Zagadka. Kto napisal, gdzie i kiedy, ponizsze slowa o Powstaniu Warszawskim?
Slowa lekko mnie zdumiewajace.
Zagadka za 4 punkty w skali Lestata (znaczy: ja bym mial z tym roboty na 4 punkty). Fachowcowi starczy 1 punkt.
12.00 zagadke rozwiazala pani/pan Agawa-a!
Jan Jozef Lipskie! Vide komentarze.
Powstanie
Ja szedłem do powstania w zupełnie innym nastroju niż większość moich kolegów. Byłem głęboko przekonany, że źle się ono skończy. Może dlatego, że wiedziałem, co mamy w magazynach...
Musiałem być jakim takim żołnierzem, skoro dostałem Krzyż Walecznych, choć nie jestem typem żołnierza, nie mam do tego zamiłowania ani talentu i bardzo łatwo się boję. A wtedy było się czego bać. Muszę powiedzieć, że największą satysfakcję podczas powstania sprawiła mi nie jakaś akcja bojowa, lecz ewakuacja szpitala Elżbietanek.
25 września Niemcy rozpoczęli szturm na Mokotów. Wtedy było moje główne, że tak powiem, życiowe spotkanie z księdzem Zieją, z którym w przyszłości mieliśmy pracować.
Ksiądz Zieją był kapelanem naszego pułku. W niedzielę, kiedy pluton szedł najnszę, mnie zostawiono przy telefonie, bo byłem niewierzący. Gdy Niemcy rozpoczęli szturm, zostałem posłany, aby ściągnąć pluton. Ujrzałem wspaniały obraz. Msza, chłopcy zakładający hełmy, trzask ładowanych karabinów i ksiądz Zieją w tym wszystkim, udzielający absolutio in articulo mortis.
Kiedyś żartobliwie powiedziałem księdzu: „gdybym miał pędzel Jana Styki, to bym to namalował". Zdaje się, że ksiądz Zieją podobnie jak ja ceni malarstwo Styki, bo się otrząsnął...
W ciągu paru godzin z pięćdziesięcioosobowego plutonu kilku pozostało draśniętych, reszta, to była połowa zabitych i połowa rannych. Ja zostałem ranny - miałem strzaskaną kość lewej ręki. Próbowaliśmy ewakuować się kanałami. Doba spędzona w kanałach to niewątpliwie najstraszniejsze doświadczenie w moim życiu. Wszedłem tam ciężko ranny, więc od tego czasu nie wierzę w bakterie, zakażenia i tym podobne rzeczy. Niemcy gazowali kanały za pomocą karbidu. Prawie wszyscy byli zatruci, pewnie niejeden zemdlał i zatonął, mieliśmy też halucynacje.
Opowiem, jak wyszedłem z kanałów, bo było to wydarzenie niezwykłe. Kiedy doszliśmy do wniosku, że nie dotrzemy do Śródmieścia, bo wszędzie czekają Niemcy z wiązkami granatów, postanowiliśmy wyjść przy najbliższym włazie z grupą zupełnie przypadkową. Koledzy pomogli mi wydostać się na powierzchnię. Zobaczyłem dwóch esesmanów, prawdopodobnie moich rówieśników, z wymierzonymi we mnie pistoletami. Bardzo długo już nie jadłem, byłem ranny, zatruty, więc gdyby mnie wtedy rozstrzelano, miałbym lekką śmierć. Nie czułem ani strachu, ani żalu. A co zrobili w tym momencie esesmani? Zamiast strzelić do mnie, jeden wziął mnie za rękę, delikatnie odwinął bandaż, wyjął manierkę, przemył ranę i z powrotem opatrzył własnym sterylnym opatrunkiem.
Zaprowadzili mnie na punkt zborny, potem przynieśli jeszcze jakiś garnitur i pomogli mi się przebrać. Sprawa zupełnie nietypowa.
Potem, już jako osoba cywilna, znalazłem się w szpitalu, gdzie przeleżałem kilka miesięcy. Udało mi się odnaleźć rodziców.
....
Od jesieni 1945 roku znowu mieszkaliśmy w Warszawie...
A propos, jeden z obrazow artysty Jana Styki w temacie:

(Zrodlo: http://artyzm.com/)


Komentarze
Pokaż komentarze (56)