Napisano sporo na temat nowego rządu Donalda Tuska. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na trzy osoby, których wejście do rządu nie podlegało żadnej dyskusji. Oni po prostu tam się musieli znaleźć, czy to się dziś Tuskowi podoba, czy tez nie.
Wielu komentatorów twierdzi, że Tusk przy okazji tworzenia rządu wyczyścił sobie przedpole, lub też wskazał swoje kolejne, potencjalne ofiary. Może i tak jest. Może los Schetyny oraz awanse Gowina i Nowaka źle im wróżą. To jednak w skali interesu Polski wydaje się być drugorzędne.
Tusk bowiem po czterech latach rządzenia nie poszedł w jakość. Poszedł w kolejne uwikłanie rządu we własne cele, obojętnie jakie one są. Interes Polski jako kraju został sprowadzony dramatycznie do poziomu osobistych ambicji i uwikłań, w które Tusk wpadł rządząc krajem 4 lata.
Minister Finansów Rostowski…
Od nikogo chyba Tusk nie uzależnił się tak bardzo jak od Rostowskiego. Potencjalny rozwód pomiędzy obu panami jest niemożliwy. To Rostowski wykreował Tuska w sferze gospodarki i finansów, a Tusk wykreował Rostowskiego w roli prominentnego polityka. Obaj razem zabrnęli w Zieloną Wyspę tak daleko, że osobno z tej ścieżki nie da się już zejść. Trudno zresztą wyobrazić sobie kogoś, kto mógłby zastąpić Rostowskiego, nie poddając krytyce przynajmniej części jego decyzji. Tusk o tym doskonale wie. Wie też, że jakiekolwiek zmiany w dotychczas praktykowanej filozofii Rostowskiego, biłyby w pierwszym rzędzie w niego samego. Tak więc są skazani na siebie. Osobiście nie sądzę, by Tusk czuł z tego powodu dodatkowy komfort. Prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, że poszedł o jeden most za daleko. Pozostaje kwestia księgowania… któż to lepiej zrobi niż Rostowski ?
Tak więc jeżeli przyjdzie się kiedyś z czegoś tłumaczyć, to tylko w duecie.
Drugą personą jest Tomasz Arabski. Co prawda nie dostał się do Sejmu, ale zbyt dużo wie o Kancelarii Premiera, by Tusk pozwolił sobie stracić nad nim „kontrolę”. Arabski był pierwszą postacią na linii walki z Prezydentem Kaczyńskim. Miał dostęp do zamierzeń Premiera, a może i organizował jego pomysły. Arabski jest, zachowując wszelkie proporcje, kimś na wzór Martina Bormana w Kancelarii Rzeszy. Jednym słowem człowiek od czarnej roboty. Takiego nie puszcza się wolno. On po prostu za dużo wie.
Dochodzimy więc powoli do Radosława Sikorskiego.
Jak mąż swojej żony mógł pozostać poza rządem oraz dotychczasowym stanowiskiem ?
To proste jak konstrukcja cepa. Tusk nie jest politycznym samobójcą, a tym bardziej Jasiem Fasolą. Dobrze wie, że pozycja Anny Applebaum w świecie polityki i mediów jest zdecydowanie większa niż samo ministrowanie Sikorskiego, co nawet głupi MS Word wie, podobnie jak słowo sowieci uważa za obraźliwe.
A reszta ?
A jakże, reszta jak reszta. Potrafię zrozumieć ministrowanie pani Muchy, bo w końcu po rozwodzie zeszła się z wielkim biznesem, ale już za Chiny Ludowe nie mogę zrozumieć czym zawinił taki minister Kwiatkowski ?
Może tym, że zbyt dużo głosów zebrał w Łodzi ?
Nowakowi się nie dziwię, bo gdybym był Tuskiem, to też bym go rzucił na te „autostrady”, tak dla jaj, by się nam nie nudziło, wszystkim.
Gowin ?
To też dla jaj, bo super wygląda facet w basenie z krokodylami, he, he… Będzie jak znalazł, bo Arłukowicz od "zdrowia" zaczynał w Reality Show, może więc nakręci na żywo ;)
A Schetyna sobie pojeździ po świecie, może nawet więcej niż słynny obieżyświat Iwiński z SLD.
Zawsze to lepsze niż to jak w tym wierszyku: „Idzie Grześ przez wieś, worek piasku niesie…”



Komentarze
Pokaż komentarze (64)