia nie zniesie.

A.M. gra w tej chwili bez wątpienia. Pytaniem otwartym natomiast pozostaje – na czyją stronę i dlaczego w ten a nie inny sposób.

Grając w imieniu śp. Lecha Kaczyńskiego – stara się utrzymać jak się wydaje jedyną do zaakceptowania linię w której panu Bogu chciałby dać świeczkę a diabłu ogarek. Czytaj – ustawić śledztwo tak, aby wykazać obecność zamachu oraz tak – aby winnych określić w domyśle i raczej nie po polskiej stronie. Ruscy też się wybronią, bo nikt nie udowodni że to oni podłożyli ładunki wybuchowe. Sprawa odsunie się od Okęcia, więc i mocodawcy będą być mogli również zadowoleni.

Grając w imieniu Kremla, prezentowany przezeń scenariusz jest również z powodów j.w. dla Putina strawialny, a przy tym ten ostatni – dostaje do ręki haka na Tuska.

Pytając – czy A.M. mógłby grać w imieniu NATO bądź Tuska, odpowiedź nasuwa mi się jedna. NIE.

Czy A.M. jest samobójcą?

Politycznym z pewnością, bo jego fizyczna likwidacja na zlecenie byłaby w swych reperkusjach faktem o wydźwięku zbyt trudnym do opanowania wywołując falę domysłów sięgających miejsc jakie na zawsze pragną być rękami swych mocodawców ukryte.

W poprzedniej notce, wyraziłem też swoje przypuszczenie mówiące iż AM oraz NPW grają do jednej bramki.

Myślę że tak, co jednocześnie oznacza trudny do wytłumaczenia konflikt pomiędzy Tuskiem jako premierem i Komorowskim jako zwierzchnikiem sił zbrojnych. Co prawda NPW z racji swojego umocowania wydawać by się mogła ciałem niezależnym od armii, jednak przynajmniej dla mnie taka myśl wydaje się być zbyt dziecinną aby mogła być brana na poważnie.

Jeżeli w ten sposób „wyizolowali” byśmy premiera oraz prezydenta po za struktury decyzyjne – to równocześnie trzeba by uznać za prawdziwą rzecz równie straszną, a sprowadzającą się do wyrażenia tezy, iż zarówno Rosji jak i NATO (w sensie cywilnego zwierzchnictwa) musiało bardzo zależeć na likwidacji z jego struktur patriotycznie nastawionej i o wysokich kwalifikacjach polskiej generalicji.      

Chcąc pozostawać w konsekwencji do słów „dziecinny pomysł” – owa konstatacja co do osób premiera oraz prezydenta ich również kieruje do grona „wtajemniczonych”.

W kontekście wszystkiego co powiedziałem do tej pory – odpowiedź na pytanie czy Polska odzyskała niepodległość po wyjściu z jej granic sowieckich wojsk może być tylko jedna.

Niestety – NIE.

Nie będę się tu silił na stawianie jakiegokolwiek remedium. Za mała głowa do tego.

Szansa na wyjście z tego chocholego tańca tylko jedna. Wiara w Boską opatrzność. Tylko zanim doczekamy – zapewne wcześniej będzie koniec świata. Przynajmniej tego jaki znamy obecnie

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale