Nieuchronnie zbliża się koniec roku 2011. Dla wszystkich to czas jakichś tam rozliczeń. Dla rządu też. Koniec roku dla każdego rządu jest czymś, co musi skupiać największą uwagę, gdyż każdorazowo dzień 31 grudnia weryfikuje plany, założenia, a także wskazuje działania, które w gospodarce kraju należy podjąć w kolejnych miesiącach.
Tak naprawdę, to my, obywatele dowiemy się o stanie naszych wspólnych włości pod nazwą Rzeczpospolita w okolicach marca 2012, bo to wtedy Eurostat opublikuje dane o stanie naszej gospodarki.
Dzień 31 grudnia jest dniem wyjątkowym także z tego powodu, gdyż w tym dniu wyjątkowego znaczenia nabiera kurs polskiej waluty. To od niego będzie zależało, jaki jest poziom naszego zadłużenia zagranicznego. Im słabszy złoty, tym większe zadłużenie i to „pójdzie” do statystyk. Całościowe zadłużenie Polski sięgnie na koniec roku 800 mld zł. Polska zadłuża się od roku 1989, ale nigdy jeszcze , żaden rząd nie zadłużył Kraju w takim tempie i w takiej wysokości , jak zrobił to rząd PO – PSL przez cztery minione lata. W tym okresie zadłużono Polskę na prawie 300 mld złotych. Ktoś napisze, no dobrze, jest kryzys, wszyscy się
zadłużają… to prawda, tylko jak ta prawda ma się do następujących danych:
Do budżetu z prywatyzacji wpłynęło prawie 50 mld zł, z dywidend uzyskanych ze spółek skarbu państwa też prawie 50 mld, z Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych 10 mld zł, z Funduszu Rezerwy Demograficznej ponad 11 mld zł. To razem 120 mld złotych. Zostawiam na boku wpływy podatkowe.
Jak więc te extra 120 mld zł wpływu do państwowej kasy ma się do zaciągniętych długów na sumę 300 mld zł ?
Myliłby się jednak ten, kto uważa , że owe 300 mld zadłużenia, to kwota prawdziwa. Państwo polskie ma jeszcze inne obciążenia, których nie wykazuje w oficjalnych statystykach.
To przykładowo 10 mld zł zobowiązań w ochronie zdrowia, i 15 mld zł zobowiązań Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Te zobowiązania, to kredyty zaciągnięte przez te instytucje.
Myślicie, że to już koniec ? Bynajmniej !
Krajowy Fundusz Drogowy wrzucono „za kołnierz” samorządom, a tam zobowiązania wynoszą już ok. 30 mld zł. Oczywiście minister Rostowski nie wlicza tego do oficjalnych statystyk.
Wyliczy to w marcu Eurostat.
Co więcej, w paru wywiadach ludzie z Ministerstwa Finansów rzucili nowy pomył. Chodzi o to, by nie wliczać kredytów, jakie zaciągnęło państwo, a jeszcze ich nie skonsumowało, do zadłużenia kraju !
To tak, jak wziąć przykładowo kredyt na święta w wysokości 1000 zł, kupić prezenty za 500 zł i powiedzieć, że moje zadłużenie wynosi 500 zł. Sprytne, nieprawdaż ?
Podsumujmy…
Jak się ma polski wzrost gospodarczy, jeden z najwyższych w Europie po zaprezentowaniu powyższych faktów ?
Jak to się ma do naszego zadłużenia , tego całościowego, dużo wyższego niż te 300 mld zł ?
Nie dziwią więc trzy warianty budżetowe Rostowskiego. Jakoś trzeba z faktami się uporać. Gdzieś to trzeba upchnąć, na coś trzeba Polaków przygotować.
Wydaje się, że minister Rostowski ma już opracowaną pierwszą linię obrony. Przez 4 lata poprawiano po PIS-ie, a teraz przyjdzie poprawiać po nieudolnych urzędnikach z UE.
Na "szczęście" nie jesteśmy w euro landzie, to nam mogą naskoczyć. Czy jednak taka logika ma sens ?
No i jak to się skończy, gdy Eurostat opublikuje dane…
Oby nie okazało się, że Polska to taki fitulitin geszeft z zarządem hochsztaplerów.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)