22 obserwujących
884 notki
1411k odsłon
116 odsłon

Co przed nadchodzącymi wyborami każdy świadomy wyborca wiedzieć powinien, o co ta gra?

Wykop Skomentuj1

Jak mawia klasyk państwa dzielą się na dwie grupy: na państwa poważne i pozostałe. Państwa poważne, to takie, które potrafią zdefiniować swoje interesy i nie odstępować od ich realizacji bez względu na warunki zewnętrzne i wewnętrzne. Ewakuacja imperium sowieckiego sprawiła, że w Europie Środkowej pojawiła się ponownie próżnia polityczna, podobna do tej z roku 1918. Państwa Europy Środkowej postanowiły spróbować rozwiązania w postaci stworzenia „trzeciej siły” zdolnej do równoważenia wpływów Niemiec i Rosji. W 1988 roku Włochy, Jugosławia, Austria i Węgry podpisały w Budapeszcie porozumienie, zwane od czworga sygnatariuszy „Quadragonale”. Wkrótce, jeszcze przed „aksamitnym rozwodem”, dołączyła do niego Czechosłowacja, wobec czego Quadragonale przekształciło się w Pentagonale, a po doszlusowaniu Polski – w Heksagonale.


Sygnatariusze Heksagonale zakładali, że Rosja, która właśnie zaczynała pogrążać się z chaosie, nie będzie w stanie storpedować tej inicjatywy, zaś Niemcy, które wchłaniają NRD, też nie będą próbowały żadnych sztuczek. Niestety to drugie założenie okazało się całkowicie błędne. Niemcy, odzyskawszy swobodę ruchów, natychmiast powtórzyły pomysł Adolfa Hitlera z roku 1940, to znaczy – wywołały krwawą wojnę na Bałkanach, w następstwie zachęcenia Słowenii i Chorwacji do proklamowania niepodległości. Jugosławia, która miała być bałkańskim filarem Heksagonale, w jednej chwili stanęła w ogniu, a ten widok, pokazując, czym grozi politykowanie za niemieckimi plecami, sprawił, że wszyscy sygnatariusze Heksagonale w jednej chwili porzucili mrzonki o „trzeciej sile”. Od tej pory polityczną próżnię, jaka w Europie Środkowej pojawiła się wskutek ewakuacji Imperium Sowieckiego, zaczynają wypełniać Niemcy za pomocą „rozszerzania Unii Europejskiej na wschód”.


Polska wprawdzie od 1 maja 2004 roku jest częścią składową Unii Europejskiej, ale zdając sobie sprawę, iż w warunkach strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego na polską politykę zagraniczną nie pozostaje wiele miejsca, próbuje wyrwać się z tego uścisku strategicznych partnerów na swobodę. Te desperackie próby, w które zaangażowana są penetrujące nasze państwo agentury, przybierają postać wahań między opcją amerykańską i opcją europejską. Niemcy, jako państwo poważne, jeszcze w czasach głębokiego PRL zaskarbiali sobie długi wdzięczności u różnych osób, które potem okazały się wpływowe. Ameryka  niechętnie patrzy na próby „europeizacji Europy” i nie ustaje w próbach wzniecenia konfliktu między Unią a Rosją. Gdyby to się Ameryce powiodło, wtedy Unia musiałoby zabiegać o przyjaźń USA, które dzięki temu zapewniłoby sobie nie tylko polityczną obecność w Europie, ale przede wszystkim odgrywanie tu roli arbitra. W przeciwnym razie w perspektywie stworzyłoby to zagrożenie dla dolara, jako światowej waluty transakcyjnej, z czego Stany Zjednoczone ciągną wielkie korzyści. Warto przypomnieć, że zapowiedź przejścia w rozliczeniach za ropę z dolara na euro zgubiła straszliwego Saddama Husajna i uczyniła zeń wroga ludzkości.


