Pamietam mój pierwszy raz w USA. Był to rok 1988. Wylądowałem w Nowym Yorku na lotnisku JFK...
Wszystko było tak jak sobie wyobrażałem...monumentalne (ach to zadzieranie głowy przez Polaków na Manhattanie...jakie wysoki te domy! - ja też!), poukładane, różnorodne, kolorowe...No i WSZYSTKO, co tylko zapragniesz i o czym pomyślisz...JEST! Możesz kupić, zobaczyc, popróbować, mieć...Przypominam sobie pewną sekwencję z filmu Moscow on the Hudson River... Muzyk, którego gra mój ulubiony aktor Robin Williams, został w USA po koncertach ( a konkretnie uciekł swojemu opiekunowi...każdy Rosjanin wyjeżdżający do USA miał takiego tajniaka) i udaje się na pierwsze zakupy...Wchodzi do sklepu i prosi o kawę...( ze swojego moskiewskiego doświadczenia wie jak trudno ją kupić...). Ekspedientka prosi, żeby sobie wybrał z półki...Patrzy i czyta...długi rząd Coffe, coffe, coffe, coffe... i mdleje. A więc jak wiemy było i jest tam wszystko. A poza tym poukładane to całkiem normalnie. Jak na ponad 200 letnią demokrację przystało. Gdy zatrzymał mnie policjant, to po to, żeby mnie uprzedzić o wodzie pod mostem. Mój drugi raz z policją to wówczas, gdy mnie zatrzymano, żeby poinformowac mnie o braku tylnego światła...To wszystko. Na 4 długie lata.
Najgorsze wspomnienia z USA związane są z momentem próby wstępu do tego raju. Najpierw oczekiwanie na zaproszenie. Później dłuuga kolejka do amerykańskiej ambasady i poniżająca rozmowa (a wcześniej wypełnianie ankiety...należysz do parti PZPR? - całkiem słusznie...czy jesteś gejem...i takietam) z amerykańskim konsulem, który traktuje swojego petenta z wyższością i dosyć obcesowo. Z tego, co wiem, to szczególnie w chwili odmowy wizy. Mnie sie poszczęściło. Nie wiedzieć czemu wizę otrzymałem...Los szczęścia był tym razem po mojej stronie...
Bronisław Komorowski nie wie, co przeżywają jego rodacy w czasie starań o wizę do USA...ile muszą znieść upokorzeń...gdyż dla zwykłego polskiego obywatela jest to jak gra w rosyjską ruletkę...
Bronisław Komorowski ma to w nosie...Jest VIP-em (oj, jak to się stało, jak to się stało...) i do USA, gdy ma ochote poleci...wizę dostanie...załatwią mu jego ludzie... A zwykły szarak niech ma za swoje. Szczególnie teraz, gdy wygląda na to, że coraz więcej takich ,,zwykłych" popiera jego wroga z wojenki platformersko-wajdowskiej...Niech stoją, niech płacą 150 dolarów nie wiedząc, czy ich nie stracą...Niech mają za swoje!
Jak podaje Wirtualna Polska :
,,Nie powinniśmy domagać się od USA zniesienia wiz - stwierdził Bronisław Komorowski w ankiecie TVN24 i tvn24.pl. Jest jedynym kandydatem na najważniejszy urząd w państwie, który ma taki pogląd.
Stany Zjednoczone w tym tygodniu po raz kolejny podniosły opłaty wizowe. Złożenie wniosku kosztuje już ok. 150 dolarów. Polacy są oburzeni, a większość z nich uważa, że powinniśmy mieć możliwość jeżdżenia do USA bez wiz. (...)
Znowu zmiana zdania
To kolejny przypadek, kiedy Bronisław Komorowski zmienia zdanie. W 2004 roku Komorowski domagał się bowiem "bardzo ostrego" naciskania naUSA ws. zniesienia wiz. Trzy lata później chciał powołać specjalny zespół do zbadania kilkuset przypadków osób, którym odmówiono wjazdu do USA.
O zniesienie wiz do USA polskie władze zabiegają od roku 1991, kiedy to jednostronnie zostały zniesione wizy dla Amerykanów."
To już nie kolejna gafa Komrowskiego. Ba, to nawet nie głupota. To bład! A błędy bywają kosztowne! Ja mam taka nadzieję, że te jego gafy, wpadki, błędy, świadczące o tym, ze nie nadaje się na najwyższy urząd w państwie ...dostrzeżą również wborcy PO. W końcu Polska jest...najważniejsza!


Komentarze
Pokaż komentarze (43)