Ide na targowisko. Na jednym stoisku szparagi "öko". Patrze, pytam kobiety, co jest "öko" w tych szparagach.
Kobieta na to, ze te szparagi zbierali pracownicy sezonowi z Polski, którzy przyjechali z Polski na rowerach.
OK, biere dwa kilo.
Ogladam ten pierwszy pólfinal ESC z Wiednia. Z Grecji wlasnie wystapil aparat, ze nigdy bym nie wpadl na to, ze to Grek.
Podobnie Moldawianin.
Czekam na faworyzowana FInlandie, bo ma byc piosenkarz i kobita grajaca echt na skrzypcach.
A pod koniec jakas pani z Polski.
Trzymam kciuki.
Jestem po pierwszej lekcji wloskiego dla urlopowiczów. M.in. pani rzuca slowa po wlosku i pyta komu sie kojarzy, kto wie. Rzuca "la colazione", to sie zglaszam i mówie pewnie, ze "kolacja". Okazuje sie, ze po wlosku to jest sniadanie. "Cena", to mówie, ze cena, a ona, ze to wlasnie kolacja.
Pokrecony jezyk.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)