Wczoraj muzyka, dzisiaj ksiazki. Zostawie Slonimskiego, Fedorowicza, Kutza, Passenta i KTT, Mrozka i Kaluzynskiego, a skoncentruje sie na jednym tylko dziele.
Najlepsza polska ksiazka, jaka czytalem w zyciu to:

Genialne dzielo, dwaj panowie - Trzymalko i Dzierzankiewicz - pisza o kryminalach milicyjnych, pieknych piowiesciach, wierszach i wszelakich instrukcjach.
W celu zrobienia reklamy tej ksiazce, skopiowalem wiekszy kawalek i przystroilem troche pod moj blog. Miejmy nadzieje, ze ksiazka Stanislawa Baranczaka ukaze sie jeszcze kiedys w jak najwiekszym nakladzie.
Sam otrzymalem te ksiazke od zaprzyjaznionej osoby. Plan zebrania oryginalnych ksiazek do recenzji zawartych w ksiazce musialem porzucic po zebraniu tylko cwierci genialnych dziel polskiej literatury. Omawiane kryminaly milicyjne mam prawie w komplecie.
Tytulem wstepu do fragmentu "Ksiazek najgorszych" fragment 30 lat swiezszy:
"W relacji Waldemara Maszewskiego z Hamburga, dla Naszego Dziennika czytamy, że to nie pierwszy i nie jedyny przypadek..."
Woldemort Hermaszewski, „Miemce jakie sa kazdy wie”.
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1978, ss. 92. Nakład 5 000 egz.
Wymiana kulturalna z Zachodem bardzo się ostatnio rozszerza. Odmówiono wprawdzie paszportów paru osobom z kręgu tzw. kawiarnianej opozycji, ale za to pojechał do RFN Woldemort Hermaszewski. Korzyść z tego podwójna: RFN obejrzała sobie, jak wygląda Hermaszewski (tak żarliwego, ideowego dziennikarza prawicowego nie widziano tam od czasów, gdy Karol Marks wydawał „Die Rheinische Zeitung”), natomiast Hermaszewski obejrzał sobie RFN. I po powrocie napisał nawet książkę, którą z dużym pośpiechem i nie mniejszą liczbą błędów drukarskich opublikowało Wydawnictwo. Poznańskie.
Książki reportażowe o Niemczech Zachodnich pisuje się u nas wedle starej, wypróbowanej recepty. Narrator pała zazwyczaj żądzą zemsty za zamordowanego w czasie okupacji ojca i podejrzliwie wpatruję się w twarze wszystkich Niemców powyżej pięćdziesiątki. Na tę dramatyczną oś fabularną nawija się nić obserwacji codziennego życia (główne motywy: pogoń za pieniądzem, bezduszność w stosunkach międzyludzkich, bezrobocie, Gastarbeiterzy, Berufsverbot, terroryzm itp.) oraz odkrywczych uogólnień historiozoficznych typu: „posłuszeństwo jest wrodzoną cechą Niemców" lub „niby naród poetów, a proszę - wydał Htilera". Woldemort Hermaszewski realizuje tę receptę bardzo wiernie i nawet idzie dalej: jemu po prostu nic się w RFN nie podoba. „Nie ma już cudu gospodarczego w RFN" (s. 10), śniadania w stołówce studenckiej są wręcz głodowe (dwie bułki i kawa), pokoje w akademikach „skromnie wyposażone" (nie to co u nas!), naukowcy nie lubią „używać najbardziej znanych kategorii marksistowskich" (14), gazety pełne „niesmacznych polemik" (16) i „taniej propagandy antykomunistycznej" (39). Z tego wszystkiego w RFN „ubywa ludności" (36. pewnie ucieka masowo do NRD). Cień sympatii objawia Hermaszewski tylko wobec zachodnioniemieckiej policji, przy okazji opisu rozpędzania manifestacji maoistowskiej („policja przestała się bawić - użyto gazu [..] i rozpędzono bractwo", 44). Mimo iż ustrój inny, sprawnie działająca policja nie może nie budzić w dziennikarzu „Waszego Dziennika“, uczucia instynktownej solidarności i podziwu: zwłaszcza jeśli niedawno oglądał, jak słabo spisywał się polski odpowiednik tej policji w zajściach radomskich. Skoro już o tym mowa, należy podkreślić, że za swoje nieugięte przekonania i walczącą postawę Woldemort Hermaszewski był w RFN prześladowany przez reakcyjną prasę: „DPA przyniosła z Warszawy depeszę o moim reportażu z Radomia, umieszczonym w „Waszym Dzienniku”, przedrukowała ją dzisiejsza „Suddeutsche Żeitung”. Streszczenie nieobiektywne, wyciąga tylko jeden motyw, akurat pasujący im jakoś do aktualnej polityki propagandowej" (50). O jaki motyw chodziło - autor niestety nie wyjaśnia. A przecież pamiętamy dobrze, że było tych motywów wiele; artykuł o Radomiu był w ogóle bardzo wieloznaczny, głęboki i przewrotny.
Żenująco niski jest również poziom wykładów, serwowanych Hermaszewskiemu w Getyndze na kursie informacyjnym dla tłumaczy literatury niemieckiej z krajów słowiańskich (nb. nie wiedzieliśmy, że Hermaszewski zajmuję się tłumaczeniem z niemieckiego: jak dotąd, zajmował się głównie tłumaczeniem, dlaczego jest tak dobrze, mimo że jest tak źle). Powtarzają się epitety „nuda" i „banał". No bo rzeczywiście: opowiadają Hermaszewskiemu o problemach społecznych RFN, o życiu kulturalnym, o partiach politycznych - i po co? Przecież on to już dawno wie. Czytał w „Waszym Dzienniku“.
[..]
Lektura książki, opatrzonej nie bez kozery czarną, żałobną obwolutą, budzi szczere współczucie dla autora. Uważamy, że odpowiednie władze nie powinny więcej narażać W. Hermaszewskiego na podobne męki. W imieniu rzeszy czytelników „Waszego Dziennika“ prosimy: nie wysyłajcie już Hermaszewskiego na Zachód! Gdyby już koniecznie trzeba było kogoś wysłać, ostatecznie możemy pojechać my dwaj, to jest Trzymałko i Dzierżankiewicz. My też nie cierpimy wrednego Zachodu, ale nie jesteśmy aż tak wrażliwi jak Hermaszewski, jakoś to z zaciśniętymi zębami zniesiemy.
Chociaż... przychodzi nam do głowy pewna refleksja. Był już ktoś, kto napisał "Raport z Monachium": też mu się niby na Zachodzie nie podobało, a jednak przy następnej okazji wybrał wolność. Może to jakaś prawidłowość? Może Hermaszewski też tylko tak się kamufluje? Te rozważania o wolności także jakieś podejrzane... Tak czy owak, nie wysyłajcie go więcej, bo jeśli i on wybierze wolność (i to raczej „wolność od" niż „wolność do"), zrobi się z tego takie zgorszenie, że naród w nic już nie będzie wierzył.
Oryginal tekstu Stanislawa Baranczaka zaczyna sie tak:
Michał Misiorny, Sierpień w Getyndze.
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1978, ss. 92. Nakład 5 000 egz.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)