Zamieszczam reprint mojej osobistej notki. Niech to będzie niejako pomocny wkład w wysiłki Rybitzky'ego w odkrywanie "śląskości".
(...)
Piszę dziś o moim Dziadku ze strony Mamy, którego nigdy nie było mi dane poznać z prostej przyczyny, zmarł wcześniej niż ja się urodziłem. Piszę ten tekst w oparciu o opracowanie mojego Ojca, które wkrótce ukaże się w miesięczniku parafii boguszowickiej (dzielnica Rybnika) „Serce Ewangelii”.
Za zgodą Ojca zmieniam tekst na bardziej osobisty.
Dziadek Józef urodził się 15 marca 1905 r. i został, jak wielu, ofiarą obu wojen światowych. W wojennym 1918 roku zmarli na tyfus jego ojciec i brat. Wraz z młodszym bratem Henrykiem wychowywali się w biedzie.
Henryk został górnikiem. Ożenił się w Gotartowicach z Zofią Buchalik, wybudował tam dom i tam też zamieszkał.
Mój Dziadek Józef wychowywał się razem z dziećmi sąsiada Franciszka Konska, u którego bardzo często przebywał. Szczególnie zaprzyjaźnił się z Wilhelmem. Obaj pojęli za żony córki Franciszka Kotyrby z Ligoty, Józef – Łucję ( moją Babcię), Wilhelm - Klarę.
Pierwszego września 1927 r. dziadek został zatrudniony w Urzędzie Gminnym w Boguszowicach w charakterze sekretarza gminnego. Na tym stanowisku pracował do wybuchu wojny. W dokumentach z lat międzywojennych znajdują się pozytywne oceny jego pracy w tamtych latach.
Moj dziadek przy budowie Kopca Piłsudskiego w Krakowie ( 1935).
Z uciułanych pieniędzy gromadził materiał do budowy domu. Ówczesnym zwyczajem wykorzystał piasek znajdujący się na miejscu przyszłej budowy i produkował kamienie, z których każdy zastępował 12 cegieł. W ten sposób budujący obniżali koszty budowy. Latem 1939 r. wykonał wykopy pod fundamenty domu. Wybuch wojny udaremnił jednak samą budowę. Niemieckie władze gminne zarekwirowały nagromadzone materiały budowlane i przeznaczyły je na cele gminne. Kamienie wykorzystano przy budowie murów oporowych na boisku szkolnym, zaś szyny przy budowie zbiornika przeciwpożarowego.
(Po wojnie, dzięki przychylnej postawie ówczesnego przewodniczącego Prez. Os. Rady Narodowej, babcia Łucja otrzymała symboliczne odszkodowanie , które niestety nie pozwalało nawet na miesieczne przeżycie.)
We wrześniu 1939 r. dziadek Józef został przez Niemców usunięty z pracy w urzędzie gminy i skierowany na prace przymusowe do Niemiec. Żyjąca córka, moja ciotka Eugenia, nie pamięta w której miejscowości pracował przymusowo. Przydały mu się tam znajomość języka niemieckiego oraz doświadczenie w pracach biurowych.
Szczęśliwym trafem znalazł zatrudnienie w charakterze tłumacza w firmie kierowanej przez Austriaka, która w Zamysłowie ( dziś dzielnica Rybnika) budowała zniszczony wiadukt kolejowy na linii kolejowej Rybnik- Sumina. Po ukończeniu odbudowy nie skorzystał z propozycji przeniesienia się z firmą na inne miejsce. Wybrał rodzinę. Zatrudniono go jako magazyniera na dzisiejszej Kopalni Jankowice noszącej wtedy nazwę Blücherschächte.
