Gdzieś, kiedyś, oglądałem film. Fabuła była prosta. Taki wyścig szczurów. Było dwóch potencjalnych kandydatów do awansu w firmie. Obaj kumple, jak to w firmie, ale też obaj świadomi, że może wygrać ten awans tylko jeden. No i trwała ta walka podjazdowa pomiędzy nimi. Tak jak przed wyborami, tylko tak bardziej z udawanym kumpelstwem. Podwładni byli podzieleni w osądach. Normalne.
Ma się swoich i nie swoich. Trwała walka podjazdowa. Obaj robili sobie mniejsze lub większe świństewka. W końcu jeden z nich doszedł do wniosku, że nie warto rozbijać wieloletnich przyjaźni oraz atmosfery w zespole. Postanowił się zmienić. Postanowił, że odpuści swojemu konkurentowi. Jednym słowem zrezygnował z walki o awans o czym powiedział szczerze swojemu konkurentowi do stanowiska, czym go niezmiernie ucieszył, zyskując „nieszczere” zapewnienie o jego dozgonnej wdzięczności. Awans owego stał się więc niejako stuprocentowym.
Życie jednak „kręci” różne scenariusze. Decyzja zarządy firmy miała zostać ogłoszona w trakcie spotkania integracyjnego w obecności pracowników firmy.
Trwały wykłady i „treningi”. Na jednym z tych treningów trener postawił przed pracownikami zadanie: załóżcie na głowy papierowe worki. Gdy już wszyscy te worki założyli na głowy, powiedział: zdejmijcie z siebie to, co jest wam najmniej potrzebne.
Wszyscy, za wyjątkiem owego „stuprocentowego” zdjęli worki z głów. On zdjął zegarek z ręki. Nie będę dalej pisał o tym filmie. Jaki był finał, chyba wszyscy, którzy myślą i nie maja worków na głowie wiedzą, lub też się domyślają. Dla tych, co się nie domyślają, bo tacy są wśród nas, powiem, że ten stuprocentowy nie został tym awansowanym. No a jak to w amerykańskim filmie bywa, ten zrezygnowany dostał stanowisko. Taki American Dream.
Zapytacie zapewne, po co ja to piszę. Po co ?
Przykre, a zarazem pouczające jest to, że kreatywne w tym temacie są osobowości, które za żadne skarby na świecie nie zdejmą tego worka papierowego z głowy. Wolą być gołe doszczętnie, a tego worka nie zdejmą.
Nie tak dawno temu zdarzyło mi się skomentować teksty dwóch blogerów piszących na Salonie24. Obaj są członkami Młodzieżówki PO. Na pozór to nic takiego. Każdy ma prawo działać tam, gdzie sobie uważa.
Nie będę ściemniał. Napiszę wprost. Ja na co dzień nie spotykam takich ludzi.
Zresztą oni nie mieliby jakichkolwiek szans dotarcia do mnie na drodze zawodowej, czy też towarzyskiej . Zostaliby skreśleni w fazie rekrutacji. To nie jest z mojej strony złośliwość, może też nie troska, ale nie mam zamiaru obu ubliżać. Ja to piszę, bo jestem autentycznie zadziwiony. Nie chcę przez to też powiedzieć, że czuję się intelektualnie kimś ponad nimi, ale z drugiej strony, nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że mam do czynienia z jakimś nowym zjawiskiem, z jakimś nowym typem człowieka.
Na salonie24 jest sporo sympatyków Platformy. Są tacy jak Renata Rudecka-Kalinowska, czy też eumenes, był Mireks, jest Stary. Jest Anita, jest Obserwator z Daleka i wielu, wielu innych. Zapewniam jednak, że takich o których ta moja notka, jest tu tylko dwóch. To co ich charakteryzuje przede wszystkim, to wielka miłość do samego siebie. Ta miłość jest tak wielka i bezkrytyczna, że ci ludzie nie dostrzegają własnej śmieszności. Wystarczy przyjrzeć się wymianie zdań pod ich notkami, a odniesie się wrażenie, że oni nie łapią. Nie łapią tego, co do nich się pisze. Nie wyczuwają aluzji oraz intencji komentatorów.
Z jednej strony może to być zabawne, z drugiej zaś jest to żałosne. No bo co można napisać o człowieku, który wkleja po raz trzeci, czy czwarty to samo zdjęcie, „obcinając” je za każdym razem. Raz z młodym Wałęsą, potem robi z tego swój portret, a znów innym razem dokłada drzwi z toalety ? Zresztą sporo tych jego zdjęć z Kwaśniewskim, Komorowskim i kimś tam jeszcze. Taka nasza klasa.Autentycznie. Tekstu to ten bloger nie napisał żadnego, który traktował by o czymś. Wylicza zaś z wielkim uwielbieniem szkoły, które ukończył. No i musowo portal Goldenline.
Ten drugi zresztą też z Goldenline. Wow ! No i kobiety , to jego pasja. Imprezki i „wielka” polityka. Szkoły też wylicza, myśląc, że jest się czym pochwalić. No i to, z czym tak się obnosi: nienawiść do sympatyków PIS. On się po prostu tym chwali. Mnie osobiście nic do tego. Niech sobie nienawidzi. Jest tylko jedno małe „ale”. Ten człowiek jest członkiem Młodzieżówki PO, o czym pisze otwarcie, pod własnym nazwiskiem. No i to właśnie jest zastanawiające.
Obaj ci panowie doskonale pasują pod tych „młodych, wykształconych, z dużych miast”. Jak nikt inny udowadniają trafność tego określenia. Zapewne środowiska w których się oni obracają, prezentują sobą te same postawy.
Piszę o Panach Mikołaju Sobczaku i Rafale Beniowskim (slaughterhouse5)
„Normalnych ludzi znam pełno i jest OK. Mam dwa grzechy: antykaczyzm (nienawiść do wszystkiego co pisowskie i kaczystowskie), oraz zbyt lubię piekne kobiety. Dwie słabości. A tak to jestem całkiem normalny i z większością ludzi żyje się w optymistycznej zgodzie ;) Ciężko mi uwierzyć, że był Pan w Po skoro cały Pana blog jest pro-pisowski, i anty-po. A nawet jeśli był, to zmienił już poglądy na tyle, że nic nam po Panu. Ale zapraszam do komentarzy,”
To pisze młody Rafał Beniowski, członek Młodzieżówki PO.
To pisze młody Rafał Beniowski, członek Młodzieżówki PO.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)