Don Kwaczyński Don Kwaczyński
795
BLOG

Analiza nr 1

Don Kwaczyński Don Kwaczyński Polityka Obserwuj notkę 23

Dzień dobry Państwu.

Dostałem zlecenie na pisanie tutaj, więc piszę.

Można też nazwać to "propozycją", choć była ona jak najbardziej do odrzucenia.

Z góry uprzedzam, że sugerowano mi pisać, a nie czytać, bo czytają inni. Oczywiście dotyczy to wyłącznie wpisów innych blogerów, a nie komentarzy pod moimi własnymi wpisami, do których w miarę możliwości i chęci będę starał się odnieść, o ile będą tego warte i o ile się pojawią, ale nie o to przecież chodzi.

Bezwartościowe będę ignorował, na chamstwo odpowiem chamstwem, za ewentualne pochwały grzecznie podziękuję.

A teraz już na temat:

Kiedy Jarosław Kaczyński był jedynie "opozycjonistą", czyli przez ostatnie 8 lat, można było sobie z niego żartować,  traktować jako swoisty "folklor polityczny", ewentualnie jako emanację pewnych kompleksów i lęków, które powstają często na styku epok, albo na styku dwóch "cywilizacji". Epoka pana prezesa to czas słusznie miniony, w którym jednak dorastał, pobierał nauki, a także obserwował otaczający go ponury świat i siłą rzeczy chłonął  tę komunę jak gąbka.

Ktoś móglby powiedzieć, że takich jak on były miliony, a jednak tylko nieliczni popadli w nieuleczalną paranoję, lub jak kto woli, w chorobę na śmierć.

To oczywiście prawda, ale każdy przyzna, że przypadek braci Kaczyńskich to ewenement na skalę światową, co oczywiście jest wodą na młyn tych, którzy widzą Polskę w roli  Chrystusa narodów.

Jeśli zaś taka rola jest nam rzekomo pisana, to oczywiście prędzej czy później musiał pojawić się nasz swojski, żoliborski zbawiciel i cały ten brud, który za sobą ciągnie.

Ktoś mógłby się obruszyć i spytać: jak to ? Zbawienie i brud ?

Odpowiem, że oczywiście tak to, bo zbawić można tylko "brudne" dusze, czyste zaś tego nie porzebują. No ale to nie jest wpis o charakterze teologicznym, więc na rozważanich tego typu nie będę się koncentrował.

Skupię się na zaś na tym, co obecnie zdaje się interesować coraz większą grupę rodaków, czyli nad przyszłością Polski, jako kraju zachodniej cywilizacji.

W sytuacji, gdy nagle okazło się, że jeden paranoik + garstka oszołomów może wstrząsnąć podstawami bytu państwowego, warto się zastanowić, jak skutecznie się temu przeciwstawić i czy jest to możliwe w sposób "pokojowy".

Lech Wałęsa niedawno powiedział, że albo przyspieszone wybory, albo wojna domowa.

Wbrew temu, co się niektórym wydaje, były prezydent swój rozum, a przede wszystkim doświadcznie polityczne ma, więc czasem warto posłuchać, co ma do powiedzenia.

Oczywistym jest, że raz zdobytej władzy pan Kaczyński dobrowolnie nie odda, więc najpierw przeniesie pozostałości po Trybunale Konstytucyjnym do Włoszczowy (dobry dojazd koleją)  a potem cały parlament do Dubeninek, bo stamtąd niedaleko do Skajzgir, gdzie kończy się trasa lokalnych autobusów.

Zaś mówiąc poważnie, pan prezes zrobi co będzie musiał, jeśli będzie zmuszony, bo mus to mus, a poza tym zawsze może powiedzieć, że robi to dla dobra narodu, a tak naprawdę, to wcale nie on - on tu tylko sprząta.

Popadł już w taki samozachwyt nad sobą, że wyraźnie wylata ponad poziomy, do czego czasem co prawda niezbędny jest składany, plastikowy podnóżek, ale kto by tam zwracał uwagę na takie drobiazgi, skoro najważniejszy jest przekaz.

Jak on brzmi z grubsza ? Ano tak, że wszyscy, którzy nie z nami, są przeciwko nam, ergo - przeciwko Polsce.

