W poprzedni poniedziałek, razem z 50 numerem "Uważam Rze" ukazał się na łamach tego tygodnika tekst pana Piotra Kowalczuka pt. "Walka z laicyzacją Europy". Od początku bije z artykułu jakiś negatywny stosunek do obecnego papieża. Autor w swoich wywodach przedstawia raz po raz najwiekszego krytyka Benedykta XVI znanego watykanistę Marco Politi'ego. Pod koniec artykułu Kowalczuk przechodzi do ataku. Czytamy: "Zarówno Politi jak i liczni apologeci papieża zgadzają się, że Benedykt XVI popełnił wiele kadrowych błędów. (...) Sam wielokrotnie nie potrafił przewidzieć skutków swoich decyzji i wypowiedzi w delikatnych i kontowersyjnych kwestiach. Tak było z wprowadzeniem w szał islamskich fanatyków wykładem w Ratyzbonie, niefortunną wypowiedzią o prezerwatywach na początku pielgrzymki do Afryki czy zdjęciem ekskomuniki z oświęcimskiego negacjonisty, lefebrysty Richarda Williamsona." Autor uważa dalej, że jeśli w dwóch pierwszych przypadkach papież mógł mieć rację, to w wypadku zdjęcia ekskomuniki z Williamsona (oczywiście autor pominął tutaj wyraźnie celowo wymienienie jego godności przez dodanie "bp" przed nazwiskiem) mamy do czynienia z totalną kompromitacją dostojników kurii. Kowalczuk przypomina też ówczesne jednoznaczne komentarze odnosne tej sytuacji: "Za Jana Pawła II to by się nie mogło zdarzyć".
Autor artykułu podaje nam po raz kolejny opinie krytyków Benedykta XVI, którzy uważają, że papież chce cofnąć Kościół z postepowej drogi SVII. Takim cofnięciem miałby być powrót mszy łacińskiej, rehabilitacja lefebrystów i zamrożenie dialogu międzyreligijnego. Dla zrównoważenia Kowalczuk podaje wreszcie opinię zwolenników papieża, którzy wszystkie podjęte przez niego decyzję uważają za odczytanie znaków czasu.
Nie wydaje mi się, aby zdjęcie ekskomuniki z bp Williamsona i Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, było błędem i kompromitacją. Decyzja ta była napewno przemyślana i pokazuje dalekowzroczność papieża. Widać Benedykt XVI zdał sobie doskonale sprawę, że do walki z laicyzacją nie nadają się już ulegli i postępowi duchowni u których kościoły świecą pustakmi lub są przerabiane na meczety, ale duchowni pokroju kapłanów Bractwa (obraźliwie znanych lefebrystami o czym pan Kowalczuk nie wie lub zdaje się celowo zapomniał), nie bojących się wziąść na siebie odpowiedzialności za Kościół i u których świątynie pękają w szwach, a powołań kapłańskich jest bez liku. Piotr Kowalczuk zdaje się wpisywać w ton lewicowych dziennikarzy i postepowych katolików, którzy bp Williamsona uznają za tego, który powiedział, że Holocastu wogóle nie było. Biskup nic takiego nie stwierdził, a jedynie zmniejszył liczbę ofiar żydowskiej hekatomby.
Na koniec autor artykułu wyraził zadowolenie, że kobiety zaczynają wspinać się po szczeblach watykańskich stanowisk i zwrócił uwage na "pierwsze jaskółki" w tej kwestii którymi są s. Enrica Rosanna i Flamina Giovanelli. Warto przypomnieć autorowi, że kobiety od dawna były bardzo ważną częścią Kościoła i ze swojej strony nie dążyły nigdy do zostania biskupami.
Z całości artykułu można odczytać, że Piotrowi Kowalczukowi nie po drodzę z obecną linią polityki papieża, którego przedstawia jako człowieka niweczącego trud i starania Jana Pawła II. Benedykt XVI na szczęście nie jest przejściową głową Kościoła, ale podejmuje odważne i potrzebne decyzję, przez co pokazuje swoim krytykom, że jest godnym nastepcą św. Piotra i doskonale odczytuje znaki czasu.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)