Don Kwaczyński Don Kwaczyński
108
BLOG

Analiza nr 4 - Sejm kontraktowy

Don Kwaczyński Don Kwaczyński Polityka Obserwuj notkę 0

Szanowni Państwo,

Moi mocodawcy sugerują co prawda, żebym zamieszczał wpisy w godzinach popołudniowych, ale ja czas na taką aktywność mam przeważnie tylko przed południem, więc muszą się z tym pogodzić, albo odwołać mnie z posterunku.

Dziś będzie chwila refleksji "historycznej" w nawiązaniu do współczesności.

Wszyscy pewnie pamiętają czasy, gdy komuna już się chwiała i powołano do życia twór, znany jako Sejm Kontraktowy.

Dla tych nielicznych, którzy nie pamiętają, krótkie przypomnienie:
4 czerwca 1989 roku odbyły się wybory do Sejmu PRL X kadencji, znanego dziś jako Sejm kontraktowy. Decyzja o przeprowadzeniu wyborów zapadła podczas obrad Okrągłego Stołu. Nazwa "kontraktowy" wzięła się stąd, że przy Okrągłym Stole z góry przeznaczono 65 proc. mandatów dla kandydatów koalicji rządowej - PZPR, ZSL, SD i małych organizacji chrześcijańskich (PAX, UChS, PZKS).

Po 26 latach od tamtych wydarzeń, dzięki "kontraktowi" zawartemu między ciemną stroną mocy w postaci "czerwonego" do szpiku kości watażki żoliborskiego i czarnymi z natury kapłanami kościoła katolickiego, przy liczacym się wsparciu muzyka rockowego, na którego spłynęła łaska powołania do stanu poślego, doczekaliśmy się parlamentu, przy którym tamten - kontraktowy - jawi się jako wzorzec demokracji i cnót wszelakich.

To przygnębiające, że po raz pierwszy w dziejach naszego powojennego parlamantaryzmu wyłoniono większość, która - choć reprezentuje zdecydowaną mniejszość - bo zaledwie 1/5 społeczeństwa, uzurpuje sobie prawo do zmieniania tego wszystkiego, co uważa za konieczne sterujący rządem i prezydentem  Jarosław "polskęzbaw" Kaczyński - indywiduum, które swym obleśnym uśmiechem kwituje na sali sejmowej każdy "sukces" swoich towarzyszy partyjnych, jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy, że przyjdzie mu za to wszystko bardzo słono zapłacić.

Już raz zapłacił, gdy wysłał brata w podróz bez powrotu, a teraz roi mu się w tych przegrzanych od chwilowego sukcesu zwojach, że za własne przewiny "wystawi rachunek" innym, a sam triumfalnie obwieści koniec starej rzeczypospolitej i powstanie na jej gruzach nowej - swoistego konglomeratu myśli leninowskiej i tradycji katolickiej, podlanej sosem specyficznie rozumianego patriotyzmu.

Otóż nic z tego, panie Kaczyński, to się panu nie uda, bo na szczęście pańska władza to tylko iluzja, chwilowy kaprys historii, ktora ma to do siebie, że lubi się powtarzać, więc warto sobie przypomnieć, jak skończyły się pańskie poprzednie rządy i warto sobie uświadomić, że każdy kolejny upadek jest bardziej bolesny, aż w końcu przychodzi ten moment, kiedy z kolejngo już się nie podnosi i to nie tylko w wymiarze "moralnym".

A tym, którzy klaszczą na znak dany przez prezesa i naciśnięciem przycisku i podniesieniem ręki do góry hańbią polski parlamentaryzm uświadamiam, że posłem jest się przeważnie tylko kilka lat, a hańba ciągnie się za człowiekiem przez całe zycie. Nie tylko za "szeregowym" posłem, ale tym bardziej za prezydentem, jeśli działa w zmowie z prezesem partii rządzącej.

Tak więc prawu i sprawiedliwości prędzej czy później stanie się zadość, ale temu prawdziwemu, a nie temu, które próbuje narzucić wszystkim czlowiek, który uwierzyl, że jest zbawicielem.

Tacy ludzie w najlepszym wypadku trafiają do zakładów zamkniętych, w najgorszym zaś kończą jak to małżeństwo z Rumunii, którego to końca rocznica przypada za dwa dni.

Mam tylko nadzieję, że gniew ludu ominie kota prezesa, bo zwierzę jest przecież zupełnie niewinne i wierzę, że ktoś go przygarnie, jak juz będzie po wszystkim.

To tyle na dziś, a czy jutro coś będzie to zależy od moich zleceniodawców, bo za pisane w Wigilię należy się co najmniej podwójna stawka.

Don K.

www.pantryjota.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka