0 obserwujących
270 notek
491k odsłon
  1628   0

Selekcja w klubach, czyli jak spaprać dobry biznes

W "Newsweeku" rozpisali się właśnie na temat kolejnego idiotycznego pomysłu Warszawskich władz, czyli walki z "dyskryminacją" w klubach, w których selekcjonerzy arbitralnie wybierają, kto jest wystarczająco "cool" aby wejść, a kto nie. Sprawa jest o tyle interesująca, że z dobrych powodów (bo wszyscy jesteśmy równi? prawda?) władze szykują się do złego ruchu, bo zamiana ekskluzywnych klubów na speluny nie opłaci się nikomu. 

Sam pomysł wyeliminowania selekcji mierzi mnie głównie dlatego, że właściciel klubu który wpakował w niego pół miliona (albo więcej) ma pełne prawo decydować kto upija się (albo - co ważniejsze - nie upija się) na jego terenie, a klienci zdecydowani na to aby płacić horrendalne kwoty za kolejne drinki mają pełne prawo liczyć na towarzystwo jakiego oczekują, a nie na to które przypadkiem się tam zwali. To proste, że za produkt najwyższej jakości, a takim jest impreza w towarzystwie dobrze sytuowanych facetów i młodych ładnych lasek, powinno się solidnie płacić, a zapewnienie tejże jakości wymaga gościa, który stoi na bramce i eliminuje ludzi nie należących do jednej z tych dwóch kategorii. 
 
Uroda samego artykułu polegała jednak na tym, że na głównej stronie "Newsweeka" promowały go zdjęcia biednych celebrytów, których z tej czy innej okazji selekcjonerzy ustrzelili przy wejściu, a clue opisywanego pomysłu, to raczej biedni szarzy obywatele których nie stać na to, aby być wystarczająco modnie ubranym, albo z góry założyli, że łysa pała, dres i morda pełna "kur** waszych maci" jest dowodem asertywności i biletem do raju. O ile "Newsweekowi" udało się mniej więcej obiektywnie przedstawić patologie, plusy i minusy związane z selekcją, zostawiając czytelnika z wrażeniem, że choć selekcja jest niepoprawna politycznie to ma swoje racjonalne powody, o tyle władze Warszawy najwyraźniej nie wzięły tego pod uwagę. 
 
Jako że przez 99% czasu wyglądam jak porucznik Columbo Colombo, czyli zmięty człowiek w beżowym prochowcu, trudno posądzać mnie o sympatię do selekcji, która preferuje gówniarzy z żelem na głowie i kieszonkowym w kieszeni, nad zapracowanego i zmiętego redaktora - który choć forsy może mieć więcej, to zdecydowanie na to nie wygląda. Szczęśliwie, dzięki temu, mogę spokojnie i bez narażania się na "opr" z obu stron ideowej barykady napisać, że pomysłodawcy rzuciło się solidnie na mózg, ponieważ "żulowni" jest, było i będzie wystarczająco, a dokładanie kolejnych - do czego prowadzi lansowanie wizji knajpy dla wszystkich - nie zmieni niczego poza głębszym zakamuflowaniem ekskluzywnych lokali. 
 
Patrząc na problem realistycznie, musimy zdać sobie sprawę z tego, że ludzie z forsą zawsze znajdą sposób na odseparowanie się od reszty mniej zaradnych lub mających mniej szczęścia obywateli. Nikt z medialnej, czy też celebryckiej wierchuszki tego oczywiście nie powie, gdyż lewicowo-liberalny etos popkulturowych elit powoduje szybką stygmatyzację kwestionujących jego aksjomaty. Nie powiedzą tego również politycy, którzy stworzyli sobie własne wygodne getto. Tak wiec zostaje to zrobić mi, dwukrotnej ofierze klubowej selekcji, która - choć niezbyt zadowolona - rozumie w jaki sposób selekcja buduje klimat knajpy. Nawet jeśli nie opiera się na cieciu przed wejściem, a np. specyficznej muzyce, towarzystwie, czy wystroju.
 
O ile pierwszy wymieniony powód - prawo do decydowania o własnej własności, jest zupełnie wystarczający, aby posłać pomysłodawców na drzewo, o tyle drugi dobija intelektualną kalekę - będącą ponoć dzieckiem burmistrza stołecznego śródmieścia Wojciech Bartelskiego. Podobno wpadł on na ten pomysł jak go do jakiejś knajpy nie wpuścili. Otóż drogi panie Wojciechu, wbrew powtarzanej często opinii ludzie nie są równi. Zawsze będą ładniejsi, lepiej ubrani, inteligentniejsi i bogatsi i w zależności od kombinacji tych czynników będą tworzyli własne, zamknięte kółka wzajemnej adoracji. A atakowanie tego schematu ze względu na urażoną dumę, oznacza po prostu, że należenie do jednego z bardziej ekskluzywnych - ludzi posiadających władzę - nie zaspokaja pańskich ambicji. 
 
A w tym wieku, to świadectwo poważnego skrzywienia charakteru. Władza jest fajna. I po 40ostce znacznie łatwiej dostępna niż wygląd Johnego Deepa, gust dyktatora mody (zapewne geja) i gest amanta z 20-lecia. Każdy z nas ma swój potencjał i możliwości, problem zaczyna się gdy mylimy faktyczne talenty z marzeniami wywołanymi męską menopauzą. 
 
Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale