Pare uwag do ksiazki @Echo24, czyli Krzysztofa Pasierbiewicza „Jak ja kocham to miasto!“
Ksiazke kupilem zasadniczo dla miasta Krakowa. Dlaczego?
W piatej klasie podstawówki za póznego Gomulki byly dwie szkolne wycieczki obowiazkowe. Do Krakowa i do Warszawy. Kraków wbil sie dobrze w pamiec, bo cuda tam byly. Klasyczne atrakcje turystyczne z marszem przez komnaty na Wawelu wlacznie.
Do tego za malca dostalem ksiazke Wandy Chotomskiej z wierszykami o atrakcjach Krakowa i z przepieknymi ilustracjami Jana Marcina Szancera.

Dokupilem to nowe wydanie Pana Sloneczko w Krakowie i przeczytalem w kwadrans. Wrzucilem plyty z nagranami Maanamu, Ewy Demarczyk i Tropicale Thaitii Granda. Bimber z Krakowa. A potem do dziela.

Ksiazka „Jak ja kocham to miasto!“ jest bardzo elegancko wydana. Tresc czytelna bez okularów. Zdjecia czarno-biale, jasna sprawa, bo z epoki. Teraz widze, ze szopka od górala mogla byc na zdjeciu kolorowym, jak na blogu.
Ksiazka napisana jest wykwintnym jezykiem á la Jeremi Przybora. Salonowy filtr komentarzy nie mialby tam nic do roboty.
W ksiazce jest wiecej pana @Echo24 niz Krakowa, ale to nawet dobrze sie zlozylo. Jak powszechnie wiadomo, mieszkalem w PRLu raczej krótko. I zarazilem sie potem z mediów onczas zachodnich teoria, ze w PRL obywatele dzielili sie na dwa sorty: partyjni z rodzina i opozycja. Tu sie okazuje, ze byly jeszcze inne grupy. Grupa jakby z Kabaretu Starszych Panów. Mlodzi i starzy, dobrze wyksztalceni, z bardzo duzego miasta. Nieoficjalna elita. Elita, która musiala Partii dobrze dzialac na nerwy.
Oczywista, jako drobny mlody wiejski szaraczek ze Slaska Opolskiego, nie moglem wiedziec o rautach i balach w „Piwnicy pod baranami“, bananowej mlodziezy, studium wojskowym na uczelni, poetach, profesorach, birbantach, dandysach, saksach w USA, stadach panienek „wchodzacych pod lufe“, etc. Stad dla mnie same cenne informacje o czasie przeszlym.
Najciekawszymi momentami w ksiazce byly te prywatne. Szopka od górala bez kwasnicy, ciocia od zaproszenia na saksy, geolog badajacy czy wielki brylant panienki jest prawdziwy, malzonka wracajaca z siatkami od rodziny do posprzatanego na swieta mieszkania, moherowa sasiadka pietro nizej, strzal z haubicy na poligonie, etc. I te wszystkie zaczarowane zaulki Krakowa. Ze zacytuje, zakladajac zgode autora:

(cytat z ksiazki Krzysztofa Pasierbiewicza "Jak ja kocham to miasto!", Kraków 2026, strona 153)
Dzieki! Kupic i czytac. Zazdroscic.
Moim zdaniem najbardziej do ksiazki pasujaca muzykalistycznosc - prosto z Klubu Lotnika:
P.S. nie czytalem 3 innych ksiazek wspomnieniowych autora, nawet w czesciach nie. Kiedys moze doczytam. A jakbym jeszcze raz pojechal do Krakowa, to jak @Kobieta Kula, nie omieszkam sie skontaktowac i spotkac.
O Robercie Maklowiczu, o profesorze Aloszy Awdiejewie, o Stanislawie Lemie, o Imagineskopii i innych krakowskich atrakcjach innym razem.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)