Niech, Ci którzy PAMIĘTAJĄ dają prawdziwe świadectwo... Właśnie minęła kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego, a ja mam wrażenie, że w ogóle nie pamiętamy już o wspaniałej postawie polskich artystów teatru i filmu w tamtych ponurych czasach hańby. Chciałbym więc krótko przypomnieć ich dumną i godną postawę... ważną obecność właśnie przez nieobecność...
Zacznę jednak od ,, Wesela" Wyspiańskiego. Pamietam dobrze ten spektakl grany w Teatrze Narodowym. To był rok 1982, bodajże styczeń. Na scenie Janusz Kłosiński, który grał Żyda. Wszyscy wcześniej widzieli go w telewizji, gdzie na oczach milionów Polaków poparł stan wojenny( a był sekretarzem komórki PZPR-u w teatrze). W Narodowym siedziało nas wowczas z 1000 osób i wszyscy wyklaskiwaliśmy aktora-sekretarza , tak po prostu, spontanicznie. Nie jest prawdą to, co twierdził później Hanuszkiewicz, że to jakaś grupa aktorów zorganizowała zemstę na nielubianym przez siebie koledze. Byłem przecież tam! Gdy tylko Kłosiński wszedł na deski, by wypowiedzieć swoją kwestię, zaczęliśmy klaskać, klaskać, żeby go zagłuszyć. Mieliśmy pewność, że na to zasłużył. Gdy dziś czytam, jakie to były dramatyczne chwile dla tego aktora, to przyznam , że ogarnia mnie pusty śmiech. Przecież to był człowiek, który pozostał PZPR-owcem w czasach hańby. W czasach, gdy ludzie byli mordowani ( nie tylko w kopalni Wujek), gdy wielu patriotów siedziało w więzieniach. Człowiek, który dziękował Jaruzelskiemu za wprowadzenie stanu wojennego przeciwko Polakom. Nie mieliśmy żadnej innej możliwości, żeby zamanifestować swoją dezaprobatę dla sługi zbrodniczego reżimu. Oprócz Kłosińskiego z aktorów jeszcze tylko Wojciech Siemion otwarcie poparł stan wojenny. Bardzo niechlubna postać tamtego okresu to również Ignacy Gogolewski, dyrektor lubelskiego teatru. Był tak dyspozycyjny w stosunku do reżimu Jaruzelskiego, że potrafił zatrzymać w teatrze aktorów w nocy i zmuszać ich do podpisania lojalki. Naliczyłem ich teraz tylko trzech. Pewnie było ich wiecej, ale ja w tej chwili pamiętam tylko trzech, którzy wówczas przynosili wstyd środowisku teatralno-filmowemu. I zastanawiam się, co się takiego dzieje z dzisiejszymi aktorami-celebrytami? Dlaczego tak wielu z nich plami dobre imię tego środowiska i rozmienia jego autorytet na drobne... Olbrychski, Kondrat, Polański, Piesiewicz, Zanussi, aktorzy-skandaliści, czy tez celebryci występujący w przeróżnych dziwnych i wstydliwych miejscach. Pewnie wciąż dla niektórych to autorytety. Ale nie dla mnie.
Zbyt dobrze pamiętam jak naprawdę zachowują się wielcy artyści i jak ważny był dla tych prawdziwie wielkich - honor, Ojczyzna, walka z kłamstwem, wspomaganie potrzebujących i zmaganie się ze ze złem. Walczyli najwspanialej jak potrafili. Byli wówczas dla nas wszystkich OBECNI właśnie przez nieobecność. W ten sposób dawali świadectwo tego, gdzie jest prawda a gdzie kłamstwo. Gdzie dobro i miłośc, a gdzie zło i nienawiść. Gdzie Polska, a gdzie sowieccy zausznicy. Nie mieli watpliwości po której stronie stanąć. Wiedzieli, że ze złem trzeba walczyć. Świadomie rezygnowali z telewizyjnych i filmowych karier, nie występowali w oficjalnych ,,szopkach", bojkotowali telewizję, która ( co było dla wszystkich oczywiste) kłamie. Bojkotowali stan wojenny. Pomagali uwięzionym. Nigdy nie zapomnę wielkiej polskiej artystki Mai Komorowskiej przed bramą więzienia w Łęczycy ( Tutaj mieszkają moi teściowie). Dziś wiem, że była we wszystkich więzieniach, w których siedzieli wówczas ludzie nie tylko Solidarności. Bardzo długa jest lista tych wielkich polskich artystów, którzy albo siedzieli internowani w więzieniach ( jak Halina Mikołajczyk), albo pokazywali Jaruzelskiemu ( spawaczowi, jak się wówczas mówiło, albo czarnej wronie) gest Kozakiewicza. Ewa Dałkowska, Anna Nehrbecka, Halina Skarżanka to te Panie, które ja pamiętam. Spotykałem je w czasie mszy świętych za Ojczyznę ( na marginesie: Czy ktoś jeszcze pamieta tę wielką, nieocenioną wprost rolę polskiego Kościoła Katolickiego - oazy wolności w tragicznych czasach wojny polsko-jaruzelskiej? Jakoś nie widzę należnego Kościołowi szacunku za te dni wielkiej chluby i dawania wielkiego świadectwa Miłości. W czasach, gdy płaciło sie najwyższą cenę. Szczególnie, gdy się było księdzem. To kill the priest...To było wówczas takie łatwe). Recytowały wiersze, a my zebrani, ściśnięci jeden obok drugiego, trzymaliśmy dwa palce w górze i słuchaliśmy tych Poezji ze łzami w oczach. By za chwilę zaśpiewać ,, Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana..." Ja to wciąż dobrze pamiętam. Tak jak to poczucie dumy, że aktorzy potrafią z taką żarliowścią manifestować miłość do Ojczyzny, do Polski - wolnej! Pamiętam jakby to było wczoraj.
Gustaw Holoubek powiedział niegdyś o tamtych czasach hańby bardzo prosto: ,, Nie wyobrażalismy sobie, żeby wówczas być!" ................................................................................................................................................................


Komentarze
Pokaż komentarze (10)