To "przaśna" Polska, rodem z bajdurzeń o kraju od morza do morza i o tym, że tylko jako kraj katolicki może przetrwać. Polska okrążona ze wszystkich stron przez nieprzyjaciół, targana przez paroksyzmy potomków komunistów i rózne ukryte opcje - począwszy od niemieckiej, a skończywczy na homoseksualnej.

Takie widzenie otaczającego nas świata powoduje w osobniku Kaczyńskim całkowity uwiąd racjonalnego myślenia (o ile w ogóle bywa do niego czasem zdolny), a górę bierze chęć zemsty za rzekomy zamach na brata i za lata upokorzeń, kiedy to pan prezes próbował wpływać na rzeczywistość na swój sposób, a rzeczywistość dawała mu jeśli nie kopa, to co najmniej zdecydowany odpór.

Koincydencja wielu zdarzeń i okoliczności, zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych spowodowała, że obecnie poczuł silny wiatr w swoje wątłe żagle i zamachem na demokrację próbuje po raz kolejny wygrać swoje kompleksy.

Pojawiają się różne głosy na temat możliwości przeciwstawienia się tej ogarniającej kraj destrukcji, ale moim zdaniem, realny sposób jest tylko jeden i w tym wypadku zgadzam się z Lechem Wałęsą, którego wypowiedź wcześniej przywołałem.

Skoro bowiem PiS tak bardzo chce odwoływać się do woli ludu, należy jak najszybciej zacząć zbierać głosy w sprawie referendum na temat przeprowadzenia przyspieszonych wyborów parlamentarnych.

Prawo stanowi, że taki wniosek może zgłosić np. 69 posłów, albo pół miliona obywateli. Sejm musi go rozpatrzyć, ale nie ma on dla parlamentu charakteru wiążącego, czyli inaczej mówiąc, referendum może się nie odbyć, jeśli parlament uzna, że jest niepotrzebne, albo że np. zagraża parlamentowi, a w szczególnośći partii rządzącej, z czym mielibyśmy niewątpiwie do czynienia teraz.

Tak więc ewentualne (acz bardzo prawdopodobne)  odrzucenie wniosku o przeprowadzenie referendum przez obecną władzę dowiedzie, że dąży ona do siłowego zwarcia, jeśli sama neguje podstawy demokracji, za którymi jeszcze kilka miesiący temu tak silnie się opowiadała.

A jeśli tak, to warto, żeby ta władza, czyli de facto pan prezes uświadomił(a) sobie, że jeśli nie tak dawno poradziliśmy sobie nie tylko z komuną, ale nawet z armią radziecką, to tym bardziej poradzimy sobie z garstką uzurpatorów, wspieranych przez moherowe babcie, jednego poetę, kilku aktorów i ojca z miasta pierników, choć podobno to jego poparcie  ostatnio jakby nieco słabnie.

Z drugiej strony uważam, że poparcie "uliczne" ma jedynie znaczenie "psychologiczne" i może co najwyżej sprawić, że pan Kaczyński stanie się bardziej nerwowy i będzie gadał jeszcze większe głupoty. Może też bardziej zintegrować siły dobra, choć również nie można wykluczyć adekwatnej reakcji sił ciemnej strony mocy, czyli tych, które dzisiaj wspierają dyktaturę ciemniaków.

Natomiast stanu faktycznego, czyli układu sił marsze nie zmienią, a mogą doprowadzić do różnych nieszczęść, bo rządzący już wcześniej dowiedli, że prowokacja to jedna z ich ulubionych metod "utrwalania władzy ludowej".

Mógłbym powiedzieć cytując klasyka "nie idźcie tą drogą", ale już za późno na ostrzeżenia.

Oni już nią poszli i ta droga doprowadzi wkrótce na skraj przepaści, a potem wystarczy zrobić jeden krok naprzód. Sądzę, że można delikatnie "popchnąć" tych, którzy dobrowolnie nad tę krawędź podeszli, a następnie odwrócić się na pięcie i robić swoje. Truchła nie mają bowiem mocy odwracania biegu historii, podobnie jak żaden prezes nie ma mandatu do rządzenia 40 milionowym, europejskim krajem. Nawet wówczas, gdy miał brata bliźniaka.

To tyle na pierwszy raz, a co będzie dalej - zobaczymy.

Don K.

 

www.pantryjota.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Polityka