Lech Kaczyński ociągający się ponad miarę z podpisaniem Traktatu Lizbońskiego zobowiązał się do tego, gdy ostatni kraj - Irlandia - w referendum wypowie się za jego przyjęciem. Wczoraj, po powtórnym referendum, ogłoszono o 17-ej oficjalne wyniki, które wykazały, że Irlandia poparła Traktat.
Prezydent Kaczyński miał złożyć swój podpis pod dokumentem bez zbędnej zwłoki.
Mijają kolejne godziny, a podpisu jak nie było tak nie ma. Czy nie jest to właśnie ta zbędna zwłoka? W moim przekonaniu tak właśnie jest, a mija już 16-ta godzina tej zwłoki Pana Prezydenta w wykonaniu jego powinności.
Pan Prezydent Kaczyński pełni swoją funkcję 24 godziny na dobę, więc to jest właśnie ta zbędna zwłoka w wykonywaniu przez niego obowiązków. Wiem, że ręka będzie mu drżeć w czasie tego podpisywania, ale nie ma już odwrotu i musi dotrzymac słowa, jeśli przywiązuje do tego znaczenie.
Jakie są argumenty, by złożenie podpisu tak przeciągać? Co jest niezbędne do złożenia tego podpisu, czego Pan Prezydent nie ma w swoim zasięgu? Pióra, biurka, samego dokumentu czy może niedrżącej ręki...? Jak długo może jeszcze trwać to żenujące celebrowanie niechęci do TL?
A przy okazji, to czy właśnie nie w październiku przyszłego roku odbędą się nowe wybory prezydenckie (były 23 października 2005 r.)? Mam nadzieję graniczącą z pewnością, że wraz z ostatnim rokiem tej prezydentury skończą się problemy z podpisywaniem różnych ważnych dla kraju dokumentów przez głowę Państwa.
04.10.2009 godz. 17.70
- minęły już 24 godziny zbędnej zwłoki Prezydenta w podpisaniu Traktatu Lizbonskiego


Komentarze
Pokaż komentarze (21)