Egzotycznych pomysłów ze strony Donalda Tuska było już tak wiele, że kolejne nie powinny już nikogo dziwić. Premier, który próbuje działać zanim pomyśli, już nam się wystarczająco opatrzył i szczerze mówiąc na mało kim robi już wrażenie i mało kogo przekonuje nawet wśród „swoich”, którzy także już widzą, że „ten typ tak ma”. Jeżeli sprawa dotyczy naszego krajowego podwórka, to jeszcze pół biedy. Gorzej, gdy pomyślunek Premiera przekracza niewidzialne granice z Schengen. Nie chodzi mi bynajmniej o to, co można by określić mianem „jak nas widzą, tak nas piszą”, bo to rzecz względna, często inspirowana politycznie, ale o coś innego, dużo bardziej poważnego, bo dotykającego istoty naszej polityki zagranicznej.
Są sprawy w polityce zagranicznej każdego państwa uznawane za kluczowe czyli takie, które ocierają się o rację stanu – słowo zapomniane podczas rządów obecnej ekipy. Warto więc przypomnieć sobie jaka była pierwsza decyzja Donalda Tuska w kwestii polityki zagranicznej tuż po objęciu władzy w 2007 roku. Otóż tą decyzją było zdjęcie polskiego weta na przyjęcie Rosji do WTO, co zostało roztrąbione w całej Europie jako niebywały sukces na drodze poprawy stosunków z Rosją. Tym sposobem Tusk pozbył się jedynego atutu, którym dysponowała Polska w stosunkach z państwem Putina.
Jest jednak sprawa druga. Ta świeża, bo z ostatnich tygodni i dni. Chodzi o mityczną już dzisiaj Unię Energetyczną, zaproponowaną przez Tuska. Już sam fakt, ze Tusk nie skonsultował tego z nikim w Europie na drodze dyplomatycznej potwierdza to co napisałem wcześniej o tym naszym „Filipie z konopi”. Zaskoczona na konferencji prasowej Merkel mogła tylko utwierdzić się w przekonaniu, że Tusk nie może być w żadnym wypadku traktowany poważnie. Zresztą oficjalne stanowisko Niemiec w tej kwestii jest już znane od tygodnia. W ostatnich dniach pomysł Tuska spotkał się z brakiem „zrozumienia” ze strony Czech. Na tym tle brukselski apel Tuska o europejską solidarność w tej kwestii staje się groteskowy, a próby uszczegółowienia całego planu bardziej wyglądają na wycofywanie się rakiem niż na jakieś sensowne rozwiązania.
Tymczasem Putin nie zasypia gruszek w popiele i pokazał całej Europie „kto tu rządzi” wystawiając w pierwszej kolejności na odstrzał Tuska wraz z jego nierealnym od samego początku pomysłem.
Po podpisaniu umowy z Chinami – wyśmianej przez „ekspertów” TVN-owskich, wśród których bryluje niejaki Rafał Wojda – na Europę padł blady strach. Pan Wojda cieszy się z tego, że Chiny wynegocjowały bardzo korzystną dla nich umowę, nie dostrzegając ogromnego sukcesu Rosji, która w tym momencie staje się stroną jednoznacznie dyktującą warunki w kwestii energetycznej w Europie. Tym samym pada tuskowa unia energetyczna zanim ktokolwiek na poważnie przyjrzał się temu iluzorycznemu projektowi.
Myślę jednak, że cały ten pomysł z unią miał służyć Tuskowi w innym celu niż dbałość o polskie interesy. Polskie interesy zostały przegrane w grudniu 2010, gdy ówczesny wicepremier w rządzie Donalda Tuska, Waldemar Pawlak podpisał umowę z Rosją na dostawy gazu do roku 2022, na wyjątkowo niekorzystnych dla Polski warunkach - formuła cenowa kupowanego gazu oparta na cenach ropy naftowej i ceny prawie 2- krotnie wyższe niż te po jakich Rosja chciała ostatnio sprzedawać gaz Chinom i znacznie wyższe niż dla odbiorców w Europie Zachodniej takich jak RWE E.ON, czy GDF Suez, zakaz reeksportu przez Polskę gazu kupionego w Rosji, opcja bierz i płać (a więc płać także wtedy kiedy nie jesteś w stanie gazu zużyć). Szczegóły kontraktu nie zostały ujawnione. Pierwotnie umowa miała obowiązywać do roku 2037, co wzbudziło niepokój nie tylko w kraju ale i w Brukseli.
Tusk zdaje sobie sprawę, że nie będzie rządził wiecznie i wie, że jedną z pierwszych rzeczy jaką zrobią rządzący po nim, będzie weryfikacja tego kontraktu. Unia energetyczna prawdopodobnie miała być swoistą ucieczką Tuska do przodu. Tymczasem ten wariant właśnie co odchodzi w niebyt.
To tylko jeden wątek z teki dziwnych pomysłów Donalda Tuska.




Komentarze
Pokaż komentarze (11)