Teraz  w związku z powrotem USA do aktywnej polityki w Europie, w związku z rozgrywką z Rosją, a także w związku z kryzysem, jaki spektakularnie dotknął Unię Europejską, jest dobra okazja do zastanowienia się nad powrotem do Heksagonale - uzupełnionego i poprawionego. Chodzi oczywiście o tak zwane „Międzymorze”, to znaczy Estonię, Łotwę, Litwę, Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Słowenię, Chorwację, Serbię, Rumunię i Bułgarię, a więc państwa leżące między Morzem Bałtyckim, Czarnym i Adriatykiem. Zamieszkuje je ponad 80 milionów ludzi, a więc mniej więcej tylu, ilu w samych Niemczech. Międzymorze nie stanowiłoby więc zagrożenia dla nikogo, natomiast mogłoby spełniać rolę sojuszu realnego dla swoich uczestników pod warunkiem uniknięcia błędu popełnionego podczas poprzedniej próby pod nazwą „Heksagonale”, która nie miała dostatecznie silnego lidera, czy ściślej  protektora, jakim obecnie jest USA. W tej sytuacji współpraca polityczna w ramach Grupy Wyszehradzkiej, powinna być m.in. skierowana na przekonywanie polityków amerykańskich do koncepcji Międzymorza nie tylko jako zapory przed ewentualną rosyjską ekspansją w kierunku zachodnim, ale również jako przeciwwagi dla strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego, które miałoby wyznaczać ramy polityki europejskiej.


No i dochodzimy do kwintesencji. W momencie kiedy następuje spotkanie Andrzeja Dudy z szefami Grupy Wyszehradzkiej w związku z rozpoczynającym się właśnie naszym rocznym przywództwem w Grupie, w samej końcówce kampanii wyborczej,  następuje brutalny atak na urzędującego prezydenta przez gazetę z niemieckim kapitałem. Przypadek? W polityce nie ma przypadków są tylko znaki. I to jest właśnie taki znak. Takie pogrożenie palcem, aby każdy znał swoje miejsce. Fakt to jest gazeta dla pospólstwa, tak też jest określany elektorat Dudy. Wiadomo, że akurat to medium dotrze dokładnie tam gdzie trzeba, ale co sprawia, że robi to wbrew własnym interesom finansowym? Tu musicie odpowiedzieć sobie sami. Tu nie chodzi o to, że Trzaskowski ma jakąś inną wizję dla Polski, tu chodzi wyłącznie o interes Niemiec i rozbicie inicjatyw, które im zagrażają. Biorą w tym udział zarówno zawodowcy, spłacający zaciągnięty dług "dłużnicy", jak i pożyteczni idioci, kierujący się instynktem stadnym. Kłania się też w tym, momencie grzech zaniechania, czyli odstąpienie od repolonizacji mediów. Orban przewidział, że nie ma nic pilniejszego.


Żeby efekt był mocniejszy Adam Michnik osobiście udzielił właśnie wywiadu, a jakże,  niemieckiej prasie mówiąc, jaki ten PiS jest straszny i zły i to dla całej Europy. Wiedzieliśmy, że Kaczyński to polityk nietuzinkowy, ale żeby był aż takim mocarzem, to nawet zwolennikom nie przyszło do głowy. Już się zaczęła nagonka różnych "międzynarodowych dziennikarzy (reporterzy) bez granic", aby Duda i PiS przeprosili niemieckiego dziennikarza, na którego "spadła fala hejtu". I teraz uwaga, tak wygląda niemiecka uczciwość, jeśli niemiecki dziennikarz krytykuje polskiego prezydenta, to jest to należna krytyka, jeśli zaś w druga stronę, to jest to hejt, faszyzm, nienawiść.   Dziś ma ukazać się paszkwil Wyborczej z plakatem Trzaskowskiego oczerniający prezydenta Dudę, który ma być rozdawany bezpłatnie w milionowym nakładzie w małych miejscowościach. I pomijając nawet samą treść gazeta gra tu wyjątkowo nieuczciwie. Dlaczego? Gazeta Wyborcza na co dzień jest szczelnie zamknięta przed wszystkimi, oprócz swoich prenumeratorów. W wydaniu internetowym nikt poza swoimi nie może odnieść się do artykułu, skomentować, go, czy chociażby ocenić komentarze innych, po co więc robią teraz te cyrki i wychodzą poza swój krąg wzajemnej adoracji? Stawka jest wysoka, albo oni, albo my i to niezmienne pytanie, czyja będzie Polska? Nie jaka, tylko czyja?

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka