24 obserwujących
112 notek
205k odsłon
  409   0

Wyścig do "kariery" a podmiotowość i postulaty Solidarności

Ileż lat czekaliśmy na Premiera Rzeczypospolitej, który zacznie i zakończy swoje wystąpienie słowami - „Szczęść Boże”. Uczyniła to pani Beata Szydło – Premier Polskiego Rządu podczas 36 rocznicy porozumień sierpniowych w Jastrzębiu.

Pani Premier przypomniała jeden z kluczowych postulatów górnikówwolnych sobót i niedziel czy zapewnienia podstawowych narzędzi pracy takich jak np. buty czy rękawice” oraz „Musimy pamiętać o wszystkich bohaterach Sierpnia; nie tylko tych z pierwszych stron gazet, ale musimy upominać się i pamiętać o wszystkich - to jest nasz obowiązek".

Prezydent Andrzej Duda w liście napisał: Wartości i sprawy, które Solidarność uważała za najważniejsze, nie straciły na aktualności” oraz „Patriotyzm, obywatelska wspólnota, poszanowanie ludzkiej podmiotowości, sprawiedliwość, równość szans, solidaryzm i dialog społeczny, ukształtowana oddolnie samorządność - to podwaliny, na których najlepiej i najtrwalej wspierać się może siła Rzeczypospolitej, pomyślny rozwój kraju i dobrobyt Polaków”.

W umowie z 1980 r. pomiędzy ówczesną władzą a robotnikami zapisano wprowadzenie „wszystkich wolnych sobót”, wyłącznie dobrowolną pracę w dni wolne oraz zniesienie czterobrygadowego systemu pracy w górnictwie.

W tym samym PRL-u – opartym na marksistowskiej ideologii – Niedziela była dniem wolnym od pracy – oczywiście były branże, jak służba zdrowia, mundurowi czy kierowcy, którzy pracowali – mieli dyżury, czy jak górnicy pracujący na cztery zmiany.

Natomiast w III RP – ponoć w pełni wolnej i demokratycznej, zbudowanej po „obaleniu” komunizmu przez Solidarność – społeczeństwu postmodernistycznemu – dla wielu nawet w głowach się nie mieści - „wolna sobota”. Nie mieści się nawet „Wolna Niedziela”, mimo że jako katolicy powinniśmy na mocy Sakramentu bierzmowania (nie ma znaczenia czy inteligent, robotnik, biznesmen czy chłop) – stawać się apostołami starającymi głosić Dobrą Nowinę (wiemy, że różnie to każdemu z nas wychodzi – ale dzięki Bogu mamy Sakrament Pokuty – dar notorycznego nawracania się), zarówno słowem jak i swoim postępowaniem. Czyli doskonalić swoje sumienie poprzez rozwój duchowy. Choć jesteśmy tylko ludźmi, a może aż ludźmi (ukochanymi przez Boga istotami do tego stopnia, że dla naszego Zbawienia posyła swojego Syna Jezusa Chrystusa na – nieludzką męczeńska śmierć) - ochrzczonymi i dopuszczonymi do spożywania Ciała i Krwi Chrystusa w Komunii Świętej (oczywiście nie mając na sumieniu grzechu ciężkiego). Ma to nas wspomagać w walce z pokusami, w tym takiej - „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”.

Oczywiście, nikt nikogo do niczego nie zmusza. Każdy ma wolny wybór. Co wybierze, jego sprawa i jego owoce z tego będą. Jedni, wybierają to co widzą, co jest namacalne i nie można mieć do nich o to pretensji.

Skoro bierzecie wszyscy w tzw. opozycji postkomunistycznej (odwołujecie się do tych korzeni) na swoje sztandary ideały 21 postulatów – Solidarności – to „Wolna Niedziela” jest czymś złym?

Pytam się wobec tego, o co chodzi?

Co Was od Nowoczesnej, PSL-u (opartego na fundamencie ZSL-u), Obywateli od PO i lewicy – kłuje mocno w oczy w „Wolnej Niedzieli”?

Cały czas o to samo, aby faktycznie pozbawić człowieka Zbawienia. Ponieważ o tym, dowie się w momencie kiedy stanie przed Panem Bogiem i zobaczy, że ma zgaszoną lampę i usłyszy – Nie znam Cię!

Może kłuje was od wieków to samo – człowiek roztropny będzie miał więcej czasu wolnego i jeszcze zacznie myśleć. Zacznie się zastanawiać nad swoim życiem, uczestnictwem w pędzie przedmiotów pozbawionych Wolnej Woli i Istoty Osobowej (podmiotowości), nazywanym w III RP pogardliwie w awansie społecznym – ich pęd do miejsca i znaczenia jednostki w społeczeństwie (dla jednych jest to stanowisko, dla innych pieniądz) - „wyścig szczurów”. A więc pogoni, gdzie Pan Bóg nie jest najważniejszy, a wszystko pozostałe wychodzą – jako dobro służące człowiekowi - nie przez Pana Boga. Zaburzonej hierarchii wartości.

Skoro jest przedmiotem i chce być nadal i zabiegać w wyścigu przedmiotów o jak najwyższą i chwilową pozycję w „korporacji” i jeszcze uważa, że robi „karierę” - to naprawdę „Wolna Sobota (w PRL-u stopniowo odchodzono od pracujących sobót), a zwłaszcza Niedziela”, są utrapieniem.

Ale, że jesteśmy katolikami, więc nie będziemy nikogo zmuszać do tego, aby nie pracował. Skoro On/Ona chce usilnie pracować (byle by nie zakłócał swoją pracą - wolności swoich sąsiadów – innym jednostkom) i być nazywanym uczestnikiem „wyścigu szczurów czy lemingów” - niech nim będzie. Jeżeli z własnej woli chce pracować, niech pracuje.

Na wypadek, aby w innych branżach (z wyjątkiem ochrony i bezpieczeństwa) nie przyszło komuś składać propozycję – na którą chce usłyszeć jedyną tylko słuszną odpowiedzią, należy wprowadzić stawkę za pracę w wysokości 400% normalnej ustawowej stawki godzinowej, od której oczywiście będzie musiał odprowadzić składkę na tzw. ZUS, zaliczkę na podatek PIT oraz oczywiście wynagrodzenie dla pracownika lub osoby świadczącej inną pracę zarobkową.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale