0 obserwujących
270 notek
491k odsłon
  1198   0

"Kapłana Błaznem", czyli o egzorcyzmach śmiechem

Wojtek Przybylski wydający pismo "Res Publica Nowa" poprosił mnie ostatnio o recenzję książki-listu "Kapłan Błaznem" Cezarego Wodzińskiego. Zbierałem się do tego długo, jak zwykle, gdy chciałoby się powiedzieć "nic dodać, nic ująć". Krytyka zawsze przychodzi łatwiej. Co jest z reszta, jednym z naszych narodowych demonów, które egzorcyzmuje Wodziński z humorem, erudycją i Palikotem... robiącym tu za pretekst gry z narodową martyrologią, kompleksami i morderczą powagą.

Bo sednem "Kapłana Błaznem" nie jest sam Palikot, jego happeningi, bon moty, wpadki i sukcesy.  Dostał tu jedynie rolę symbolu, jednego z niewielu polaków "ze świecznika", który śmiechem operuje niczym szpadą, ośmieszając przeciwników swoim "P" wycinanym wzorem Zorro na kaftanach. Książka Wodzińskiego to traktat o śmiechu, który stary Jorge z "Imienia Róży" zakopałby najchętniej głęboko widząc w nim podkuszenie do grzechu. 

Wszystko dlatego, że śmiech jest małym przewrotem, a wielcy naprawiacze świata nie wiedzą co z nim począć. Dlatego Wodziński pisze, że "wszyscy tyrani, dyktatorzy, doktrynerzy, a w szczególności kapłani totalitarnej nowiny lękają się śmiechu jak śmierci". Jednak, jego gawęda o śmiechu wpadła by w zbyt poważne tony, gdyby ograniczyć jego rolę do politycznych dowcipów, które w totalitarnej rzeczywistości robiły za powiew świeżego powietrza i broń przed która nie chronią pancerne dywizje. 

Przez cała książkę Wodziński posiłkuje się Gombrowiczem, wyśmiewając - a jakże - spadkobierców Joregego, którzy kraj budowany przez synów, definiują przez ojców, dziadów i pradziadów. Tych którzy powagą minionych, wyidealizowanych lat próbują zamknąć usta patrzącym w przyszłość z nadzieją, a nie przerażeniem. Tych, którzy nienawidzą śmiechu i jego kapłanów-błaznów, gdyż łatwo obraca w niwecz powagę, pokazując stojącą najczęściej za wielkimi słowami pustkę. 

Erudycja i żywa inteligencja Wodzińskiego zaowocowały książką, która jest osadzona mocno w teraźniejszości, więc nie dołączy do Transatlantyku, Imienia Róży, Greka Zorby, Paragrafu 22 na liście wiecznie żywych drogowskazów, ostrzegających przed patosem i ukryta w jego cieniu głupotą. Jednak wciąż jest obowiązkową pozycją dla ceniących ich spuściznę. Objaśnia Nową Polską Martyrologię z punktu widzenia współczesnego Yossariana.

Naukowcy udowodnili, że sceptycyzm, pesymizm i powaga są odbierane jako przejaw inteligencji. Życie z kolei, udowadnia, że największe głupoty padają z mównicy, katedry i ambony właśnie przykryte powagą dla niepoznaki. I ten właśnie przekaz, bije z "Kapłana Błaznem". 

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale