
Janusz Onyszkiewicz stracił właśnie okazję, aby siedzieć cicho, a KOD znów pokazał swe fałszywe oblicze. Tak zwani "obrońcy demokracji" rozochoceni tym, że nareszcie można bezkarnie manifestować, nie to co w czasach Tuska, gdzie i gumową kulę można było zaliczyć, a i dostać parę kopniaków od niewyżytego bydlaka z policji, używają sobie do woli. Teraz bezpiecznie, więc już można. Mówią, że wcześniej na to nie wpadli, ale tak naprawdę to z wyrachowania, bo przecież nie są tacy głupi, żeby się narażać kiedy można było oberwać.
Przy okazji wyjaśniło się, dlaczego "koduje" Janusz Onyszkiewicz (pewnie powoli prawie wszyscy się odkryją). Otóż miał on przy Platformie swój lukratywny kawałek tortu, który właśnie utracił. Był on mianowicie doradcą ministra Siemoniaka. Co doradzał musi stanowić najwyższą tajemnicę, bo poza przytuleniem blisko 300 tysięcy złotych innych śladów jego działalności nie odkryto. Co ciekawe w tym samym czasie, gdy rzekomo doradzał MON-owi, obskakiwał wszystkie zaprzyjaźnione media i obnażając degrengoladę naszej armii mówił, że zajęcie Putinowi Warszawy zajęłoby góra trzy dni. Ot ci doradca. Ciekawe ilu jeszcze takich "doradców" z byłej Unii Wolności mieli pozostali ministrowie?
http://niezalezna.pl/80455-minister-macierewicz-o-liscie-bylych-szefow-mon-polityka-bezczelnosci-o-sikorskim-przegral-wsz
Inne tematy w dziale Polityka