17 obserwujących
801 notek
1211k odsłon
268 odsłon

Po piekle warszawskiego getta, Kosów wydawał się być rajem

Wykop Skomentuj

Obiecałem już dawno opisać pewną autentyczną, lecz nieznaną szerzej historię, z którą jestem emocjonalnie związany. Być może jutrzejszy zjazd w Jerozolimie, określany jako Światowe Forum Pamięci Holocaustu, gdzie padnie zapewne wiele nieprawdziwych słów na temat roli Polski w II WŚ, jest odpowiednim momentem? Historia jest dość obszerna i wielowątkowa, dlatego postaram się streścić ją i dopasować do formatu tego forum. Jeśli będzie zainteresowanie i potrzeba jestem gotów na bieżąco ją uzupełniać.


Ciekawą i dramatyczną, a zarazem jedną z ostatnich kart w historii Żydów Kosowa Lackiego, stanowią losy rodziny Koenigsztajnów. Na skutek dramatycznych wydarzeń wojennych pochodząca z Pruszkowa pod Warszawą zamożna żydowska rodzina Koenigsztajnów i polska, skromnie żyjąca, katolicka rodzina Góralów z Kosowa Lackiego, przeżyły pod jednym dachem w trudnej koegzystencji i w nieustannym strachu ponad dwadzieścia miesięcy. Kim byli Koenigsztajnowie i skąd się wzięli w Kosowie Lackim, skoro do czasu wybuchu wojny prowadzili dostatnie życie w podwarszawskim Pruszkowie? Jak doszło do ich pojawienia się w gospodarstwie Góralów, o których nigdy wcześniej nie słyszeli?


Koenigsztajnowie byli zamożnymi Żydami: posiadali trzypiętrową kamienicę w Pruszkowie przy ul. Kraszewskiego 12, oraz nowoczesną rzeźnię na obrzeżach miasteczka przy ul. Polnej 63. Po dojściu w 1933 r. do władzy w Niemczech Hitlera polskie gazety i radio nie szczędziły informacji o nasilających się w tym kraju prześladowaniach Żydów. Jesienią 1938 r. władze hitlerowskie wysiedliły pod przymusem do Polski kilka tysięcy osób pochodzenia żydowskiego z polskimi paszportami, które opowiadały o doznanych okropnościach ze strony hitlerowców. Wydaje się, że Koenigsztajnowie zupełnie zlekceważyli te niepokojące sygnały, gdyż nie kwapili się do opuszczenia Polski i wyjazdu. Nawet we wrześniu 1939 r. nie próbowali opuścić dogorywającej Polski przekraczając jej wschodnią, czy południową granicę, jak to zrobiło wiele tysięcy polskich obywateli różnych narodowości.


Kiedy więc po kampanii wrześniowej Niemcy wkroczyli do Pruszkowa i szybko utworzyli w nim getto, Koenigsztajnowie nie próbowali ukryć się, czy wyrobić sobie „aryjskie papiery”, lecz poszli do niego, i to niemal z pustymi rękami i bez żywności. Znaleźli się więc w trudnym położeniu, ale na szczęście, nie cierpieli głodu dzięki koszom z żywnością podrzucanym im od czasu do czasu przez zaprzyjaźnionego Polaka Bińkowskiego. Niestety, wkrótce ta pomoc skończyła się, gdy Niemcy zlikwidowali getto w Pruszkowie, a znajdujących się w nim Żydów przetransportowali samochodami ciężarowymi do getta warszawskiego. Przesiedlenie miało miejsce w środku zimy, 30 stycznia 1941 r. W warszawskim getcie znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji wśród obcych ludzi, walczących za wszelką cenę o przetrwanie, pomimo szerzącego się głodu i chorób.


Koenigsztajnowie postanowili uciec z getta zanim wyczerpią się ich zasoby finansowe. Postanowili szukać azylu w odległym o blisko 100 km. Kosowie. Sądzili, że znajdą tam bezpieczny dach nad głową w należącym przecież do nich majątku „Kraszew”. Dzięki niewielkim łapówkom rodzina szczęśliwie dotarła do Kosowa. Kosów, po podziale Polski między Niemcy, a Związek Sowiecki, od 1939 r. znajdował się tuż obok nowej sowiecko-niemieckiej granicy, która do 22 czerwca 1941 r. przebiegała na rzece Bug. W tym okresie bliskość granicy sprzyjała próbom ucieczki do Związku Sowieckiego, które najczęściej podejmowały osoby pochodzenia żydowskiego i komuniści.


Ironią losu jest, że Koenigsztajnowie uciekając z getta warszawskiego do odległego Kosowa, by się schronić i przeczekać wojnę, znaleźli się mimowolnie bardzo blisko Treblinki, wówczas jeszcze nieznanej, niepozornej osady, która już za kilkanaście mie-sięcy miała się stać hitlerowskim obozem masowej zagłady. Do tego obozu niechybnie by ich wywieziono z Warszawy w bydlęcych wagonach, by zamordować i spalić, tak jak setki tysięcy innych ofiar. Po dotarciu do Kosowa przekonali się jednak, że ich decyzja o ucieczce z getta warszawskiego była słuszna, ponieważ ogólna sytuacja społeczności żydowskiej w Kosowie była w 1941 r. jeszcze względnie dobra w porównaniu z okropnościami, jakich doświadczyli w Warszawie.


Krewni Koenigsztajnów pozostali w getcie warszawskim aż do końca, co oznacza, że zamiast do Kosowa trafili do Treblinki i tam zostali zamordowani. Nasuwa się pytanie, czy sprowadzenie któregoś z nich w 1941 r. do Kosowa, czyli – jak to określił Mike – „z piekła do raju” – było dla Koenigsztajnów niewykonalne? Sytuacja ulegała gwałtownemu pogorszeniu latem 1942 roku, kiedy uruchomiono obóz zagłady, zwany potocznie Treblinka II, i Niemcy przystąpili do systematycznej likwidacji istniejących w pobliskich miasteczkach gett.






Te historie zostały  przedstawione w relacjach członków rodziny: Michaela (dawniej Michała) i Jerry' ego (dawniej Jerzego), po zmianie nazwiska – Koenigów, oraz Henryki Siniakowskiej (z domu Góral, córki Jana) i urodzonej po wojnie Teresy Waligóry (córki Czesławy z domu Góral, też córki Jana).

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura