Ten Zebe... Wiesz co. Wypieprz go stąd. Z hukiem. Bez dyskusji. Jeśli tego nie zrobisz, będziesz miał grzech. Zaufaj mi jako osobie pobożnej.
Coryllus odpowiedział – dobra.
Powiem szczerze, że jeszcze nie sprawdziłem u Coryllusa, czy mogę komentować na jego blogu. Nie sprawdziłem i nie sprawdzę, bo oto spięło się ostatnie ogniwo i łańcuch nie ma już dwóch końców.
Swego czasu oddałem głos sms-owy na Toyaha (Osiejuka) w jego walce o tytuł Blogera Roku. Swego też czasu kupiłem książkę Coryllusa, gdy zrobiło mi się go po prosu żal. Nie podam tytułu książki, by nie robić Autorowi jakiejś tam negatywnej reklamy.
Po lekturze tej książki uznałem, że Autor jest zwyczajnym grafomanem. Tego po prostu nie dało się strawić. To oczywiście moja subiektywna ocena. Tym niemniej poczułem się nabity w butelkę. Trudno. Przynajmniej Coryllus nie umrze z głodu – pocieszałem się.
U obu bohaterów tej krótkiej notki komentuję rzadko, by nie powiedzieć, że nader rzadko. Zraził mnie do nich ich fundamentalizm i swoiste samouwielbienie.
Toyah jest dziś ledwo tlącą się gwiazdą, a Coryllus nieudolnym uczniem czarnoksiężnika, by nie napisać, że żałosną kalką. Mam prawo tak pisać, bo na obu wydałem swoje pieniądze.
Otóż u Coryllusa pod jego ostatnim tekstem napisałem:
Pożytek z tej Twojej przypowieści jest taki, że nikt mnie nie zmusza do przeczytania tego tekstu.
Nawet nie zapytam, po co to napisałeś, bo wiem, żeś grafoman.
Może to nie było zbytnio eleganckie, ale prawdziwe.
Coryllus mi odpowiedział w sposób przewidywalny. Kto chce niech sobie sprawdzi.
Nie mam zamiaru tego jego komentarza uzasadniać, bo nie chce mi się tematu rozwijać.
Tak więc nie wiem, czy Coryllus posłuchał Wielkiego Mistrza, którego naśladuje we WSZYSTKIM, czy też te jego „dobra” jest czymś na odczepkę.
Ja nie mam najmniejszego zamiaru sprawdzać.
Wasz łańcuszek się zamknął. Kolejnych ogniw nie dołożycie. Możecie tylko przesuwać ogniwa jak paciorki różańca.
Jak osobom pobożnym przystało.
Nie komentuję tego tekstu.


Komentarze
Pokaż komentarze (40)