Jest wielce prawdopodobnym, że właśnie całkowite odebranie wiarygodności planowi wprowadzenia w Polsce Euro jest ukrytym celem wyjazdu prezydenta RP do Brukseli. Przecież przedstawienie tego stanowiska przez sceptyka jakim jest Lech Kaczyński nie będzie miało tej samej wymowy jak miałoby to miejsce w przypadku gdyby te słowa padły z ust Donalda Tuska. Zwłaszcza, że w nieformalnych rozmowach prezydent z pewnością nie omieszka nadmienić, iż osobiście to on nie jest zwolennikiem pożegniania się ze złotym. Zatem jest więcej niż pewnym, że po tym szczycie do europejskich elit biznesowych wypłynie jasny sygnał – Polska jeszcze szybko w strefie Euro się nie znajdzie. Z pewnością nie wpłynie to pozytywnie na postrzeganie naszego kraju jako najlepszego miejsca w regionie do robienia interesów.
Niemniej Lech Kaczyński ponownie będzie mógł zameldować swemu bratu wykonie zadanie bowiem pewnym jest, że obrona złotego jest jednym z ważniejszych punktów nowego programu PiS, który został stworzony przez szefa tej partii w Klarysewie. Trzeba przy tym uczciwie przyznać, że wspólna waluta jest niezwykle wygodnym polem do walki o głosy polaków. O wiele łatwiej jest przecież wskazać przeciętnemu Kowalskiemu wady wynikajace z wprowadzenia Euro niż wypływające z tego faktu zalety. Zatem prezes PiS ma poważne powody aby sądzić, że opowiadając się jednoznacznie przeciw szybkiemu wprowadzeniu europejskiej waluty zdobędzie dodatkowych wyborców.
Generalnie zatem determinacja prezydenta aby nie dopuścić do przedstawiania polskiego stanowiska w Brukseli przez szefa rządu jest niczym innym jak tylko kolejnym etapem niekończącej się walki wyborczej.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)