Przybyli na miejsce spotkania niemal jednocześnie; ona zatrzymała się w oczekiwaniu na zwalniające się właśnie miejsce blisko drzwi wejściowych, on podjechał tuż po niej i zaparkował nieco dalej. Przywitali się i razem weszli do środka.
Wewnątrz było dużo ludzi, w tym kilka rodzin z dziećmi. Restauracja nie należała do drogich ale słynęła z dobrej kuchni i była dogodnie położona. Usiedli pośrodku sali, bo tylko tam był jeszcze wolny stolik. W lokalu było dość gwarno, ale nie na tyle głośno, by nie słychać było dobiegającej z głośników greckiej piosenki. Pachniało przyjemnie i zachęcająco…
Zamówili sałatki i z poczatku nieco nieśmiało, potem już bardziej odważnie, snuli rozmowę o sprawach, które ich łączyły, o ludziach, których oboje znali i o zwykłych sprawach codziennych.
Raptem w sali zrobiło się jeszcze głośniej, mężczyzna przebrany za Św. Mikołaja wszedł z koszem łakoci, z którymi podchodził do stolików budząc wielką radość dzieci.
On patrzył na to zaskoczony, przecież do Bożego Narodzenia jeszcze daleko, za wcześnie na Św. Mikołaja… Ona widząc jego zdziwienie wyjaśniła, że właśnie jest 6 grudnia – tradycyjne Mikołajki, dzień w którym wręcza się drobne upominki. On przyznał, że kompletnie o tym nie pamiętał, bo nie ma głowy do dat, więc i ta mu siłą rzeczy umknęła jak wiele innych.
Zajęli się rozmową, ale po chwili ona przeprosiła go na chwilę i opuściła salę, aby zaraz powrócić do przerwanej rozmowy. Jej oczy błyszczały z zadowolenia i promieniały radością… W pewnym momencie do stolika podszedł Św. Mikołaj i zwracając się do niego spytał:
- Czy był Pan grzeczny…?
Mężczyzna spojrzał zaskoczony pytaniem, ale dostosowując się do narzuconej konwencji odparł z pewnym ociąganiem:
- Tak, raczej tak..., tak sadzę…
Wtedy pytający wyjął z koszyka niewielki pakunek i podał mu mówiąc:
- To prezent dla tego, kto był grzeczny… - po czym odszedł do następnego stolika.
On spoglądał na leżący przed nim prezent z niedowierzaniem i zmieszaniem.
- No co, nie zajrzysz co jest w środku? – zachęcała go z tajemniczym uśmiechem zdradzającym jednak, że sama chyba dobrze wie, co to jest. Jak miałaby nie wiedzieć, skoro sama to dla niego kupiła i opakowała ciesząc się, że może sprawi mu tym przyjemną niespodziankę...
Patrzyła jak rozpakowuje upominek jakkolwiek praktyczny, to o nieco symbolicznym charakterze, który miał mu pomóc zobaczyć to, czego nie widać na pierwszy rzut oka… Cieszyła się z jego zaskoczenia, bo lubiła sprawiać innym takie niespodzianki, a zwłaszcza patrzeć, jak z zaciekawieniem rozpakowują prezent, bo wtedy przypominała sobie własne emocje, z czasów dzieciństwa, gdy niecierpliwie oczekiwała na przyjście Św. Mikołaja...
Siedzieli jeszcze trochę rozmawiając, jedząc i pijąc na końcu kawę. Wyszli na zewnątrz już rozluźnieni i zadowoleni ze wspólnie spędzonego miło czasu. Żegnając się przed jej autem nie sądzili, że widzą się już tak ostatni raz. Nie przypuszczali, że sprawy tak się potoczą, że nigdy już nie będą siedzieć naprzeciw siebie prowadząc lekko rozmowę, chociaż nie był to dzień, w którym rozmawiali po raz ostatni.
Wkrótce z pozoru nic nie znaczące wydarzenie spowodowało lawinę tłumionych długo niespełnionych oczekiwań i żalu. Urażona duma jednej strony oraz niedojrzałość emocjonalna drugiej postawiła między nimi mur niezrozumienia.
Po niespełna roku mijają się w tłumie, niczym zupełnie obcy sobie ludzie. Czasem los jednak sprawia, że rozmawiają w tym samym gronie ludzi, lecz unikają wtedy starannie bezpośredniego kontaktu, odwracając wzrok w drugą stronę. Jednak czasem udając, że słuchają kogoś z uwagą, ukradkiem jeszcze z dawnego przyzwyczajenia szukają wzrokiem pośród tłumu... tej drugiej osoby.
I tak skazani na życie blisko, nieuchronnie oddalają się od siebie, każdego dnia coraz bardziej…



Komentarze
Pokaż komentarze (46)