Potwierdziły się moje przypuszczenia odnośnie "desperata", który w sobotę urządził strzelaninę w Rybniku na osiedlu domków jednorodzinnych.
Kszysztof W. oraz jego teść ( dziś emeryt) są mi dobrze znani. Teść był moim pracownikiem do czasu przejścia na emeryturę. Krzysztof W. miał w miejscu pracy nienajgorszą opinię. Był pracownikiem o dużych kwalifikacjach zawodowych. Dużo zawdzięcza teściowi, który był cenionym pracownikiem i ułatwił mu podnoszenie kwalifikacji.
Cztery lata temu, jego młodszy syn był w grupie przedszkolnej mojej żony. Rodzice angażowali się ponadprzeciętnie w sprawy przedszkola. Krzysztof W. malował w przedszkolu okna, a jego żona pomagała przy wykonywaniu gazetek ściennych. Dziecko przyprowadzali i odbierali z przedszkola na przemian. Jednym słowem sympatyczna i miła rodzina. Widywaliśmy ich też na wspólnych spacerach z dziećmi. W owym czasie nie było problemów z alkoholem w tej rodzinie. Co się pózniej stało ?
Właśnie...
Znajoma powiedziała mi, że miał wiatrówkę i czasami strzelał do ptaków z okna domu. Dowiedziałem się też, że pochwalił się w koledze, że ma karabin maszynowy, ale jak zaczął się dopytywać, to powiedział, że go sprzedał.
Nie wiem, czy to prawda, bo zapewne ludzie dorobią mu teraz niejedną twarz.
W każdym razie dla mnie to szok.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)