Zapowiadana dzisiejsza "Kropka nad i" z udziałem Mirosława Drzewieckiego mogła elektryzować. Wszak "Miro" milczał od pewnego czasu. Golfa zamienił na slalom, można by powiedzieć, slalom gigant. Sport zimowy, było nie było, raczej nie uprawiany na Florydzie. Slalom opłotkowy, bo i uczestnicy "wygibasów" nie oczarowali komisji śledczej, nawet tych pokroju "logicznego".
Co zaniechała dziś o dwudziestej Monika Olejnk, Oprah Winfrey naszego dziennikarstwa ?
Olejnik zabawiła się w śledczych z komisji. Zadawała pytania posła śledczego, czas stracony, ale oglądalny.
Nie padło ani jedno pytanie na temat urlopu Dzewieckiego. Nie padło też pytanie dotyczące świeżutkiego raportu pani Pitery na temat nieprawidłowości w Ministerstwie Sportu.
Mówiąc językiem piłkarskim - Olejnik dwa razy wyszła na pozycję "spaloną", koncentrując się na obronie bramki drużyny Drzewieckiego. Ta obrona jest wszakże ćwiczona do perfekcji od wielu miesięcy.
A jakże, Drzewiecki przeprosił, ale z jego wypowiedzi wynika, że tak na prawdę, to on sam nie wie, za co przeprasza.
Monika Olejnik wykazała dziś desperację godną lwicy broniącej swoje małe lwiątka. Bez z sensu, bez logiki, ale za to ze ślepej miłości. Sam nie wiem do kogo, do czego i dlaczego. Ona zapewne wie lepiej.
Boże , chroń nas przed takimi matkami.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)