Ilekroć wkurzę się na ludzi ze świata polityki wychodzę przed dom i spaceruję. Wśród magnolii, rododendronów, azalii, licznych drzew iglastych. To mój leśny ogród. Krzewy kwitną tutaj jak wszędzie - w różnych okresach i porach roku. Oczar chiński w lutym, wawrzynek wilcze łyko w marcu. Forsycje i magnolie w kwietniu, i tak dalej…Ogród tonie wśród coraz piękniejszych i zachwycających różnorodnością barw. Ptaki śpiewają, wiewiórki szaleją przeskakując z drzewa na drzewo. Każda pora roku jest w lesie niezwykła, zostawiając swoje własne piętno również w moim ogrodzie. Jesień nie tylko jest depresyjna, mnie przede wszystkim zachwyca dojrzałością, szeroką paletą barw, tajemnicą przemijania i emanującym z tej właśnie pory roku spokojem. Tegoroczny jesienny listopad zaskakuje dodatkowo wysoką jak na ten miesiąc temperaturą. Jest ciepło, miło, aż nie chce się z dworu ( Krakus napisze: z pola) wracać do domu. Spaceruję więc wśród 278 drzewek iglastych i krzewów, które sam posadziłem w moim wymarzonym lesie – ogrodzie. Do tego wokół pełno dostojnych ponad 130-letnich sosen i kilka potężnych brzóz, które szumią sennie, kojąc moje skołatane nerwy. Sosnowy las ze swoim niesamowitym zapachem to istny cud natury, wytworzył przez dziesiątki lat specyficzny mikroklimat, który leczy schorzenia górnych dróg oddechowych ( dlatego jest u nas sanatorium dla dzieci o takich schorzeniach ). Ja mam też pewność, że wzmacnia moją odporność…psychiczną.
Dzisiaj wkurzyłem się na światłych ludzi honoru. Niepotrzebnie obejrzałem poranny spektakl pod tytułem obrady komisji d/s. nacisków. Oto poseł SLD złożył, zasadny jak się okazało, wniosek o wykluczenie posła Andrzeja Czumy ze składu komisji, gdyż ten jako b. minister sprawiedliwości i prokurator generalny ( nadzorujący prace prokuratury) zgodnie z prawem ( wypowiedzieli się na ten temat eksperci wspomagający prace komisji) nie powinien zasiadać w tym gremium. Jeden z ekspertów Pan Stręk wręcz stwierdził, iż sejm w ogóle nie miał prawa powoływać Andrzeja Czumy do rzeczonej komisji. Wciąż i wciąż okazuje się, że argumenty ekspertów od prawa, że coś jest z prawem niezgodne ( vide: powołanie Bondaryka, odwołanie Kamińskiego…) to dla posłów Platformy jak groch odbijany od ściany. Ludzie honoru wiedzą swoje. Usta co prawda pełne frazesów o konieczności szanowania i przestrzegania prawa, ale to przecież madotyczyć tylko maluczkich. Dla nich lepsze jest specyficzne prawo. Po1-sze:pokaż mi człowieka, a my znajdziemy na niego paragraf ( i znaleźli stosowny paragraf na…Mariusza Kamińskiego!). I jeszcze 2-gi, ważniejszy punkt tego prawa. Nam ludziom światłym, mądrym, wybrańcom narodu - WOLNO WIĘCEJ! I do tego naszym wodzem jest człowiek obdarzony przez Boga geniuszem… Po wygłoszeniu więc opinii przez ekspertów ludzie Platformy ( plus poseł jakby ubezwłasnowolnonego PSL-u) i honoru zagłosowali ( Andrzej Czuma się wyłączył, a jakże…), podnosząc rece za...pozostaniem posła Czumy w komisji ( do tego: na stanowisku przewodniczącego komisji ). Zadowolony Poseł PO Andrzej Czuma ( ileż to razy pisano jaki to z niego człowiek honoru i wzór uczciwości…ostatnio jednak jakby nadwątlony ten wizerunek przez ,, przypadki amerykańskie…) poprowadził obrady komisji jak gdyby nigdy nic. Nie ma to jak być takim człowiekiem honoru. Prawo wskazuje niestosowność, ale ja jestem ponad prawem…
Jak już się człowiek tak porządnie wkurzy pozostaje mu kilka sposobów ,, odwkurzania”. Zaczyna się od wyłączenia telewizora ( co bardziej krewcy ,, wkurzeni” telewizor wyrzucają bądź rozbijają; ja jeszcze tak nie mam, żona mówi, że nie jest ze mną jeszcze tak źle…). Po wyłączeniu ( wyrzuceniu, etc.) telewizora możemy głęboko pooddychać ( wpuszczamy poooowietrze, wyyydychamy powietrze…), możemy pokłócić się z żoną, czy innymi bliskimi ( jeśli akurat znajdują się w pobliżu), albo też ( trzasnąwszy na przykład drzwiami) można wyjść na dwór ( krakus napisze : na pole). Powietrze dobrze nam zrobi.
Wypadłem więc z domu ( wiem, wiem…można być też opanowanym i znosić wszystko ze stoickim spokojem, ale mnie już się nie chce tego znosić ze spokojem…, w…m się na ICH rosnącą bezczelność oraz na ślepotę(?!!!) ludzi, którzy zachowują się jak w relacji sado-macho) . Więc ( nie zaczyna się zdania od więc, ale teraz , w stanie wzburzenia… – wybaczcie!) wybiegłem na powietrze…i pospacerowałem po moim leśnym ogrodzie. Typowo złota polska jesień w schyłkowej formie. Liście już w większości opadły. Ale wciąż cudnie…pachnie i zachwyca dojrzałym pięknem. Pies Bruno leniwie mi towarzyszy. Jeż w oddali przemyka po ścieżce. Bruno strzyże uszami i węszy. Wiem jednak, że nie pobiegnie za jeżem. Już raz się naciął. Musieliśmy zszywać psie wargi… Podchodzę do forsycji i nagle dostrzegam kilka żółtych kwiatów. Moje forsycje zakwitły. Jest 1-szy dzień grudnia 2009 roku. ( errata! poprawiłem!) Mnie się to wydaje niesamowite. Bo nie wiem, czy to się często zdarza, ale w moim lesie zdarzyło się po raz pierwszy. Przyroda nieustannie nas zdumiewa, zachwyca, zadziwia. Jej urok, potęga i magia…jakby wieczności, powoduje, że zaczynamy nabierać dystansu do spraw nie wartych aż takiego zachodu i zainteresowania, jak nam się to przydarza. Zdaje się przywoływać średniowieczne vanitas vanitatum ( et omnia vanitas…)…marność nad marnościami…( to jakby o polityce!). Po co więc zawracać sobie głowę głupstwami, marnymi ludźmi oraz marnymi sprawami. Jest tyle wspaniałych zjawisk, ludzi, problemów, którymi warto się zajmować. Wśród przyrody nabieramy właściwego dystansu i dostrzegamy odpowiedni wymiar rzeczy i spraw.
Ale przecież jutro – jakby paradoksalnie – znowu włączę telewizję, radio, żeby wysłuchać programów informacyjnych. Zajrzę też pewnie do prasy. Wyjdzie wszak nowy numer tygodnika, który warto czytać. Przynajmniej tam nie kłamią. Bywa, że ja człowiek – jestem jednak niereformowalny. Muszę przecież wiedzieć dokąd płynie okręt…nawet jeśli marynarze niewiele o tym wiedzą, kapitan pijany, a nawigacja wysiada.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)