20 obserwujących
873 notki
1383k odsłony
1143 odsłony

Czyżby Niemcy chcieli zrobić nam tu drugą Jugosławię?

Wykop Skomentuj8

image

Jak mawia klasyk państwa dzielą się na dwie grupy: na państwa poważne i pozostałe. Państwa poważne, to takie, które potrafią zdefiniować swoje interesy i nie odstępować od ich realizacji bez względu na warunki zewnętrzne i wewnętrzne. Ewakuacja imperium sowieckiego sprawiła, że w Europie Środkowej pojawiła się ponownie próżnia polityczna, podobna do tej z roku 1918. Państwa Europy Środkowej postanowiły spróbować rozwiązania w postaci stworzenia „trzeciej siły” zdolnej do równoważenia wpływów Niemiec i Rosji. W 1988 roku Włochy, Jugosławia, Austria i Węgry podpisały w Budapeszcie porozumienie, zwane od czworga sygnatariuszy „Quadragonale”. Wkrótce, jeszcze przed „aksamitnym rozwodem”, dołączyła do niego Czechosłowacja, wobec czego Quadragonale przekształciło się w Pentagonale, a po doszlusowaniu Polski – w Heksagonale.


Sygnatariusze Heksagonale zakładali, że Rosja, która właśnie zaczynała pogrążać się z chaosie, nie będzie w stanie storpedować tej inicjatywy, zaś Niemcy, które wchłaniają NRD, też nie będą próbowały żadnych sztuczek. Niestety to drugie założenie okazało się całkowicie błędne. Niemcy, odzyskawszy swobodę ruchów, natychmiast powtórzyły pomysł Adolfa Hitlera z roku 1940, to znaczy – wywołały krwawą wojnę na Bałkanach, w następstwie zachęcenia Słowenii i Chorwacji do proklamowania niepodległości. Jugosławia, która miała być bałkańskim filarem Heksagonale, w jednej chwili stanęła w ogniu, a ten widok, pokazując, czym grozi politykowanie za niemieckimi plecami, sprawił, że wszyscy sygnatariusze Heksagonale w jednej chwili porzucili mrzonki o „trzeciej sile”. Od tej pory polityczną próżnię, jaka w Europie Środkowej pojawiła się wskutek ewakuacji Imperium Sowieckiego, zaczynają wypełniać Niemcy za pomocą „rozszerzania Unii Europejskiej na wschód”.


Polska wprawdzie od 1 maja 2004 roku jest częścią składową Unii Europejskiej, ale zdając sobie sprawę, iż w warunkach strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego na polską politykę zagraniczną nie pozostaje wiele miejsca, próbuje wyrwać się z tego uścisku strategicznych partnerów na swobodę. Te desperackie próby, w które zaangażowana są penetrujące nasze państwo agentury, przybierają postać wahań między opcją amerykańską i opcją europejską. Niemcy, jako państwo poważne, jeszcze w czasach głębokiego PRL zaskarbiali sobie długi wdzięczności u różnych osób, które potem okazały się wpływowe. Ameryka  niechętnie patrzy na próby „europeizacji Europy” i nie ustaje w próbach wzniecenia konfliktu między Unią a Rosją. Gdyby to się Ameryce powiodło, wtedy Unia musiałoby zabiegać o przyjaźń USA, które dzięki temu zapewniłoby sobie nie tylko polityczną obecność w Europie, ale przede wszystkim odgrywanie tu roli arbitra. W przeciwnym razie w perspektywie stworzyłoby to zagrożenie dla dolara, jako światowej waluty transakcyjnej, z czego Stany Zjednoczone ciągną wielkie korzyści. Warto przypomnieć, że zapowiedź przejścia w rozliczeniach za ropę z dolara na euro zgubiła straszliwego Saddama Husajna i uczyniła zeń wroga ludzkości.


Teraz  w związku z powrotem USA do aktywnej polityki w Europie, w związku z rozgrywką z Rosją, a także w związku z kryzysem, jaki spektakularnie dotknął Unię Europejską, jest dobra okazja do zastanowienia się nad powrotem do Heksagonale - uzupełnionego i poprawionego. Chodzi oczywiście o tak zwane „Międzymorze”, to znaczy Estonię, Łotwę, Litwę, Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Słowenię, Chorwację, Serbię, Rumunię i Bułgarię, a więc państwa leżące między Morzem Bałtyckim, Czarnym i Adriatykiem. Zamieszkuje je ponad 80 milionów ludzi, a więc mniej więcej tylu, ilu w samych Niemczech. Międzymorze nie stanowiłoby więc zagrożenia dla nikogo, natomiast mogłoby spełniać rolę sojuszu realnego dla swoich uczestników pod warunkiem uniknięcia błędu popełnionego podczas poprzedniej próby pod nazwą „Heksagonale”, która nie miała dostatecznie silnego lidera, czy ściślej  protektora, jakim obecnie jest USA. W tej sytuacji współpraca polityczna w ramach Grupy Wyszehradzkiej, powinna być m.in. skierowana na przekonywanie polityków amerykańskich do koncepcji Międzymorza nie tylko jako zapory przed ewentualną rosyjską ekspansją w kierunku zachodnim, ale również jako przeciwwagi dla strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego, które miałoby wyznaczać ramy polityki europejskiej.


No i dochodzimy do kwintesencji. Niemieckie media zdominowały Polskę i dyktują na kogo mamy głosować. Czyje interesy stoją za atakiem na prezydenta Dudę? Irytacja Niemiec tężeje. Tyle lat urabiania polskiej opinii publicznej, tyle zainwestowanych w tę operację środków, a Polacy nadal stawiają opór. Wybrali konserwatywnego prezydenta, prawicowy rząd, teraz prą do reelekcji Andrzeja Dudy. Jak się nie wściekać, skoro interesy stoją? Hejterska propaganda rozpięta więc została do granic możliwości, a lawina manipulacji i kłamstw jest tak potężna, że czas jeszcze raz postawić pytanie: dlaczego pozwalamy, by polski rynek medialny należał w 80 procentach do zagranicznych koncernów? Odkąd Andrzej Duda wygrał z Bronisławem Komorowskim, a Prawo i Sprawiedliwość zdobyło parlamentarną większość, nie ma dnia bez dorabiania gęby Polsce. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” i opozycyjnych organizacji wylewają za granicą pomyje na polski rząd, po czym te same redakcje wbijają swoich czytelników w poczucie wstydu, pokazując im jaką złą prasę ma nasz kraj za granicą. Towarzyszą temu ciągłe połajanki instytucji unijnych, o których wsparcie zabiegają niestrudzeni politycy opozycji.

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura