Jest taki witz: klient pyta w banku o swoje pieniadze. Serwisanci mowia, ze niestety, przykra wiadomosc, bylo wlamanie i zlodzieje ukradli akurat ten karton od butow, w ktorym byly pieniadze tego klienta. Bo bank przechowuje pieniedzy w kartonach od butow, na kartonie nazwisko i numer konta, etc. W dalszej rozmowie mowia, ze prywatnie sie zrzucili na odszkodowanie, i tu ma 111 euro zamiast tych 30 tysiecy, co mial na koncie. Kiedy klient ze lzami w oczach odchodzi, serwisanci wybuchaja smiechem i mowia "prima aprilis", tu jest panski karton od butow z panskimi pieniedzmi. I klada mu pod nos karton z waluta.
A tera serio.
Ide do centrali powiatowego banku wplacic pieniazek na ksiazeczke oszczednosciowa Mlodego. Dar Omy.
Kasjerka w kasie mowi, ze jakis problem z ostatnia wplata, ze wplacalem drobne przez automat i cos tam tego. No, zebym poszedl do serwisu i wyjasnil. Ide pod moja literke. Cztery mile mlode osoby, jeden pan, trzy panie. Jedna z pan podchodzi i mowi uprzejmie z usmiechem "czego?"
Tlumacze. OK, pan siadzie, pan spocznie, zalatwi sze.
Nie bede streszczal kwadransa rozmowy i telefonow gdzies tam, krotko mowiac, ktos wzial w filii banku z tej ksiazeczki pol tysiaca i nie ma wpisu w ksiazeczce. W komputrze jest wyplata, w ksiazeczce jej jednak nie ma.
Czteroosobowy team byl zdania, ze ja sam albo z Mlodym poszedlem do filii banku i wzialem pieniazki bez ksiazeczki, na dowod osobisty. Widzialem po oczach, ze licza mocna na moje przyznanie sie.
N-I-E-M-O-Z-L-I-W-E, mowie, zalatwiam wszystko online. Ide raz na rok albo dwa do banku wpisac wasze mikrusne procenty, to NIEMOZLIWE, zebym poszedl do banku bez ksiazeczki. Zreszta mieszkam pare metrow od filii banku, wrocilbym sie.
Babki w panice. Ktos jakby wzial za mnie te pejendze.
Czekalem cierpliwie, wypilem dwie kawy, wzialem laskawie kolorowy kalendarz, dostalbym i caly zestaw kalendarzy, i mieli do mnie DZISIAJ jeszcze zadzwonic. Zadzwonic i powiedziec, KTO wzial pieniadze z ksiazeczki. Bo jak bez ksiazeczki, to filia banku we wsi na 102% zapisala numer dowodu osobistego.
Jest wieczor, nie zadzwonili. I watpie, zeby zadzwonili kiedykolwiek.
Bo ja WIEM, ze kiedy JA bylem z Mlodym z ksiazeczka po te pieniadze, to nie pokazywalem dowodu osobistego. I nawet sie pytalem, ze jak tak bez sprawdzania, a kobieta mowi, ze spoko, nie trzeba dowodu, ze wygladam na ojca Mlodego.
Co zauwazylem podczas picia kawy: w kasie pracuja trzy starsze kobiety pod 60-tke, w serwisie siedzi na wszystkie literki jakie 20 ludzi, najstarszy ma gora 30 lat.
Moze mi jakis bankowiec wytlumaczyc to dziwne zjawisko? Kasjerki rencistki, obsluga klienta same szczyle.
Na zasmazke smutna wiadomosc. Na ksiazeczke jest 0,3%. Pytalem o cos lepszego dla bajtli, zeby mialy ucieche z oszczedzania. Cos na termin, albo oszczedzanie z premia. Serwisanci mowia, ze w tym rozmiarze (1-2 tysiace €) nie maja NIC lepszego.
Bo panstwo zyczy sobie niskich procentow albo wcale, zeby ludzie wydawali pieniadze, zamiast je zbierac po bankach. Pytam, czy to nie zart. Nie.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)