Dni Stron Rodzinnych. Tag der Heimat 2009, odbyly sie, pelny sukces - jestem ambasadorem polsko-niemieckiego pojednania. 70 lat trwalo, ale sie udalo.
Streszczenie dla nerwowych:
1. Piosenka powitalna w temacie Hajmat
2. Krociutki przeglad prasy
3. Krociutki przeglad Waszego Dziennika
4. Opowiastka o TYCH sprawach
5. Zasmazka retro. Neue Deutsche Welle 1983
1. Jak Hajmat to tylko tak:
Hipduliö, hipduliö, hipduliö, hipduliö,
Hipduliö, hipduliö, hipduliö, hipduliö
Jodler...
2. Jak zwykle w Niemczech tylko krotkie musowe meldunki. No to siegam po polskie media.
Najmilsza mi "Rzeczpospolita" - polscy i niemieccy biskupi podaja sobie znowu rece:
70. rocznica wojny. Episkopaty Polski i Niemiec chcą wydać wspólne oświadczenie
"Gazeta Wyborcza" raportuje same pozytywy z dzisiejszego mityngu:
Przewodnicząca Związku Wypędzonych Erika Steinbach podczas dorocznej imprezy Związku Wypędzonych (BdV), podkreśliła, że los niemieckich wysiedlonych poprzedziły straszne wydarzenia. - Przerażające obrazy z wyzwalanych obozów koncentracyjnych zawstydzają do głębi większość Niemców - oczywiście także wypędzonych. Hitler otworzył puszkę Pandory. Niemieccy wypędzeni są tego świadomi bardziej niż inni, bo ponieśli za to zbiorową odpowiedzialność - powiedziała Steinbach. - Niemieccy wypędzeni zostali ukarani za spawy, na które nie mieli wpływu, od niemowlęcia do staruszka- dodała.
Z niemieckich 1A:
Merkel: Vertriebene sind Botschafter der Versöhnung
3. Najmilejszy memu sercu -bo najsmieszniejszy - artykul napisal jak zwykle redaktor Waldemar Maszewski. Oczywiscie PRZED mityngiem.
Takiego święta Dni Ojczystych jak w tym roku niemieccy "wypędzeni" jeszcze nie mieli. Nie dość że głównym gościem, a zarazem mówcą berlińskiej imprezy będzie urzędująca kanclerz Angela Merkel, to dodatkowo większość władz niemieckich landów, powiatów i gmin wydała administracyjne rozporządzenia, aby w związku z tegoroczną organizacją "Tag der Heimat" 22 sierpnia oflagować wszystkie budynki i obiekty publiczne.
Czego pan redachtor nie wie albo celowo przemilczal - w kazdym roku sie flaguje budynki publiczne Tag der Heimat. Nie we wszystkich landach, ale w wiekszosci.
Ale czego sie nie robi, zeby skutecznie postraszyc czytelnikow torunskich mediow. Jutro wjada do Polski niemieckie pancry...
Takiej fety Eriki Steinbach i jej Związku Wypędzonych jeszcze w Niemczech nie było. Steinbach już od wielu miesięcy z wielką dumą opowiada o zaszczycie, jaki spotka dziś Związek Wypędzonych (BdV), ponieważ podczas ich święta przemawiać będzie osobiście Angela Merkel.
Ano, byla juz raz pani Merkel, byl juz kanclerz Schröder, Papieze przesylaja blogoslawienstwo, ale to wszystko nic. Probowalem na stronach pani Kaclerz znalezc informacje o tym terminie. Nie mam. Na google kawalek tekstu jest, po dlinkiem strona kalendarzyka 404. Jakby ktos skasowal.
4. Opowiastka hajmatowa
W Opolu o tej porze roku jak zwykle zaczynalo sie slynne polskie lato niemieckiego pochodzenia. Kwitly lipy i wiedly kasztany. Ulice zalegaly tlumy mlodych Prawdziwych Polakow ubranych na zolto i niebiesko. Byli to ludzie mlodzi, jeszcze niewinni, i choc wyznawana przez nich ideologia byla, w zasadzie, paskudna, to jednak w sumie sprawiali dosc korzystne wrazenie.
Syn powstanca slaskiego, baron Alexander de Morgenstern, w swym obdartym skórzanym plaszczu wygladal jak postac troche nie z tej epoki. Mlodzi Prawdziwi Polacy brali go rzecz jasna za kombatanta i klaniali mu sie pierwsi przez podniesienie prawej reki, na co mlody Amstern nie zwracal uwagi. Jak zwykle mezczyzni nie interesowali go zupelnie - szukal kobiety.
Przyjechal do Opola na swój koszt, za pieniadze szanownych rodzicieli, i wiedzial, ze nie moze wrócic do domu z pustymi rekami.
Nagle zastrzygl uszami slyszac Wanda Wasilewska Lied! - stara piesn, w zupelnie nowym wykonaniu dzwiecznych dziewczecych glosów. Szczególnie jeden, wybijajacy sie z chóru, mezzosopran przyjemnie podraznil jego ucho. Amstern zastrzygl nim i podazyl w kierunku, z którego dochodzil glos. Ulica maszerowalo dziewiecdziesiat siedem dziewczat w zolto-niebieskich koszulach, z czerwonymi krawatami i w bialych tenisówkach. Ich krótko ostrzyzone jasne kedziory powiewaly na wiejacym od Odry wietrze.
