Nie chcę zanudzać, ale nie powstrzymam się od komentarza po dzisiejszym otrzymaniu ostatnich dokumentów z MAK-u. Proszę nie mieć mi za złe, że parę spraw „oczywistych” przytoczę:
Śmierć prezydenta RP pod Smoleńskiem badają:
- polscy śledczy, skazani przez własny rząd do pracy ( m. in.) na niekompletnych stenogramach z kokpitu pilotów;
- Rosjanie, którzy od razu wykluczyli zamach;
- ... i kilkunastu dziennikarzy uważanych przez niektórych „kolegów” po fachu za „oszołomów”. Do oszołomów dołączył „oszołom” wagi pierwszej – Antoni Macierewicz.
Gdyby tak wyglądało śledztwo w sprawie głośnej katastrofy boeinga nad szkockim Lockerbie w 1988 r., do dziś nie wiedzielibyśmy, że samolot strącili terroryści( nie sugeruję zamachu pod Smoleńskiem).
Po katastrofie w Smoleńsku, media („nasze media” wg oceny reżysera Wajdy oraz Gazeta Wyborcza ) zamiast prowadzić własne śledztwa, z dnia na dzień po wypadku oskarżały o „nienawiść”, „mroczne pasje”, „obsesje” i „podłe myśli” każdego, kto ośmielił się stawiać hipotezy o celowym zniszczeniu samolotu z prezydentem Polski na pokładzie (wszystkie te określenia z jednego tylko tekstu Piotra Stasińskiego z „Gazety Wyborczej”). Ofiarami tego medialnego terroru padli zarówno politycy (głównie PiS), jak i dziennikarze oraz blogerzy, którzy pozostali sceptyczni wobec raportów rosyjskich śledczych i zapewnień rządu RP o polsko-rosyjskim pojednaniu.
Od dnia tragedii nad Lockerbie własne śledztwa prowadziło dziesiątki dziennikarzy z Europy Zachodniej i USA, m.in. z „Time”, „Die Zeit” czy „Washington Post”.
„Mroczne pasje” i „obsesje” zachodnich dziennikarzy ( wstyd pisać, że niezależnych) przejawiały się w starannym dokumentowaniu okoliczności katastrofy, przepytywaniu setek informatorów ze służb specjalnych i naocznych świadków zdarzenia, krytyce prowadzonego śledztwa oraz stawianiu najrozmaitszych, często zupełnie nieprawdopodobnych hipotez.
O strącenie amerykańskiego samolotu dziennikarze podejrzewali m.in. terrorystów z Libanu, bojowników palestyńskich, syryjskich handlarzy narkotyków, władze Iranu, radykałów z Libii (do tej wersji przychylili się brytyjscy i amerykańscy śledczy), agentów Stasi, szpiegów Mossadu, a nawet CIA. Niektóre z tych hipotez były oczywiście określane mianem „teorii spiskowych”, ale nikomu nie przyszłoby do głowy nazywać ich „piekielną kampanią”, „sabatem czarownic” czy efektem „mrocznych pasji” – jak to uczynił na gorąco Piotr Stasiński z Gazety Wyborczej.
Dziennik „Newsday” z 3 kwietnia 1989 r. pisał:, (…) w Szkocji aż 11 tys. policjantów i żołnierzy brytyjskich przeszukiwało tereny, na których mogły znajdować się szczątki samolotu (był to obszar 2 tys. km kw.!). Towarzyszyły im helikoptery wyposażone w specjalistyczne termowizory. Każdy drobny odłamek (a znaleziono ich grubo ponad 10 tys.) został oznaczony, osobno zapakowany i odwieziony w miejsce, gdzie znaleziska poddawano prześwietleniom promieniami rentgenowskimi i chromatografii gazowej (w celu znalezienia ewentualnych pozostałości po materiałach wybuchowych). Dziś wiemy, że tylko dzięki tak drobiazgowym badaniom odnaleziono nadpalony fragment samolotu ( skrawek materiału) , który po wnikliwym śledztwie naprowadził prokuratorów – poprzez Niemcy, Czechosłowację i Maltę – na trop terrorystów z komunistycznej Libii. Ten „fragment” leżał ok. 6 km od miejsca upadku większych części samolotu !
Maszyna, która po eksplozji bomby rozerwała się na trzy części i spadła z wysokości 9 km, została zrekonstruowana w 80 proc. i do dziś jest przechowywana w miejscowości Lincolnshire.
Brytyjscy i amerykańscy śledczy bardzo poważnie podeszli też do sprawy obdukcji i zbadania ciał pod kątem kryminalistycznym.
W książce Geraldine Sheridan i Thomasa Kenninga pt. „Survivors: Lockerbie” (1993 r.) czytamy, że po katastrofie wiele ciał ofiar wciąż leżało w ogródkach miasteczka. Nie był to jednak oczywiście wynik niechlujstwa lub złej woli policji (jak w przypadku Smoleńska), lecz działanie dla dobra śledztwa: leżące przed domami zwłoki były szczegółowo fotografowane i oznaczane, aby po porównaniu z rozkładem miejsc w samolocie ustalić dokładną siłę i kierunek ewentualnego wybuchu bomby na pokładzie.
W Rosji, gdy polski Tu-154 został rozerwany na strzępy po upadku z kilku metrów, analizy takiej nie przeprowadzono, gdyż jeszcze w dniu katastrofy rosyjskie władze ogłosiły, że wersja zamachu nie jest przez nich brana pod uwagę.
W Rosji, gdy polski Tu-154 został rozerwany na strzępy po upadku z kilku metrów, analizy takiej nie przeprowadzono, gdyż jeszcze w dniu katastrofy rosyjskie władze ogłosiły, że wersja zamachu nie jest przez nich brana pod uwagę.
Nie twierdzę, że to był zamach. Myślę jednak, że dziś po raz kolejny przekonaliśmy się, że z naszym Państwem jest coś nie tak.
Przejście tak naprawdę do porządku dziennego nad tym zdarzeniem przez władze państwowe i sporą część mediów jest czymś, czego nie można określić mianem skandalu. To trzeba nazwać inaczej.
Kondominium Prezesie, kondominium.
…
Cieszmy się tym, że już drugie pokolenie nie wie co to zniewolenie.
Martwmy się tym, że oni tego nie wiedzą….


Komentarze
Pokaż komentarze (13)