W połowie 1944 r., mając 39 lat, został wcielony do wojska niemieckiego. Przydzielono go jako pielęgniarza do oddziału sanitarnego. Przebywał z jednostką wojskową w okolicach Wrocławia. Zachował się jego list z 6 września 1944 r. pisany w Trzebnicy do babci. Oto jego fragment: …
„Te italijoki się teraz doczekali wolności, jak już italijo mają prawie że całą amerykanie. Co do tej wojny to się to razem zakończy jak tak dalej pójdzie, kiedy już w Belgji są, a tego Rusa teraz zatrzymali i to ci będą prędzej tu aniżeli ten Rus. Jestem ciekawy jak długo to jeszcze potrwa. Teraz to co dzień jest coś nowego. Finlandja się też już poddaje, ciekawe, kto będzie następny”...
W listopadzie 1944 r. napisał po niemiecku list do Eugenii. W tłumaczeniu polskim możemy w nim czytać:
„Kochana Eugenio! Twoje ukochane trzy listy otrzymałem, za co Ci serdecznie dziękuję. Na Boże Narodzenie nikt nie dostanie urlopu, więc nie mogę liczyć na żaden urlop. Kochana Eugenio! Posyłam Wam jutro paczkę z orzechami bukowymi, którą Wam już obiecałem. Zapakowałem także kilka dobrych cukierków. Dziękuję Ci także za Twoją pilność; że pilnie się uczysz i piszesz. Bądź zawsze tak pilna i grzeczna, to będziesz w szkole chwalona przez panią. Kończę moje pisanie i pozdrawiam Was wszystkich, Mamę, Halinę, Bolka i Ciebie. Zostańcie z Bogiem do rychłego zobaczenia. Wasz ojciec”.
Wyrażona w liście do Babci nadzieja, że Amerykanie przyjdą szybciej niż „Rusy”, nie sprawdziła się. Rosjanie okazali się szybsi. Od 13 lutego do 6 maja 1945 r. trwało oblężenie Wrocławia i okolicy. Dziadek znalazł się w kotle, a później w niewoli sowieckiej. Zachowały się w jego kalendarzyku następujące zapisy:
1.4. bombardowanie Wrocławia,
2.4. dalsze bombardowanie,
4.4. bombardowanie, kościoły,
wszystko zniszczone,
6.5. kapitulacja Wrocławia,
7.5. godz. 10 odmarsz,
8.5. postój w Schreibersdorf,
9.5. przybycie do ? i nocowanie w polu,
10.5. noc w polu,
11.5. noc na placu w lagrze,
12.5. kwarter (kwatera) w baraku,
3.6. przygotowanie do transportu,
4.6. wieczorem wyjazd,
5.6. odjazd rano do Częstochowy,
6.6. przybycie do Ostrowca,
7.-8.6. przejazd przez Ćmielów i postój
na stacji ? (brak wody), upał,
Sandomierz,
9.-10.6. Postój w Rozwadowie (upał),
11.6. odjazd z Rozwadowa”,
12.6. przejazd przez Lublin, postój
kilka kilometrów za Lublinem,
13.6. przybycie do Chełma,
14.6. postój w Chełmie brak chleba,
15.6. 2,75 x 2,75 na 9 chłopa,
16.6. 1 raz zupa?
17.-19.6. wiatr postój w Chełmie,
20.6. o godz. 10. wieczór odjazd,
22.6. przyjazd do Kowla
i przeładowywanie do
wagonów rosyjskich,
23.6. przyjazd do Korostyn (Korostynia),
24.6.
25.6.
26.6. postój,
27.6. Rostów,
29.6. Kaukaz,
1.7. przejazd przez ? (pustynię,
upał, brak wody),
2.7. rano przyjazd na miejsce,
(na tym kończą się notatki)
Dziadek zmarł na tyfus i został pochowany nieopodal Tyflisu nad rzeką Kura. Cztery miesiace po zakończeniu wojny do mojej Babci dotarł współtowarzysz niedoli, który został zwolniony wraz z grupką Polaków i przywiózł smutne wieści.
Ten teks piszę po to, by dołożyć jakąś tam cegiełkę w postrzeganiu Śląska, bo moj Dziadek był Ślązakiem.
Ja też nim jestem.
Na koniec chciałbym podziękować mojemu Ojcu, że zgodził się na modyfikację jego tekstu.





Komentarze
Pokaż komentarze (15)