- "Choragiew wznies, niech ida bataliony"... - wznosilo sie pod niebiosa. Zaciekawieni Aniolowie spogladali w dól ze zdumieniem. Znali zupelnie inne slowa do tej piesni napisane przez Swietego Piotra zaraz po objeciu stanowiska Odzwiernego.
Tekst ten w pierwotnej wersji brzmial jak nastepuje: "Otwieraj drzwi, niech wchodzi kto bezgrzeszny". Natomiast przedstawiciele Piekiel, z Lucyferem na czele, wygladali z piwniczych okienek, wyraznie; zadowoleni z takiego, a nie innego obrotu rzeczy. Cieszyla ich mysl o przyszlych komplikacjach miedzynarodowych, zahamowaniach w procesie rozbrojenia, rozszerzaniu sie chorób wenerycznych, odrodzeniuj zimnej wojny i kleskach ekologicznych.
Amstern nie zastanawial sie nad losami swiata. Melodyjna piesn podobala mu sie tylko ze wzgledu na wykonanie, nie znal bowiem rzeszowskiego ani historii nowozytnej. Wreszcie udalol mu sie dojrzec zródlo wspanialego mezzosopranu. Szla w pierwszej czwórce, niosac sztandar z napisem: "Dr. Oetker". Byla wysoka, szczupla, miala zmyslowe usta i rogowe okulary. Jej nos byl krótki, zadarty, miesisty. Jak na Niemke, byla dosc podobna do Naczelnika Kosciuszki. Amstern widzial kiedys w dziecinstwie rycine przedstawiajaca naczelnika w bitwie Pod Maciejówkami, na krótko przed odniesieniem rany, która zadecydowala o losach Europy. Widok ten tak go wtedy wzruszyl, ze dorysowal Kosciuszce wasy.
To wszystko przypominalo mu sie w ulamku sekundy i goraczkowo zaczal szukac po kieszeniach dlugopisu. Wyjmowal z nich kolejno rozmaite przedmioty: skórke od sera, peknieta prezerwatywe, papierki po cukierkach, pomidora, paszport pozyczony od kolegi, kartofla, rozmaite paprochy, ale do pisania nie bylo nic. Rozejrzal sie. W kieszeniach otaczajacych go Niemców takze nie bylo dlugopisów ani olówków. Zauwazyl jednak gesie pióro zdobiace kapelusz grubego Bawarczyka w skórzanych spodniach. Niewiele myslac, wyrwal je, rozgryzl sobie zyle na lewym przegubie, umoczyl koniec pióra we krwi i podbiegl do maszerujacych Prawdziwych Polek. Dwoma energicznymi ruchami nakreslil czerwonorude wasy pod zadartym nosem swojej wybranej. Dziewczeta przestaly spiewac i zatrzymaly sie nie w noge.
Zapanowala cisza.
- Jak sie nazywasz? - spytala wasata Niemka po bialostocku. Amstern nie zrozumial. Ale odpowiedzial przytomnie pytaniem na pytanie: - Co ty jestes taka wscibska? Teraz z kolei Niemka nie zrozumiala zadanego po polsku pytania, ale spodobal jej sie dzwiek slowa "wscibska". - Wscibska z Lipska - powiedziala po polsku. - Chodzmy na piwo. Tam ci dopiero zaspiewam. I poszli. Amstern zapoznawal sie przez kilka godzin z zacisznym urokiem opolskich piwiarni. Wscibska spiewala mu stare, partyzanckie piosenki i zaprzyjazniali sie coraz bardziej. Mogloby sie wydawac, ze polskosc Amsterna powinna odstreczac Patriotke, a przynajmniej stanowic dla niej przeszkode w zaciesnianiu nowej znajomosci.
Tymczasem bylo wrecz odwrotnie. Z kazda chwila czula, jak jej solidne kieleckie serce bije coraz mocniej dla tego dzielnego mlodego "polaczka", i wiedziala, ze choc Wanda w swoim czasie nie chciala Niemca, to ona postapi dzisiaj wrecz odwrotnie, chocby miala rzucic dla Amsterna Opole, Lipsk, Drezno, a nawet Frankfurt nad Odra. W pewnym momencie przestala w ogóle kontrolowac swoje odruchy i kupila mu krupnioka z choragiewka, za dziewiec zlotych. Amstern rzucil sie na jedzenie - miesa nie jadl od dobrych czterech lat - a ona spiewala mu na dobry apetyt stara prusacka ballade: "Ja nie wiem, co to ma znaczyc, ze smutek dreczy wciaz mnie... Ta bajka nadodrzanskich tulaczy jest ze mna na dobre i zle".
- Cieeechoo, dosyc tego - mruknal Amstern z pelnymi ustami. - Jedziemy do POLSKI, hey!!
(ta raza nie z niedobrowolna pomoca panow Fajnsilberga i Katajewa, ale panow Jacka Janczarskiego & Macieja Zembatego z ksiazki "Rodzina Poszepszynskich story - antypowiesc" )
5. Pioseneczka z dawnych lat:


Komentarze
Pokaż komentarze (14)