Żeby ten tekst obrazowo rozpocząć posłużę się dość trafną wypowiedzią Wojciecha Białka, analityka SEB TFI:
Żyjemy w czasach pieniądza papierowego, ale nie jest to pierwszy taki przypadek w dziejach świata. Mam na rysunku porównanie Santa Marii, statku Krzysztofa Kolumba z XV wieku, z chińskim statkiem kursującym w pierwszej połowie XV wieku do Indii i Afryki. Otóż to był okres, kiedy w Chinach funkcjonował papierowy pieniądz. Marco Polo wrócił stamtąd zszokowany odkryciem, że chiński cesarz jest w stanie drukować papierowy pieniądz i kupić za to „wszystkie skarby świata". Przyniosło to hiperinflację, system został „zresetowany" włącznie z handlem międzynarodowym, który był finansowany przez ten pieniądz. Kraj zamknął się na wiele lat na wpływy zewnętrzne, pieniądz papierowy zarzucono na kilkaset lat. Gdy Europejczycy dotarli do Chin wiele lat później, kraj był wciąż na niższym poziomie niż w czasach pieniądza papierowego. Gdy w przyszłości historycy będą się zastanawiać, jak to było możliwe, że w 1969 r. Amerykanie wylądowali na Księżycu, a 200 lat później nadal to było największe osiągnięcie ludzkości, to być może ta analogia z Chinami będzie pożyteczna.
Warto więc wrócić do pierwszego nowożytnego kryzysu światowego , którego początek miał miejsce nomen omen także w USA.
W owym czasie też powstawały tzw bańki spekulacyjne, ale nie było możliwości kumulacji ich działań w dłuższym okresie czasu. Przyczyna była trywialnie prosta. Pieniądz miał pokrycie w złocie. Gdy doszło do krachu na Wall Street, rząd USA był bezradny i bezwolny w stosunku do banków. Złota po prostu nie dało się „dodrukować”. Nastąpił masowy upadek banków, fala bankructw z powodu braku kredytów i świat cofnął się do początków XX wieku. Świat zszedł z błędnej ścieżki przeinwestowania stosunkowo szybko.
Wystarczyło 5-7 lat, by kapitalizm zaczął znów funkcjonować tak jak powinien. Stały rozwój trwał nieprzerwanie, nawet pomimo wybuchu II wojny światowej aż do roku 1971, gdy to prezydent Nixon, pod naciskiem bankierów, zdecydował o zniesieniu parytetu w złocie w stosunku do dolara.
Od tego momentu Świat znów wkroczył na niebezpieczna ścieżkę, zważywszy na rolę dolara w ogólnoświatowej gospodarce. Pierwsze symptomy nadchodzącego kryzysu można było zaobserwować już w początku lat 90-tych, a były związane z nowym „cudem” świata, czyli Internetem. Nastąpił gwałtowny rozwój sieci, a poprzez nią wzrosły irracjonalnie ceny spółek internetowych różnych branż, w tym banków oraz innych instytucji finansowych. To był początek. Internet otworzył nowe, dotychczas nieznane możliwości w uprawianiu biznesu. Powstały też nowe, niezdefiniowane dotychczas zagrożenia.
Drugim istotnym czynnikiem dzisiejszego kryzysu było powstanie w Europie Eurolandu, czyli grupy państw, o różnym poziome rozwoju, mających tę samą walutę. Zamierzeniem było konkurowanie z dolarem i ewentualne przejęcie przez euro roli dolara w gospodarce swiatowej. Jak to założenie było wzięte z kosmosu, przekonaliśmy się tak naprawdę rok temu, gdy Amerykanie postanowili masowo dodrukować dolarów.
Euro świat poległ spektakularnie na przykładach Grecji, Irlandii, Hiszpanii i Włoch. Siła gospodarki amerykańskiej jest siłą wszystkich stanów w stopniu porównywalnym, w przeciwieństwie do Eurolandu.
Co dalej ?
Dalej to strach pomyśleć. Przynajmniej gdy chodzi o Europę.
Co się stanie, gdy ta wielka światowa bańka spekulacyjna, pompowana na dodatek przez europejskich technokratów pęknie, tego nikt nie jest dziś w stanie oszacować .Przerasta to po prostu wyobraźnię.
Nie da się wiecznie dodrukowywać pieniędzy, bo w końcu na skutek inflacji przemysł zatraci zdolność konkurencji, ceny staną się elementem spekulacyjnym, a obywatele słabszych państw, z dnia na dzień zostaną żebrakami.
Czy dziś można przeprowadzić kontrolowany upadek banków ?
Warto zapytać Chińczyków z czasów Marco Polo.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)